04.07.2026, 14:13 ✶
Nie miał na tyle rozwiniętych zdolności poznawczych, by jednoznacznie określić, czy słowa Flinta były komplementem, czy zawoalowaną obelgą. Nie pomagało też to, że mimo wielu drobnych podobieństw, z których zdawali sobie sprawę jedynie pobieżnie, na głębszym poziomie byli zbyt różni, by prawdziwie się porozumieć. W tej uwadze było – lub mogło być – coś, co uderzało w jego czułą strunę. Był jednym z Bellów, a więc według niektórych nie powinien być zdolny do sklejenia zdania wielokrotnie złożonego, które trzymałoby się kupy. Przewrócił oczami na tę niesamowitą zdolność dedukcji. Tak, bo użycie w zdaniu metafory i znajomość słowa „doktryna”, najtrudniejszego spośród tych, których użył, wykraczały poza możliwości intelektualne przeciętnego cyrkowca.
– No, siedem klas Hogwartu, Dom Kruka…
Mógł jeszcze wspomnieć o stażu w Ministerstwie, ale nie chciał go zawstydzać swoim imponującym doświadczeniem zawodowym. Nie reagował najlepiej, gdy ktoś sprowadzał go do parteru albo zachowywał się kąśliwie wobec jego jedynej rodziny. W takich okolicznościach uroda brzydła i zupełnie traciła znaczenie.
– Zarabiam, opowiadając historie, więc musi dać się mnie słuchać. Niektórzy mówią, że to naturalny talent.
Na przykład jego matka, której nie widział od dwóch dekad. Uważała, że Eugene może zostać prawą ręką Proroka, jeśli tylko da swoim zachowaniem świadectwo, to znaczy będzie grzeczny i usłużny, i odmówi wystarczająco dużo modlitw. Przynajmniej do czasu, aż społeczność uznała go za opętanego. Zamknął oczy i przetarł powieki, wyraźnie przygaszony.
Sam nie wiedział, po co to wyjaśnia. Może dlatego, że tak naprawdę nie dążył do otwartej konfrontacji? Nie był konfliktowy i potrafił odpuszczać mniejsze i większe świństwa, świadomy przecież dualizmu ludzkiej natury, ale konsekwentnie pilnował własnych granic, żeby ci, którzy uważali się za lepszych od innych – zwykle na podstawie marnych przesłanek – nie wchodzili mu na głowę.
– Myślę, że mógłbym w to uwierzyć, w tę całą cykliczność energetyczną, w uwielbienie życia.
Uśmiechnął się łagodnie, ukrywając w tym skrzywieniu warg ciche rozbawienie, bo dla niego cały świat był raczej napędzany przez eros tanatos. Otworzył jedno oko, żeby uchwycić wyraz jego twarzy; bogatą, trochę przesadzoną mimikę. Jak wyglądał, gdy opowiadał przybłędzie o swojej Bogini, stojąc na tle tylu gratów?
– Jak się czujesz, Dægberhtcie?
Nieuleczalna natura opiekuna. Spytał bardziej z kurtuazji, już prawie przekonany, że wszystko z nim w porządku; jasne policzki odzyskały właściwy kolor, a spojrzenie wydawało się spokojniejsze, jakby dawne zagrożenie przestało być aktualne.
– Jeśli mogę coś dla Ciebie zrobić, chętnie to uczynię.
– No, siedem klas Hogwartu, Dom Kruka…
Mógł jeszcze wspomnieć o stażu w Ministerstwie, ale nie chciał go zawstydzać swoim imponującym doświadczeniem zawodowym. Nie reagował najlepiej, gdy ktoś sprowadzał go do parteru albo zachowywał się kąśliwie wobec jego jedynej rodziny. W takich okolicznościach uroda brzydła i zupełnie traciła znaczenie.
– Zarabiam, opowiadając historie, więc musi dać się mnie słuchać. Niektórzy mówią, że to naturalny talent.
Na przykład jego matka, której nie widział od dwóch dekad. Uważała, że Eugene może zostać prawą ręką Proroka, jeśli tylko da swoim zachowaniem świadectwo, to znaczy będzie grzeczny i usłużny, i odmówi wystarczająco dużo modlitw. Przynajmniej do czasu, aż społeczność uznała go za opętanego. Zamknął oczy i przetarł powieki, wyraźnie przygaszony.
Sam nie wiedział, po co to wyjaśnia. Może dlatego, że tak naprawdę nie dążył do otwartej konfrontacji? Nie był konfliktowy i potrafił odpuszczać mniejsze i większe świństwa, świadomy przecież dualizmu ludzkiej natury, ale konsekwentnie pilnował własnych granic, żeby ci, którzy uważali się za lepszych od innych – zwykle na podstawie marnych przesłanek – nie wchodzili mu na głowę.
– Myślę, że mógłbym w to uwierzyć, w tę całą cykliczność energetyczną, w uwielbienie życia.
Uśmiechnął się łagodnie, ukrywając w tym skrzywieniu warg ciche rozbawienie, bo dla niego cały świat był raczej napędzany przez eros tanatos. Otworzył jedno oko, żeby uchwycić wyraz jego twarzy; bogatą, trochę przesadzoną mimikę. Jak wyglądał, gdy opowiadał przybłędzie o swojej Bogini, stojąc na tle tylu gratów?
– Jak się czujesz, Dægberhtcie?
Nieuleczalna natura opiekuna. Spytał bardziej z kurtuazji, już prawie przekonany, że wszystko z nim w porządku; jasne policzki odzyskały właściwy kolor, a spojrzenie wydawało się spokojniejsze, jakby dawne zagrożenie przestało być aktualne.
– Jeśli mogę coś dla Ciebie zrobić, chętnie to uczynię.