23.07.2026, 11:19 ✶
– Jest bardzo… bardzo specyficzny, ale nie znam go prywatnie. Po prostu kupuje często ubrania u Rosierów. A Anette narzekała, gdy szyła dla niego ostatnio koszule, że ciężko sprawić, aby ktoś kto wygląda jak tyczka, prezentował się elegancko. Ale chociaż Chris czuł się przy Victorii raczej swobodnie, uznał, że rzucenie takiej uwagi apropos klienta byłoby trochę niegrzeczne nawet do niej. Ostatecznie klienci oczekiwali pewnych określonych standardów, i nawet jeżeli nie zawsze był człowiekiem uprzejmym, starał się o tym zwykle pamiętać.
– Jarczuk? Nie znam się zbytnio na zwierzętach, ale to chyba złośliwe bestie? Ten sąsiad… musiał władać potężną magią – powiedział ostrożnie, jeszcze przed wyjściem wyglądając przez okno na ciemny ogród, niewiele jednak był w nim w stanie zobaczyć. Pomyślał, że podwójnie dobrze, że Victoria wyniosła się z tamtego domu, bo brzmiało to najmniej podejrzanie. – Sądzisz, że mógł… powstać z jego działań? Albo go ściągnął?
Garderoba spełniała jego wymagania. Łazienka była mało nowoczesna, ale nie robiła złego wrażenia. Cały dom może nie był tym ze snów, ale Chris w końcu szukał w tej chwili czegoś po prostu dla siebie, z dala od Londynu, nie ogromnej, rodowej posiadłości i nie było powiedziane, że zamieszka tu na stałe. Czuł po prostu podskórnie, że czasem lepiej nie być w mieście: lub mieć miejsce, do którego można się szybko wycofać. Z dala od Londynu. Z dala od Anglii. Czasem w głowie krążyła mu nawet wciąż myśl o Paryżu albo Mediolanie, ale musiałby po pierwsze nauczyć się wtedy języka, a po drugie było kilka argumentów za pozostaniem tutaj, a Lestrange była na pewno już jednym z nich.
– Może jednak powinniśmy więc sprawdzić tę piwnicę. Pod kątem bębnów i tajemniczych ołtarzy – stwierdził, ruszając ku schodom, chociaż w istocie nie spodziewał się takich atrakcji i chciał zejść z powrotem na parter, nie ku piwnicy. Acz tak mniej więcej w połowie stopni nawiedziła go myśl, że może… może jednak powinni to zweryfikować. Victoria Lestrange zdawała się miewać różne szalone przygody. Może w jakiś sposób to było zaraźliwe i teraz przechodziło na niego? – Siedzisko jest całkiem wygodne, a tamten pokój ładny. Trudno mi ocenić stan ścian i sufitów, ale w tym celu przyślę specjalistę, jeżeli zdecyduję się na zakup… Wydaje mi się, że teraz będzie jednak ciężko znaleźć coś, co lepiej odpowiadałoby moim wymaganiom. Mam wrażenie, że ten dom został na rynku głównie dlatego, że teren przylegający jest duży, a to zawyża cenę.
Bardzo bogate i duże rodziny szukałyby czegoś większego, a dla tych, którzy stracili dach nad głową i nie należeli do elit, cena mogła być zaporowa. Dla Chrisa zaś dodatkowe sto galeonów nie robiło aż takiej różnicy: jego skrytka bankowa była zapełniona po brzegi.
– Chciałbym wrócić tu jeszcze za dnia, ale w tej chwili nie wydaje mi się, żeby w tej pogodzie dało się obejrzeć dom z zewnątrz… – To w końcu też było ważne. Przystanął przy kominku i sięgnął po naczynie, w którym powinien znajdować się proszek fiu i powstrzymał przekleństwo, cisnące się na usta. Naczynie było puste. – Nie ma fiuu, a ja nie pomyślałem, by zabrać go ze sobą. Będziemy pewnie musieli teleportować się na dwa skoki… – Byli w końcu poza granicami Anglii. Nie uśmiechał mu się tak długi kurs, ale nie było za wiele możliwości. - Szczęście? Co masz na myśli? – zdziwił się, znów zwracając ku niej spojrzenie. – Nie, o tej… strzelbie, śniłem pierwszy raz znowu wczoraj. I tym razem to ja ją trzymałem. A ten mugol, który mi się przyśnił, nawet do mnie z niej nie celował, po prostu powiedział… nie pamiętam dokładnie. Poza tym przegonieniem chyba coś jeszcze, ale to było ładnych kilka miesięcy temu.
