10.07.2026, 09:24 ✶
Brenna może nie miała doskonałego rozeznania w mugolskich hotelach, ale praca i działanie dla Zakonu zaprowadziły ją już w ostatnich latach do bardzo wielu miejsc o niekoniecznie szczególnie wysokich standardach, nic w wystroju walijskiego hotelu – w pobliżu którego podobno działy się ostatnio „dziwne” rzeczy – specjalnie jej nie zaskakiwało. Podeszła do okna, wychodzącego wprost na podwórze, i chociaż architektura oraz krajobrazy Walii mogły zachwycać, to akurat to podwórko wyglądało dokładnie tak samo jak brudne, mugolskiego podwórka w niektórych częściach Londynu.
– Ach, więc o to chodziło. Zastanawiałam się czy to jakaś wskazówka, że chcesz w prezencie zestaw kosmetyków, tylko koniecznie nie kaktusowy – przyznała, mocując się przez chwilę z oknem, by wpuścić do wnętrza trochę świeżego powietrza, bo to w pokoju było trochę zatęchłe. – Powinnam chyba się więc cieszyć, że tylko domagasz się embargo na kaktusy, a nie dostałam wyjca „zdradziłaś mnie w moim śnie” – stwierdziła, wychylając się lekko przez parapet i spoglądając ku budynkowi po drugiej strony. Podobno najpierw rok temu znaleziono tam mugola, który „umarł z przerażenia”. Mugole szeptali o nawiedzeniu. Brenna myślała o avadzie kedavrze, i o tym, jak trzeba mieć zepsutą duszę, by być w stanie to rzucić.
Ale po prawdzie wyjaśnienie mogło być bardziej prozaiczne.
Mogło chodzić o to, że wyciekał tam gaz albo jakaś miła sąsiadka regularnie serwowała truciznę, ot małe dawki.
W każdym razie ostatnio w okolicy powtarzały się jakieś różne „dziwności”, i wreszcie to i owo dotarło aż do Ministerstwa Magii.
– Niewyględny? Rozumiem, że ty jesteś dużo przystojniejszy? – spytała, obracając się do niego, odrobinę rozbawiona. Jako że to był jego sen, nie była świadoma tych wszystkich drobnych manipulacji, odnośnie wygranej na przykład i odbierania nagrody. – Obiecuję unikać wszelkich linii z Dzikiego Zachodu. Polecam Mister Potter, to wieczna klasyka albo nowość promowaną przed jednego z pałkarzy z drużyny narodowej, z linii Wiatr w twoich włosach. Absolutny brak kaktusów.
– Ach, więc o to chodziło. Zastanawiałam się czy to jakaś wskazówka, że chcesz w prezencie zestaw kosmetyków, tylko koniecznie nie kaktusowy – przyznała, mocując się przez chwilę z oknem, by wpuścić do wnętrza trochę świeżego powietrza, bo to w pokoju było trochę zatęchłe. – Powinnam chyba się więc cieszyć, że tylko domagasz się embargo na kaktusy, a nie dostałam wyjca „zdradziłaś mnie w moim śnie” – stwierdziła, wychylając się lekko przez parapet i spoglądając ku budynkowi po drugiej strony. Podobno najpierw rok temu znaleziono tam mugola, który „umarł z przerażenia”. Mugole szeptali o nawiedzeniu. Brenna myślała o avadzie kedavrze, i o tym, jak trzeba mieć zepsutą duszę, by być w stanie to rzucić.
Ale po prawdzie wyjaśnienie mogło być bardziej prozaiczne.
Mogło chodzić o to, że wyciekał tam gaz albo jakaś miła sąsiadka regularnie serwowała truciznę, ot małe dawki.
W każdym razie ostatnio w okolicy powtarzały się jakieś różne „dziwności”, i wreszcie to i owo dotarło aż do Ministerstwa Magii.
– Niewyględny? Rozumiem, że ty jesteś dużo przystojniejszy? – spytała, obracając się do niego, odrobinę rozbawiona. Jako że to był jego sen, nie była świadoma tych wszystkich drobnych manipulacji, odnośnie wygranej na przykład i odbierania nagrody. – Obiecuję unikać wszelkich linii z Dzikiego Zachodu. Polecam Mister Potter, to wieczna klasyka albo nowość promowaną przed jednego z pałkarzy z drużyny narodowej, z linii Wiatr w twoich włosach. Absolutny brak kaktusów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.