07.07.2026, 11:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2026, 11:34 przez Delyra Dolohov.)
— Jedna z moich ulubionych roślin — Delyra delikatnie podzieliła się tą informacją, kiedy obserwowała palce Helloise jak sokół. Pszenicowłosa była ciekawym okazem człowieka, to dokładnie pomyślała sobie Dolohov. Też podeszła do złotokapa, czule gładząc jego kwiaty — Wiem, że jest trujący, dlatego go tu trzymam — przyznała cicho, aż serce jej rosło, że ktoś zna te same fakty co ona.
Podzieliła się uśmiechem z Helloise, ogólnie rzadko się ostatnio uśmiechała - ostatnio to chyba na Spalonej Nocy, co buduje ciekawą wizję. Ona jeszcze została przy krzewie, dodając do swojej rozpoczętej wcześniej wypowiedzi — Niegdyś robiono z jego drewna plomby — podniosła wzrok na kobietę, skinęła głową. Oczywiście, że wyśle gałązkę. Czemu miałaby zgrywać sknerę, jeżeli ta Pani też lubiła rośliny, może nawet na wielkim poziomie spirytualnym. Dlatego dodatkowo zapytała — Gdzie powinnam wysłać gałązkę mojego anielskiego krzewu?
Zaczęła jeszcze raz iść, kompletnie nie pytając Helloise o jej imię. Na początku była ciekawa, ale teraz właściwie odpuściła, bo skoro pasja do natury je łączyła, to po co jej imię pszenicowłosej istoty tak cicho idącej po ścieżce?
Dlatego poprowadziła Helloise głębiej do ogrodu. Wkrótce Rowle miała zrozumieć, że Dolohov nie była tylko opiekunką róż, ale miała też inne pasje. Czy może powinna pokazywać od razu swój zakątek roślin trujących? Swoją czułą rabatkę śmierci? Przynajmniej śmierć nie oceniała. Rośliny też nie. No może czasem, kiedy miały za mało czynników rozwoju i więdły. Wtedy dopiero były smutne. A złotokap na pewno nie był smutny, mimo tego co Helloise mówiła wcześniej. Był wesoły, i to jak! Z magicznym nawozem, wynalazkiem Delyry.
Niestety nie dane było jej podzielić się ogródkiem rychłego końca, bo usłyszała brzęczenie. Instynktownie rozejrzała się, omiatając szybkim wzrokiem Helloise, sprawdzając czy czasem ona czegoś nie robi. Potem spojrzała w dół, przekręciła głowę, by lepiej widzieć, nie zadziałało. Światło z wnętrza ziemi? Dziwne. Uklękła. Zanużyła palce w trawie, kopiąc. Żyzna gleba Maida Vale wylądowała pod jej równymi paznokciami.
Flakonik? Róża na zakrętce? To by się zgadzało, Lyra była przecież opiekunką róż. Nie mogła otworzyć, więc powąchała przez nakrętkę. Niestety w połowie tego ruchu flakonik się rozpuścił. Na rękach pozostała tylko maź o zapachu róż i popiołu. Przez chwilę patrzyła na dłonie zdziwiona.
//Lyrka ma przewagę Tworzenie Eliksirów i maści, więc rzucam na wiedzę przyrodniczą
Podzieliła się uśmiechem z Helloise, ogólnie rzadko się ostatnio uśmiechała - ostatnio to chyba na Spalonej Nocy, co buduje ciekawą wizję. Ona jeszcze została przy krzewie, dodając do swojej rozpoczętej wcześniej wypowiedzi — Niegdyś robiono z jego drewna plomby — podniosła wzrok na kobietę, skinęła głową. Oczywiście, że wyśle gałązkę. Czemu miałaby zgrywać sknerę, jeżeli ta Pani też lubiła rośliny, może nawet na wielkim poziomie spirytualnym. Dlatego dodatkowo zapytała — Gdzie powinnam wysłać gałązkę mojego anielskiego krzewu?
Zaczęła jeszcze raz iść, kompletnie nie pytając Helloise o jej imię. Na początku była ciekawa, ale teraz właściwie odpuściła, bo skoro pasja do natury je łączyła, to po co jej imię pszenicowłosej istoty tak cicho idącej po ścieżce?
Dlatego poprowadziła Helloise głębiej do ogrodu. Wkrótce Rowle miała zrozumieć, że Dolohov nie była tylko opiekunką róż, ale miała też inne pasje. Czy może powinna pokazywać od razu swój zakątek roślin trujących? Swoją czułą rabatkę śmierci? Przynajmniej śmierć nie oceniała. Rośliny też nie. No może czasem, kiedy miały za mało czynników rozwoju i więdły. Wtedy dopiero były smutne. A złotokap na pewno nie był smutny, mimo tego co Helloise mówiła wcześniej. Był wesoły, i to jak! Z magicznym nawozem, wynalazkiem Delyry.
Niestety nie dane było jej podzielić się ogródkiem rychłego końca, bo usłyszała brzęczenie. Instynktownie rozejrzała się, omiatając szybkim wzrokiem Helloise, sprawdzając czy czasem ona czegoś nie robi. Potem spojrzała w dół, przekręciła głowę, by lepiej widzieć, nie zadziałało. Światło z wnętrza ziemi? Dziwne. Uklękła. Zanużyła palce w trawie, kopiąc. Żyzna gleba Maida Vale wylądowała pod jej równymi paznokciami.
Flakonik? Róża na zakrętce? To by się zgadzało, Lyra była przecież opiekunką róż. Nie mogła otworzyć, więc powąchała przez nakrętkę. Niestety w połowie tego ruchu flakonik się rozpuścił. Na rękach pozostała tylko maź o zapachu róż i popiołu. Przez chwilę patrzyła na dłonie zdziwiona.
//Lyrka ma przewagę Tworzenie Eliksirów i maści, więc rzucam na wiedzę przyrodniczą
Rzut PO 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana