Taki ogień nie był najprostszy do ugaszenia, tym bardziej, że wzniecił się gwałtownie i wysoko, pnąc po wielkim pniu w górę i w górę. Nie wystarczy wiadro z wodą, by ugasić rozprzestrzeniający się pożar, a jeśli miał on spopielić więcej niż to drzewo, to Victoria o to nie dbała. Nie w tej chwili. Nie, gdy mieszkańcy miasteczka, chcieli poświęcić ich życia, nie gdy wiedziała, jak wiele ludzi tutaj zginęło – bo co do tego, nie miała już żadnych wątpliwości.
– Jak większość tych dziwactw – odparła mu spokojnie, wpatrzona w drogę przed nimi, gotowa robić gwałtowny manewr, gdyby coś wybiegło im na spotkanie. Do tej pory nie zwróciła uwagi na tę kupę rzeczy, które Christopher wrzucił do tyłu, gdy wbiegał do samochodu, skupiona na tym, by wyjechać jak najszybciej z tego cholernego miasteczka, nie zwróciła więc też uwagi na torebkę, ani – nie daj Boże – stanik Emily, który się tu zaplątał. Poczuła za to, że jej się przygląda i wtedy na momencik przeniosła spojrzenie z drogi w bok, na Chrisa. W samą porę, żeby zobaczyć ten rumieniec, chociaż pomyślała sobie, że to przez ten szaleńczy bieg i włamanie do zajazdu. – Hmmm? Co – zagadnęła, odwracając wzrok z powrotem na drogę. – W schowku powinien być ten pistolet na gwoździe – dodała, wiedząc, że nie ma teraz czasu na szukanie pręta, który gdzieś zostawiła po stronie pasażera. Ani tego, który wcześniej miał Christopher.
– Przypadkiem? Nie, absolutnie – Victoria uznała, że nie ma sensu udawać, zresztą powiedziała dziewczynie wcześniej, że wszystko jej wytłumaczą. Czy to był ten moment? Zerknęła we wsteczne lusterko, by spojrzeć krótko na dziewczynę, tulącą teraz do siebie ramkę, którą odzyskał dla niej Chris. – Wiedzieliśmy dokładnie co robimy, chociaż do teraz nie mamy pojęcia, czym jest ten strach. Mamy tylko podejrzenia i teorie. Ale nie, nie był to przypadek – doprecyzowała, robiąc miejsce dla Chrisa, gdyby chciał powiedzieć dziewczynie trochę więcej o tym, co tu się właściwie działo. Victoria wolała skupić się na drodze, zwłaszcza tym newralgicznym momencie. Natomiast… – Nie wygłupiaj się, mamy cię zostawić samą z tymi wszystkimi rzeczami, na stacji, po tym co się dopiero co wydarzyło? Nie ma mowy. Po prostu cię odwieziemy do twojej przyjaciółki – miała stać sama na stacji, z torebką i naręczem ubrań? Po tym, jak rodzina dopiero co chciała ją poświęcić dla… cholera wie czego? Dziewczyna dopiero co straciła rodzinę, nie miała rodziców, ci, którzy mieli się nią opiekować, woleli wybrać ofiarę, zresztą dziewczyna miała spotkanie ze strachem, właśnie uświadomiła sobie, że potwory istnieją… i mieli ją zostawić samą? Wykluczone. Może i byli dla niej obcy, ale nie wyobrażała sobie wywalić ją teraz z auta na pastwę… świata.
Milczenie oznaczało chyba, że Emily próbuje płakać w ciszy.