22.07.2026, 06:39 ✶
– Czy pokłócimy się, jeśli powiem, że cztery lata nauki, tylko po to, by lepiej rozumieć męża kuzynki uważałbym wciąż za trochę zmarnowane? – spytał Chris z pewną ostrożnością. – No chyba że szaleńczo lubisz tego… Vas… zaraz, chodzi o Vakela Dołohowa?
Jego rosyjskie imię zdecydowanie łamało język Rosiera, ale już angielskie kojarzył. Vakel bywał w ich Domu Mody, nawet kiedyś kupował płaszcz, gdy Chris zaprojektował jeden wzór męski, jaki sam nosił, i udostępnił dla sprzedaży dla tych klientów, których było na to stać. Często chyba odwiedzał pracownię Merkurii, ale Chris nie zwracał na to wiele uwagi: nie przywykł w ogóle na zwracanie tejże na sprawy, które go nie dotyczyły w szerszym zakresie.
– W takim razie ośmielę się twierdzić, że chyba w szkole nie uczono by takiego rytuału nastolatków… To brzmi jakby ten stwór naprawdę był potężny… – zaczął Chris, przechodząc od kolejnego pomieszczenia. Otworzył drzwi: wyglądało na to, że to też był czyiś pokój albo pokój gościnny. Zabrano stąd łóżko, ale widać było ślad po nim i zostały wciąż znów szafa, komoda, biurko, a także w ciekawy sposób zagospodarowana wnęka okienna: wciąż leżała tam poduszka, a parapet obito czymś, zapewne aby dało się na niej siadać i wyglądać na ogród. Rosier chciał podjąć dalej, ale zawahał się, nagle trafiony jakaś myślą. – Czekaj, ale pomijając ten rytuał, który związał tak potężnego poltergeista, to skąd w ogóle tak potężny poltergeist w tym mieszkaniu? Pisałaś do poprzednich właścicieli? Wrobili cię w kupno nawiedzonego przez niego domu?
Bo poltergeisty się zdarzały, ale żeby aż tak potężne? Czy to nie wymagało jakiejś negatywnej energii i w ogóle? Rosier wzdrygnął się trochę, przypominając sobie tego, który rzucił na niego klątwę.
– Jak ja nie cierpię poltergeistów – dodał takim tonem, jakim kiedyś pewien odziany w czarne szaty czarownik będzie zapewniał, że nienawidzi małych, niebieskich ludzików w białych czapeczkach. – W każdym razie dobrze, że się wyniosłaś… Hm… Tu będzie chyba jeszcze garderoba – ocenił, otwierając kolejne drzwi. Miał rację: na piętrze znajdowały się jeszcze łazienka, którą Victoria doradzała sprawdzić i garderoba właśnie, sądząc po tym, że pozostały w niej wprawione w ścianę pręty do wieszania ubrań. Całkiem przydatne, bo cóż, Chris miał bardzo dużo ubrań, zwłaszcza jak na faceta, a poza tym zwyczajnie trzymał i u siebie kilka swoich projektów, tak na wszelki wypadek. W żadnym z pomieszczeń nie siedział też potworów. – Rzeczywiście, oferta wydaje się całkiem ciekawa. Niewątpliwy plus to miejsce na pracownię i podłączenie do sieci Fiuu. Ale żeby zdecydować ostatecznie potrzebuję trochę lepszej pogody…
…i tu gdzieś rozległ się grzmot, jakby dla podkreślenia tych słów.
– Bo w tej na pewno nie obejrzymy ogrodu i nie jestem pewien, czy marzę o zwiedzaniu piwnic za potencjalnymi potworami. A ty co myślisz? – spytał, przysiadając na parapecie, testując to dziwne legowisko. – Tamten facet…? To było już ładne kilka miesięcy temu, ale właściwie to w śnie tylko stał i mówił, że kogoś przepędził, czy coś takiego.
Rosier zakładał, że to jego podświadomość, i że mówiła o przepędzeniu Cressidy. Ale kolejnego dnia pił z Atreusem, więc jakoś to wszystko nie utkwiło mu specjalnie w pamięci, nawet jeżeli tamtego dnia czuł się obserwowany.
– Nikogo nie winię, ale jakoś poprzednie Samhain… zdaje mi się, że ludzie podchodzili do tego mniej nerwowo – skwitował, chociaż w duchu postanowił, że spróbuje jej tę szatę stagnacji uszyć. Tak na wszelki wypadek. Jeżeli ktoś będzie jej potrzebował, to tym kimś prawdopodobnie będzie właśnie Victoria Lestrange.
