– Są… trudne, to na pewno. Ale dobrze wyszkolone potrafią być nieocenionym stróżem i pomocą, tylko to nie niełatwe. Więc tym dziwniejsze, że mu się udało go dorwać i oblać farbą – ale te abraksany, które nie mogły chodzić, hipogryfy, które się dziobaka wzajemnie nic nie widząc i oskubane do rosołu Feniks to było jak na standardy Victorii bardzo dużo. – Nie wykluczam tego. Obie opcje są możliwe – ale choć poświęcała temu trochę swoich myśli, to już porzuciła ten temat, bo “Thoran Yaxley” zniknął tak nagle, jak się pojawił, i przestał uprzykrzać ludziom życie, a na jego miejsce w mieszkaniu sąsiadującym z jej kamienicą, wprowadził się ktoś inny.
By mieć swój dom ze snu być może trzeba było mieć niewielkie wymagania lub po prostu wybudować taki dom wedle planów skrojonych dokładnie pod siebie, ale w tym drugim wypadku największym problemem był czas, którego ludzie szukający teraz domu dla siebie zwyczajnie nie mieli. Tym niemniej Victoria nawet nie zdawała sobie sprawę, że jest argumentem przemawiającym przeciwko wyprowadzce za granicę i istniała duża szansa, że nawet by jej to pochlebiało (zwłaszcza wiedząc, że jej były łamane na niedoszły wyniósł się poza granice Wielkiej Brytanii na do widzenia).
– Bardzo wątpię, żeby cokolwiek takiego działo się tutaj – przyznała, nie mówiąc jednak na głos tego, że być może takie dziwne rzeczy działy się w jej domu na Pokątnej, bo może jednak komuś zawadzała jej osoba. Tak jak doszczętnie spłonął ich dom w Dolinie Godryka. Oczywiście istniało prawdopodobieństwo, że to wszystko, to tylko przypadek, a Pokątna w jakiś sposób została dotknięta ranami po Spalonej i wypluwała jakieś takie dziwne… rzeczy… no ale wolała dmuchać na zimne. – Walia jest ładna. Założę się, że widok z okna, jak jest ładniejsza pogoda, jest niczego sobie – stwierdziła, pijąc do tego, że duży przylegający teren może nie być aż tak wielkim minusem w tym wypadku.
Podeszła do kominka zaraz za Christopherem, ale kiedy stwierdził, że nie ma proszku, nie poczuła takiej złości jak on. Ot – niedogodność.
– Nie szkodzi. Ja też nie wzięłam, a być może powinnam przy sobie nosić… – targała już w końcu w torebce przynajmniej jedną tabliczkę czekolady i opakowanie czekoladowych żab, a od czasu feralnego spotkania ze smokiem, miała też poupychane, poskładane w jak najmniejszą kosteczkę cienką parę spodni i koszulę. Na szczęście czarami można było wszystko szybko wyprostować. – To może jednak chcesz zerknąć do tej piwnicy, tak żeby mieć spokojne sumienie? – w jej głosie pobrzmiewały lekkie rozbawienie.
Patrzyła przez chwilę na Rosiera, wytrzymując jego spojrzenie. Zastanawiała się co mu powiedzieć, ile powiedzieć i czy go przy tym niepotrzebnie nie wystraszy, ale… nie chciała przed nim ukrywać tego, co wiedziała na temat akurat tego konkretnie dziwacznego snu o mugolu ze strzelbą, tym bardziej że skoro śniło mu się tyle… to któregoś dnia może mu się przyśnić coś zupełnie innego.
– Tak, tak… Chodzi o to, że nie jesteś jedyną osobą, której śnił się ten mugol. Znam kilka różnych zeznań odnośnie czegoś podobnego, gdzieś w biurze mam nawet jego podobiznę… – a później, z wyraźnym wahaniem uniosła swoją lewą dłoń, przyłożyła ją do swojego mostka i może nawet nerwowo zacisnęła lekko pięść, a potem ja rozluźniła. – Nie wiem… hm… czy pamiętasz jak się widzieliśmy w lipcu? Pokazywałeś mi wtedy sukienki na ten pokaz… to nieistotne w gruncie rzeczy, ale mówiłam ci chyba wtedy że mam kilka nowych blizn… – zakładała, że mógł tego nie pamiętać. Ona była wtedy kilka dni po zerwaniu zaręczyn z Rookwoodem, po wielkiej kłótni z matką, ogólnie w całkowitym dole psychicznym, chociaż bardzo próbowała sprawiać wrażenie, że ciągle unosi się na powierzchni, a on zajęty był przygotowywaniem pokazu i być może głowę zaprzątała mu jakaś inna dziewczyna. W każdym razie Victoria wstrzymała lekko oddech i podciągnęła lewy rękaw, prezentując mu to, co zwykle starała się ukrywać pod materiałem. Blizny na wierzchu dłoni, teraz ledwo widoczne, prawdopodobnie Christopher już widział, ale miała bardzo podobną na przedramieniu. – Mam jeszcze jedną, na plecach. Zostałam zaatakowana… we śnie. I rany zadane we śnie przeniosły się do rzeczywistości… Nie przez tego mugola, przez innego faceta, ale w obu przypadkach wrażenie bycia obserwowanym na dzień przed było bardzo podobne i to właśnie łączy te sprawy. Sądzę, że ten mężczyzna może… przepędzać właśnie tego drugiego – czego rzecz jasna nie wiedziała, ale było tutaj za dużo zbiegów okoliczności. – Dlatego powiedziałam, że miałeś szczęście – bo ten sen mógł mieć zupełnie inny kierunek.