— Moje oczy są całkiem bajeczne, dziękuję bardzo — odpowiedział, z równie udawaną powagą. Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiał, ale po pierwsze, miał wystarczająco dużo pewności siebie, by wiedzieć że to nie były byle jakie oczy, a po drugie, nasłuchał się na ich temat całkiem dużo komplementów. — Jesteśmy na środku zadupia, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale nawet gdybyś mnie tym produktem zafascynowała do granic możliwości, to zdążyłbym do powrotu zapomnieć — prychnął, przez chwilę jeszcze przyglądając się jej uważnie. — A co? Zrobiłaś ostatnio coś, za co zamierzasz zostać wyrzucona?
Pytanie padło ni to rozbawionym, ni to poważnym tonem, jakby Atreus próbował znaleźć idealne miejsce pomiędzy. Bo z jednej strony wydawało mu się to wizją niesamowicie wręcz absurdalną, ale z drugiej… z drugiej była mowa o kimś, kto miał o wiele za dużo zajęć poza pracą. On nie zamierzał wiele robić z tymi informacjami, raczej się do nich szybko przyzwyczajając i będąc w stanie brać pod uwagę kiedy trzeba, ale może powinien zadać sobie pytanie na ile to co robiła było w stanie faktycznie wywrócić jej życie do góry nogami.
— Pewnie gdyby Ministrze miało to dostarczająco dobrze zadziałać na reputację, byłaby w stanie rozdawać takie nagrody — z jednej strony wydawało mu się, że zna jej typ aż za dobrze, a z drugiej czasem wydawała się zaskakiwać. Na przykład biorąc sobie młodziutkiego Yaxleya.
— Może normalnie nie, ale ostatnio dziwi mnie coraz mniej rzeczy. No to tutaj jest tak samo, ale wszystkie notatki się jeszcze nie spełniły, bo jesteśmy na samym początku przygody. Zastanawiałem się, czy w ogóle opłaca się to czytać i przestałem w jednej trzeciej — skrzywił się nieznacznie. Przepowiednie były fajne, ale z drugiej strony nigdy nie był typem człowieka, który lubił stać w ich cieniu. A te notatki? Cóż, zaliczały się do podobnego typu rzeczy. — W sumie ciekawe, że to mówisz, bo jak powiedziałem czy spojrzysz to miałem na myśli widmowidzenie.