Jego rosyjskie imię zdecydowanie łamało język Rosiera, ale już angielskie kojarzył. Vakel bywał w ich Domu Mody, nawet kiedyś kupował płaszcz, gdy Chris zaprojektował jeden wzór męski, jaki sam nosił, i udostępnił dla sprzedaży dla tych klientów, których było na to stać. Często chyba odwiedzał pracownię Merkurii, ale Chris nie zwracał na to wiele uwagi: nie przywykł w ogóle na zwracanie tejże na sprawy, które go nie dotyczyły w szerszym zakresie.
– W takim razie ośmielę się twierdzić, że chyba w szkole nie uczono by takiego rytuału nastolatków… To brzmi jakby ten stwór naprawdę był potężny… – zaczął Chris, przechodząc od kolejnego pomieszczenia. Otworzył drzwi: wyglądało na to, że to też był czyiś pokój albo pokój gościnny. Zabrano stąd łóżko, ale widać było ślad po nim i zostały wciąż znów szafa, komoda, biurko, a także w ciekawy sposób zagospodarowana wnęka okienna: wciąż leżała tam poduszka, a parapet obito czymś, zapewne aby dało się na niej siadać i wyglądać na ogród. Rosier chciał podjąć dalej, ale zawahał się, nagle trafiony jakaś myślą. – Czekaj, ale pomijając ten rytuał, który związał tak potężnego poltergeista, to skąd w ogóle tak potężny poltergeist w tym mieszkaniu? Pisałaś do poprzednich właścicieli? Wrobili cię w kupno nawiedzonego przez niego domu?
Bo poltergeisty się zdarzały, ale żeby aż tak potężne? Czy to nie wymagało jakiejś negatywnej energii i w ogóle? Rosier wzdrygnął się trochę, przypominając sobie tego, który rzucił na niego klątwę.
– Jak ja nie cierpię poltergeistów – dodał takim tonem, jakim kiedyś pewien odziany w czarne szaty czarownik będzie zapewniał, że nienawidzi małych, niebieskich ludzików w białych czapeczkach. – W każdym razie dobrze, że się wyniosłaś… Hm… Tu będzie chyba jeszcze garderoba – ocenił, otwierając kolejne drzwi. Miał rację: na piętrze znajdowały się jeszcze łazienka, którą Victoria doradzała sprawdzić i garderoba właśnie, sądząc po tym, że pozostały w niej wprawione w ścianę pręty do wieszania ubrań. Całkiem przydatne, bo cóż, Chris miał bardzo dużo ubrań, zwłaszcza jak na faceta, a poza tym zwyczajnie trzymał i u siebie kilka swoich projektów, tak na wszelki wypadek. W żadnym z pomieszczeń nie siedział też potworów. – Rzeczywiście, oferta wydaje się całkiem ciekawa. Niewątpliwy plus to miejsce na pracownię i podłączenie do sieci Fiuu. Ale żeby zdecydować ostatecznie potrzebuję trochę lepszej pogody…
…i tu gdzieś rozległ się grzmot, jakby dla podkreślenia tych słów.
– Bo w tej na pewno nie obejrzymy ogrodu i nie jestem pewien, czy marzę o zwiedzaniu piwnic za potencjalnymi potworami. A ty co myślisz? – spytał, przysiadając na parapecie, testując to dziwne legowisko. – Tamten facet…? To było już ładne kilka miesięcy temu, ale właściwie to w śnie tylko stał i mówił, że kogoś przepędził, czy coś takiego.
Rosier zakładał, że to jego podświadomość, i że mówiła o przepędzeniu Cressidy. Ale kolejnego dnia pił z Atreusem, więc jakoś to wszystko nie utkwiło mu specjalnie w pamięci, nawet jeżeli tamtego dnia czuł się obserwowany.
– Nikogo nie winię, ale jakoś poprzednie Samhain… zdaje mi się, że ludzie podchodzili do tego mniej nerwowo – skwitował, chociaż w duchu postanowił, że spróbuje jej tę szatę stagnacji uszyć. Tak na wszelki wypadek. Jeżeli ktoś będzie jej potrzebował, to tym kimś prawdopodobnie będzie właśnie Victoria Lestrange.