Czy Atreus był z siebie dumny? Bez dwóch zdań. Nigdy nie był tak szczęśliwy jak w momencie, kiedy mógł zwalić swoją raportową robotę na kogoś innemu, samemu zajmując o się w tym czasie o wiele ważniejszymi sprawami. Dzisiaj na przykład, połowę czasu spędził w dowodowym, a drugie pół przeznaczył na wspominanie gąsiora który upierdolił Lestrange w dupe.
— Niesamowite — mruknął, spoglądając na sprezentowaną mu kupkę. — Nie sądziłem, że tak szybko ci to będzie szło — rzucił z uznaniem, sięgając po plik papierów i ważąc go w dłoniach, jakby chcąc ocenić w ten sposób ilość wykonanej przez nią pracy.
— Mogę mieć — zawyrokował po chwili ciszy i odłożeniu dokumentów na swoje biurko. — Zielarstwo? Eh, proszę cię. Czy jak odpowiem, ze tak samo jak zwykle, to będzie to dla ciebie wystarczająca odpowiedź? — zapytał, z jakąś taką nadzieją. Rośliny nigdy przesadnie go nie interesowały. Eliksiry natomiast zaliczył na tyle, ile wymagano na egzaminach aurorskich. — A co, masz jakieś krwiożercze rośliny, którymi trzeba się zając? — zagadnął jeszcze, opierając się biodrem o krawędź jej biurka. Szkoda, że nie miał pod ręką takiego Stanleya, bo wtedy może byłby w stanie wybić się na nim swoją wiedzą, a tak? Pozostawało mu mieć nadzieję, że Victoria pamięta że on wie jaka jest różnica między miednicą, a miednicą.