09.07.2026, 12:55 ✶
— Zakupiłeś? — zainteresował się Peregrinus, zupełnie nieporuszony tymi okrzykami ani szansą na bycie staranowanym, mimo że przenosił akurat kryształową kulę, którą szkoda byłoby upuścić. Odłożył ją prędko na miejsce i odwrócił się do Vakela, ignorując temat Lyssy na rzecz dociekania ciekawszej części tej sprawy: — Masz na myśli, że poszedłeś na targ i zakupiłeś?
Vakel Dolohov udający się na ryneczek bądź do warzywniaka, nabywający dynię u wiejskiej baby — wizja, która w pierwszej chwili z trudem się Trelawneyowi ułożyła w głowie w wiarygodny obraz. W drugiej chwili: czemu nie? Ciekawe, czy mu zrobili ukradkiem zdjęcia do Czarownicy: oto słynny wieszcz pochyla się nad straganowym asortymentem wśród szarych śmiertelników…
Czarodziej podążył za Dolohovem, łagodnie ubawiony tym, jak kształtowała się sytuacja. Jeśli miało się okazać, że zostanie przez to zakładnikiem zmuszonym do biernego podziwiania artystki tego domu przy pracy — cóż, trudno.
— Możemy zamówić więcej drążonych dyń, jeśli chciałbyś ozdobić gabinet na święta — kontynuował rzeczowo Peregrinus idący przez dom pół kroku za Vasilijem, który nadawał kierunek i tempo ich poszukiwaniom.
Gdy osiągnęli cel wędrówki, Trelawney zatrzymał się przy dyni, stając ramię w ramię z Lyssą. W przeciwieństwie do niej utrzymał profesjonalny wyraz twarzy i obejrzawszy warzywo, skinął z uznaniem głową.
— Doprawdy dorodny okaz — pochwalił uprzejmie, splatając ręce za plecami. — Nie drążycie lamionów we Francji? — zapytał, gdy Lyssa obrzuciła go zdezorientowanym spojrzeniem. — Z pewnością sobie poradzisz. Tylko podstaw coś pod to, zanim zaczniesz — uprzedził trzeźwo, bo nie wypadało zapaskudzić sokami i miąższem całego stołu jadalnianego.
Peregrinus wyczarował spory kartonowy płat i — Lyssa chciała czy nie chciała — wsunął pod warzywo, zanim zostawił dziewczynę spokojnie z robotą, aby zająć miejsce obok Vakela.
— Widać wyczerpały się im już plotki z balu Lestrange’ów. — Wzruszył ramionami, odpowiadając na pytanie wróżbity. — To nie ten test — poprawił zajętą pracą Lyssę. — Ten jest o… językach miłości.
Vakel Dolohov udający się na ryneczek bądź do warzywniaka, nabywający dynię u wiejskiej baby — wizja, która w pierwszej chwili z trudem się Trelawneyowi ułożyła w głowie w wiarygodny obraz. W drugiej chwili: czemu nie? Ciekawe, czy mu zrobili ukradkiem zdjęcia do Czarownicy: oto słynny wieszcz pochyla się nad straganowym asortymentem wśród szarych śmiertelników…
Czarodziej podążył za Dolohovem, łagodnie ubawiony tym, jak kształtowała się sytuacja. Jeśli miało się okazać, że zostanie przez to zakładnikiem zmuszonym do biernego podziwiania artystki tego domu przy pracy — cóż, trudno.
— Możemy zamówić więcej drążonych dyń, jeśli chciałbyś ozdobić gabinet na święta — kontynuował rzeczowo Peregrinus idący przez dom pół kroku za Vasilijem, który nadawał kierunek i tempo ich poszukiwaniom.
Gdy osiągnęli cel wędrówki, Trelawney zatrzymał się przy dyni, stając ramię w ramię z Lyssą. W przeciwieństwie do niej utrzymał profesjonalny wyraz twarzy i obejrzawszy warzywo, skinął z uznaniem głową.
— Doprawdy dorodny okaz — pochwalił uprzejmie, splatając ręce za plecami. — Nie drążycie lamionów we Francji? — zapytał, gdy Lyssa obrzuciła go zdezorientowanym spojrzeniem. — Z pewnością sobie poradzisz. Tylko podstaw coś pod to, zanim zaczniesz — uprzedził trzeźwo, bo nie wypadało zapaskudzić sokami i miąższem całego stołu jadalnianego.
Peregrinus wyczarował spory kartonowy płat i — Lyssa chciała czy nie chciała — wsunął pod warzywo, zanim zostawił dziewczynę spokojnie z robotą, aby zająć miejsce obok Vakela.
— Widać wyczerpały się im już plotki z balu Lestrange’ów. — Wzruszył ramionami, odpowiadając na pytanie wróżbity. — To nie ten test — poprawił zajętą pracą Lyssę. — Ten jest o… językach miłości.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie