13.07.2026, 22:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2026, 22:24 przez Anthony Shafiq.)
Anthony wrócił, Anthony doglądał, Anthony czujnie obserwował zza fasady zwyczajowej dla siebie galanterii i łagodnego uśmiechu, osoby pewnej i mającej wszystko pod kontrolą. Jego ekscytacja objawiała się tylko lśniących srebrem szarych oczach, w aurze pokrytej ciężkim płaszczem oklumencji i w milczeniu, które omijały wszystkie bolesne punkty. Cieszył się z każdego jednego podpisu, cieszył się ze złota, które mogło zasilić Dolinę, ale i ich osobiste cele i pragnienia.
Synergia. Wspólna praca. Wspólny kapitał, mogący sprostać marzeniom wybitnych osobistości, które jedna po drugiej dołączały do wzajemnego kręgu. Mimo uprzedzeń. Mimo odległości niekiedy i lat pozbawionych kontaktu. Mimo gorzkich słów wypowiedzianych w aurze wojennego szumu. Razem. Razem mieli szansę coś zdziałać.
Anthony sięgnął do wsiąkiewki zaszytej w swojej szacie i wyciągnął pudełeczka z drobnym upominkiem. Złote spinki do mankietów w jakże wymownym jabłkowym kształcie, lub - dla damy - złote kolczyki.
– Jesteśmy na prostej drodze do kupienia lokacji w Dolinie Godryka. Dzięki uprzejmości Niewymownego Longbottoma, udało nam się znaleźć optymalną rezydencję, która nie tylko już teraz dobrze wpasowuje się a naszą misję i potrzeby posiadania prężnie działającego biura na miejscu ale też… – sięgnął do drugiej teczki i rozłożył dokumenty, akta notarialne i przede wszystkim zdjęcia posiadłości. – ... przestronną salę na parterze, idealnie nadającą się do aktywizacji lokalnej społeczności. o postępujących pracach remontowych. Październik… zapowiada się nieco w kratkę jeśli chodzi o moją obecność w kraju – jutrzejszy wyjazd do Hiszpanii, późniejsza delegacja do Lozanny, a jeszcze pierwsze dostawy z Kambodży niezbędne do adekwatnego "nadzoru" i otwarcie Łyżeczki na którym nie mogło go zabraknąć. A jeszcze sabat… – niemniej prace mogą ruszyć, gdy tylko formalności zostaną dopełnione. Mój asystent będzie Państwa na bieżąco informował, ale teraz… wznieśmy toast. – Patrzcie oto my, jeszcze nie w świetle magicznych reflektorów, ale już niedługo. Niech historii nie piszą tylko mordercy. Uniósł naczynie w znajomym geście. – Za Złote Jabłko. – nie krzyknął, a powiedział miękko, adresując słowa tylko do nich, do tych będących najbliżej dokumentów, zdjęć i planu, w którym chciał wyrwać wszechchaosowi odrobinę sprawczości dla rąk swoich i tych, którzy zdecydowali się podążyć za nim. Jak jebane feniksy z popiołów - pomyślał, pozwalając sobie poczuć tę iskrę nadziei.
– Za Was.
συνεργός
Synergia. Wspólna praca. Wspólny kapitał, mogący sprostać marzeniom wybitnych osobistości, które jedna po drugiej dołączały do wzajemnego kręgu. Mimo uprzedzeń. Mimo odległości niekiedy i lat pozbawionych kontaktu. Mimo gorzkich słów wypowiedzianych w aurze wojennego szumu. Razem. Razem mieli szansę coś zdziałać.
Anthony sięgnął do wsiąkiewki zaszytej w swojej szacie i wyciągnął pudełeczka z drobnym upominkiem. Złote spinki do mankietów w jakże wymownym jabłkowym kształcie, lub - dla damy - złote kolczyki.
– Jesteśmy na prostej drodze do kupienia lokacji w Dolinie Godryka. Dzięki uprzejmości Niewymownego Longbottoma, udało nam się znaleźć optymalną rezydencję, która nie tylko już teraz dobrze wpasowuje się a naszą misję i potrzeby posiadania prężnie działającego biura na miejscu ale też… – sięgnął do drugiej teczki i rozłożył dokumenty, akta notarialne i przede wszystkim zdjęcia posiadłości. – ... przestronną salę na parterze, idealnie nadającą się do aktywizacji lokalnej społeczności. o postępujących pracach remontowych. Październik… zapowiada się nieco w kratkę jeśli chodzi o moją obecność w kraju – jutrzejszy wyjazd do Hiszpanii, późniejsza delegacja do Lozanny, a jeszcze pierwsze dostawy z Kambodży niezbędne do adekwatnego "nadzoru" i otwarcie Łyżeczki na którym nie mogło go zabraknąć. A jeszcze sabat… – niemniej prace mogą ruszyć, gdy tylko formalności zostaną dopełnione. Mój asystent będzie Państwa na bieżąco informował, ale teraz… wznieśmy toast. – Patrzcie oto my, jeszcze nie w świetle magicznych reflektorów, ale już niedługo. Niech historii nie piszą tylko mordercy. Uniósł naczynie w znajomym geście. – Za Złote Jabłko. – nie krzyknął, a powiedział miękko, adresując słowa tylko do nich, do tych będących najbliżej dokumentów, zdjęć i planu, w którym chciał wyrwać wszechchaosowi odrobinę sprawczości dla rąk swoich i tych, którzy zdecydowali się podążyć za nim. Jak jebane feniksy z popiołów - pomyślał, pozwalając sobie poczuć tę iskrę nadziei.
– Za Was.
Koniec sesji