06.07.2026, 09:44 ✶
Lina pojawiła się z niczego, cienka i wytrzymała, niemalże wiążąca się sama w zabezpieczającym uchwycie, lśniąca lekko magią i determinacją młodego reportera, który mimo ryzyka postanowił zejść w dół upewnić się, czy w środku jest Leviathan, a jeśli tak to mu pomóc. Rowle dążył do niego z drugiej strony, zmuszając osłabione ciało do ruchu, choć podłoga była śliska i hałas za jego plecami sugerował, że lada moment solankowa grota lecznicza mogłaby stać się jego grobowcem.
Tak się jednak nie stało.
Dłonie Henryka złapały mocno Leviathana, mężczyźni przez moment mogli zobaczyć jak do dziury wali się i sufit i ziemia usypana nad nim, aż cały obraz przesłoniła czerń. Głośny okrzyk, napięta magiczna lina, która nie zamierzała pęknąć… Anglicy wypadli na kamienną ścieżkę, a za nim niewielkie pufnięcie obłoczka kurzu wymownie sugerowało, że podziało się to w sam czas…
Wszędzie dookoła panował chaos, ludzie biegali i krzyczeli, Marco również krzyczał wołając do nich pomocy, skóra Leviathana była zaczerwieniona i pokryta bąblami, a oddech świszczał niepokojąco, gdy dotarła do nich ekipa włoskiego odpowiednika brygady uderzeniowej. Dzięki Helenie, która zawiadomiła o dziwnych aktywnościach w ruinach oraz panice Skamandera po opuszczeniu łaźni dyrektor ściągnął służby w niemalże ostatniej dla siebie i kurortu chwili. Zagraniczni mundurowi utrzymali również potężnymi ładunkami magii translokacyjnej postępujące szkody i mimo geologicznej tragedii główny budynek kurortu z apartamentami, restauracją i mieszkaniem obsługi przetrwała to trzęsienie ziemi, a Rowle otrzymał niezbędną pomoc uzdrowicielską.
Angielska eskapada mogła też odkryć, że mimo bardzo zaawansowanej magii, którą dysponowali włoscy funkcjonariusze, byli oni niedbali w zbieraniu zeznań i jakiejkolwiek biurokratycznej działalności. Większość nie mówiła nawet po angielsku, jakiekolwiek zeznania i świadectwa mogli składać tylko chętni. Najwięcej rozmawiał z nimi Basil, choć Ci co znali go więcej mogli zauważyć, że całkiem trzeźwy na tym etapie szef Cutty Sark robi to raczej aby zaspokoić swoją podróżniczą ciekawość, niż wypełnić obywatelski obowiązek.
Gdy wszystko się skończyło, pozostało ledwie kilka godzin nocy, a potem śniadanie i ostatnie spojrzenia na Morze Tyreńskie. Przed sjestą czekały ich świstokliki w kształcie muszli prowadzące prosto do domu.
Tak się jednak nie stało.
Dłonie Henryka złapały mocno Leviathana, mężczyźni przez moment mogli zobaczyć jak do dziury wali się i sufit i ziemia usypana nad nim, aż cały obraz przesłoniła czerń. Głośny okrzyk, napięta magiczna lina, która nie zamierzała pęknąć… Anglicy wypadli na kamienną ścieżkę, a za nim niewielkie pufnięcie obłoczka kurzu wymownie sugerowało, że podziało się to w sam czas…
Wszędzie dookoła panował chaos, ludzie biegali i krzyczeli, Marco również krzyczał wołając do nich pomocy, skóra Leviathana była zaczerwieniona i pokryta bąblami, a oddech świszczał niepokojąco, gdy dotarła do nich ekipa włoskiego odpowiednika brygady uderzeniowej. Dzięki Helenie, która zawiadomiła o dziwnych aktywnościach w ruinach oraz panice Skamandera po opuszczeniu łaźni dyrektor ściągnął służby w niemalże ostatniej dla siebie i kurortu chwili. Zagraniczni mundurowi utrzymali również potężnymi ładunkami magii translokacyjnej postępujące szkody i mimo geologicznej tragedii główny budynek kurortu z apartamentami, restauracją i mieszkaniem obsługi przetrwała to trzęsienie ziemi, a Rowle otrzymał niezbędną pomoc uzdrowicielską.
Angielska eskapada mogła też odkryć, że mimo bardzo zaawansowanej magii, którą dysponowali włoscy funkcjonariusze, byli oni niedbali w zbieraniu zeznań i jakiejkolwiek biurokratycznej działalności. Większość nie mówiła nawet po angielsku, jakiekolwiek zeznania i świadectwa mogli składać tylko chętni. Najwięcej rozmawiał z nimi Basil, choć Ci co znali go więcej mogli zauważyć, że całkiem trzeźwy na tym etapie szef Cutty Sark robi to raczej aby zaspokoić swoją podróżniczą ciekawość, niż wypełnić obywatelski obowiązek.
Gdy wszystko się skończyło, pozostało ledwie kilka godzin nocy, a potem śniadanie i ostatnie spojrzenia na Morze Tyreńskie. Przed sjestą czekały ich świstokliki w kształcie muszli prowadzące prosto do domu.
Koniec sesji