– Jarczuk? Nie znam się zbytnio na zwierzętach, ale to chyba złośliwe bestie? Ten sąsiad… musiał władać potężną magią – powiedział ostrożnie, jeszcze przed wyjściem wyglądając przez okno na ciemny ogród, niewiele jednak był w nim w stanie zobaczyć. Pomyślał, że podwójnie dobrze, że Victoria wyniosła się z tamtego domu, bo brzmiało to najmniej podejrzanie. – Sądzisz, że mógł… powstać z jego działań? Albo go ściągnął?
Garderoba spełniała jego wymagania. Łazienka była mało nowoczesna, ale nie robiła złego wrażenia. Cały dom może nie był tym ze snów, ale Chris w końcu szukał w tej chwili czegoś po prostu dla siebie, z dala od Londynu, nie ogromnej, rodowej posiadłości i nie było powiedziane, że zamieszka tu na stałe. Czuł po prostu podskórnie, że czasem lepiej nie być w mieście: lub mieć miejsce, do którego można się szybko wycofać. Z dala od Londynu. Z dala od Anglii. Czasem w głowie krążyła mu nawet wciąż myśl o Paryżu albo Mediolanie, ale musiałby po pierwsze nauczyć się wtedy języka, a po drugie było kilka argumentów za pozostaniem tutaj, a Lestrange była na pewno już jednym z nich.
– Może jednak powinniśmy więc sprawdzić tę piwnicę. Pod kątem bębnów i tajemniczych ołtarzy – stwierdził, ruszając ku schodom, chociaż w istocie nie spodziewał się takich atrakcji i chciał zejść z powrotem na parter, nie ku piwnicy. Acz tak mniej więcej w połowie stopni nawiedziła go myśl, że może… może jednak powinni to zweryfikować. Victoria Lestrange zdawała się miewać różne szalone przygody. Może w jakiś sposób to było zaraźliwe i teraz przechodziło na niego? – Siedzisko jest całkiem wygodne, a tamten pokój ładny. Trudno mi ocenić stan ścian i sufitów, ale w tym celu przyślę specjalistę, jeżeli zdecyduję się na zakup… Wydaje mi się, że teraz będzie jednak ciężko znaleźć coś, co lepiej odpowiadałoby moim wymaganiom. Mam wrażenie, że ten dom został na rynku głównie dlatego, że teren przylegający jest duży, a to zawyża cenę.
Bardzo bogate i duże rodziny szukałyby czegoś większego, a dla tych, którzy stracili dach nad głową i nie należeli do elit, cena mogła być zaporowa. Dla Chrisa zaś dodatkowe sto galeonów nie robiło aż takiej różnicy: jego skrytka bankowa była zapełniona po brzegi.
– Chciałbym wrócić tu jeszcze za dnia, ale w tej chwili nie wydaje mi się, żeby w tej pogodzie dało się obejrzeć dom z zewnątrz… – To w końcu też było ważne. Przystanął przy kominku i sięgnął po naczynie, w którym powinien znajdować się proszek fiu i powstrzymał przekleństwo, cisnące się na usta. Naczynie było puste. – Nie ma fiuu, a ja nie pomyślałem, by zabrać go ze sobą. Będziemy pewnie musieli teleportować się na dwa skoki… – Byli w końcu poza granicami Anglii. Nie uśmiechał mu się tak długi kurs, ale nie było za wiele możliwości. - Szczęście? Co masz na myśli? – zdziwił się, znów zwracając ku niej spojrzenie. – Nie, o tej… strzelbie, śniłem pierwszy raz znowu wczoraj. I tym razem to ja ją trzymałem. A ten mugol, który mi się przyśnił, nawet do mnie z niej nie celował, po prostu powiedział… nie pamiętam dokładnie. Poza tym przegonieniem chyba coś jeszcze, ale to było ładnych kilka miesięcy temu.