– No na tym zadupiu może być ciężko o miecze – stwierdziła, doskonale wiedząc, że nie mogą wyjechać nie wiadomo gdzie, bo nie mieli na to wszystko czasu. Zresztą kto by im sprzedał akurat żelazne miecze tak od ręki, bez wcześniejszego zamówienia? – Nie mam pojęcia… może ma jakąś domieszkę żelaza, ale kto wie ile jest potrzebne – westchnęła, patrząc na siekierę na swoich kolanach. Wiedziała, że stracili te rzeczy, które zostawili w wypożyczonym samochodzie, na szczęście nie było tego dużo. I zdecydowanie akurat miotacz ognia był raczej nieosiągalny, natomiast… – Kupimy ci dezodorant w sprayu i zapalniczkę. Czy to chociaż trochę uspokoi twoje marzenia o miotaczu? – i z boku mogło to brzmieć, jakby żartowała, ale Victoria w tej chwili była śmiertelnie poważna. Aerozol i ogień dawały efekt zbliżony do tego, o czym w swoim chłopięcym marzeniu tak marudził Chris.
– W każdym razie zgadzamy się, że gwoździe w drzwiach w miasteczku to nie tylko n potrzeby jakichś opowieści i przesądów? – kontynuowała. Strach, noc, ludzie znikający dwa razy do roku, gdy w pozostały okres jest spokój, strach, miasteczko, gwoździe… Co symbolizował strach? Ochronę. Czy on coś chronił? Nie pola, bo w dzień go tam nie było, ale może ten sad… Może to faktycznie miało coś wspólnego z tą starą jabłonią. Ostatecznie to pod nią coś się wydarzyło, że mieszkańcy miasteczka gwałtownie zmienili do nich nastawienie.
– Tak, w miasteczku jesteśmy spaleni w dzień. Zostaje noc – i zmierzch. A to oznaczało też przebudzenie się stracha, albo po prostu jego wyłażenie na łowy…
Ale teraz już wiedzieli przynajmniej tak z grubsza co jest grane.
Ogólnie nie przepadała za ekwipowaniem się gdzieś w drodze, raczej wybór bywał wtedy ograniczony i musieliby mieć naprawdę niezłe szczęście, żeby dostać dokładnie to, czego potrzebują i to zajebistej jakości. No chyba, że gwoździe… To był najmniejszy problem ze wszystkiego i Victorii aż trudno było uwierzyć, że pudełko, które dostała gratis do piły (którą najpewniej stracili), okazało się tak bardzo przydatne.
No i te żelazne pręty – najwyraźniej skuteczne nie tylko na duchy, ale też na takie gnojki jak ten strach.
Wpatrywała się czujnie w otoczenie, nie chciała, żeby strach ich zaskoczył, kto wie do czego byłby zdolny z tą kosą i hakiem w stosunku do ukochanego samochodu Chrisa… Ale światła reflektorów nie padły na wielkoluda z kosą, tylko na dużo mniejszą postać.
– Chris – zaczęła, wychylając się trochę do przodu, jakby dzięki temu mogła lepiej i szybciej dostrzec to, co powinna. Jasne włosy… Znajoma twarz. – Chris zatrzymaj się! To nie jest… – i dopiero teraz dostrzegła w cieniu coś dużo większego. – Cholera jasna! On ją goni!