09.07.2026, 13:36 ✶
– Nie wiem, gdzie dostaniemy miecze z żelaza. Pewnie większość jest drewniana, stalowa albo plastikowa – powiedział Christopher, pochłonięty rozważaniami, czy dało się wytopić kule z żelaza. Mieli ołowiane. Mieli srebrne. Ale jakoś do tej pory nie pomyślał o żelaznych. – Robią żelazne siekiery? Nie wiem, z czego jest ta, którą mamy. Cholera, że też nasz kowal jest siedem godzin drogi stąd. A miotacz płomieni byłby dużo skuteczniejszy od zapałek – dodał z uporem małego chłopca, chociaż wiedział, że raczej nie zdołają kupić czegoś takiego w supermarkecie. Ku jego rozpaczy, bo uważał, że na tego stracha by podziałało.
Nie zwalniał: mknęli drogą szybko, bo i nie był pewny, jak szybko był w stanie przemieszczać się strach. Myślał nad słowami Victorii, i mogło coś w tym być: że Strach tkwił gdzieś nieruchomy pośród sadów, a potem ożywał i ruszał w pole, ale…
– To jedna z możliwości – stwierdził po chwili. – Ale może też te gwoździe mają trzymać go ogółem z dala od miasteczka. Albo jest w jakiś sposób związany? I to wiązanie przywołuje go nocą? Jakby się zastanowić… to drzewo…
Miał oczywiście na myśli zdumiewającą jabłoń.
Zapewne magiczną jabłoń.
– Problem polega na tym, że jeżeli się tam pojawimy jutro i zaczniemy grzebać pośród jabłoni, będą wiedzieli, że coś jest nie tak. Szukamy żelastwa i próbujemy dostać się… może nie w nocy jutro, ale tak niedługo przed zmrokiem?
*
Nie mieli miotacza płomieni, co Chris przyjął z ogromnym żalem. Za to „napadli” na sklep ze złomem, gdzie znaleźli żelazne pręty, takie idealnie ostre, kupili ten pistolet na gwoździe, i bardzo, bardzo dużo samych gwoździ, które poupychali po kieszeniach, zawiesi w samochodzie, ale nie wbili w drzwi, bo Chris nigdy nie pozwoliłby tak skrzywdzić ich wozu. Zgarnęli więcej benzyny, bo w tej chwili był gotów faktycznie podpalać: pola, sady i to drzewo w centrum wioski. Upewnił się, że siekierę mają pod ręką, i był ogółem rozczarowany, że w supermarkecie nie mieli takiej żelaznej: no niepraktyczne, jak na złość, większość ludzi nie używała siekier do walki z duchami i potworami. Strzelbę mogli napchać żelazem, tyle że nie tylko groziło to jej uszkodzeniem, ale też dramatycznie zmniejszało celność, niemniej w razie czego był gotów zareagować. A żelazny sztylet strach im, kurcze, zabrał.
Gdy jechali z powrotem, niedługo przed świtem, Chris zastanawiał się, czy strach zaraz nie wyskoczy na drogę. Na jego kolanach spoczywał długi, żelazny pręt: wolał go mieć pod ręką.
Z mroku wyłoniła się sylwetka dziewczyny, biegnącej pustą ulicą. Jasne włosy. Blada twarz.
Emily.
Nie zwalniał: mknęli drogą szybko, bo i nie był pewny, jak szybko był w stanie przemieszczać się strach. Myślał nad słowami Victorii, i mogło coś w tym być: że Strach tkwił gdzieś nieruchomy pośród sadów, a potem ożywał i ruszał w pole, ale…
– To jedna z możliwości – stwierdził po chwili. – Ale może też te gwoździe mają trzymać go ogółem z dala od miasteczka. Albo jest w jakiś sposób związany? I to wiązanie przywołuje go nocą? Jakby się zastanowić… to drzewo…
Miał oczywiście na myśli zdumiewającą jabłoń.
Zapewne magiczną jabłoń.
– Problem polega na tym, że jeżeli się tam pojawimy jutro i zaczniemy grzebać pośród jabłoni, będą wiedzieli, że coś jest nie tak. Szukamy żelastwa i próbujemy dostać się… może nie w nocy jutro, ale tak niedługo przed zmrokiem?
*
Nie mieli miotacza płomieni, co Chris przyjął z ogromnym żalem. Za to „napadli” na sklep ze złomem, gdzie znaleźli żelazne pręty, takie idealnie ostre, kupili ten pistolet na gwoździe, i bardzo, bardzo dużo samych gwoździ, które poupychali po kieszeniach, zawiesi w samochodzie, ale nie wbili w drzwi, bo Chris nigdy nie pozwoliłby tak skrzywdzić ich wozu. Zgarnęli więcej benzyny, bo w tej chwili był gotów faktycznie podpalać: pola, sady i to drzewo w centrum wioski. Upewnił się, że siekierę mają pod ręką, i był ogółem rozczarowany, że w supermarkecie nie mieli takiej żelaznej: no niepraktyczne, jak na złość, większość ludzi nie używała siekier do walki z duchami i potworami. Strzelbę mogli napchać żelazem, tyle że nie tylko groziło to jej uszkodzeniem, ale też dramatycznie zmniejszało celność, niemniej w razie czego był gotów zareagować. A żelazny sztylet strach im, kurcze, zabrał.
Gdy jechali z powrotem, niedługo przed świtem, Chris zastanawiał się, czy strach zaraz nie wyskoczy na drogę. Na jego kolanach spoczywał długi, żelazny pręt: wolał go mieć pod ręką.
Z mroku wyłoniła się sylwetka dziewczyny, biegnącej pustą ulicą. Jasne włosy. Blada twarz.
Emily.