• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change

[Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
01.07.2026, 16:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 17:04 przez Anthony Shafiq.)  
Uśmiechnął się łagodnie na komentarz siostry. Właściwie na oba komentarze.

Teraz, gdy było między nimi relatywnie dobrze, łatwiej mu było odczytać je jako wspólne śmianie się przez łzy z gorzkiej sytuacji i zaskakującej, obopólnej niechęci do ich rodziców.
– Mogę i jestem siostro. Bardzo jestem pewny. – Przez moment pomyślał, że może ten wieczór nie będzie tak zły. Zwłaszcza, gdy kobieta wspomniała o teatrze. Był zagubiony tylko przez moment, przez krótki momencik. – Och tak, oczywiście, oczywiście że tak bardzo chętnie! – wydukał, gdy tylko odnalazł na powrót głos, bo nie lubił tych małych ludzi, którzy nie umieli zachowywać się jak dorośli, albo udawali, że nie umieją. Ugryzł się w język by nie zasugerować dodania do pakietu prezentów słownika, skoro zwroty są za trudne, poczynił mentalną notę o przypomnieniu teatralnej administracji, że dedykowana mu loża jest również dedykowana mu w trakcie spektaklików dla dzieci, a potem ruszył korytarzem z Jacqueline do sali balowej specjalnie przygotowanej do kolacji…

Sala balowa rezydencji w Little Hangleton była centralnym pomieszczeniem znajdującym się u zwieńczenia podwójnych schodów prowadzących prosto z holu do dwóch, obecnie szeroko otwartych podwójnych, bardzo bogato zdobionych drzwi. Należała do tych pomieszczeń, które nie tyle służyły ludziom, co przypominały im o ich miejscu. Nawet zastawienie w niej jednego stołu wydawało się kaprysem właściciela, próbą podporządkowania ogromnej przestrzeni prywatnej chwili. Wysokie, sklepione sufity ginęły w półmroku, gdzie złocone żebra przecinały się z misternymi ornamentami przedstawiającymi feniksy, smoki i wijące się gałęzie jarzębiny. Kryształowe żyrandole zwisały niczym odwrócone ogrody lodowych kwiatów, rozsiewając ciepłe światło setek świec, których płomienie ani drgnęły mimo wrześniowego przeciągu wpadającego przez uchylone okna. Magia dbała o to, by wszystko pozostawało nieskazitelne.

Na ścianach wisiały monumentalne portrety dawnych Shafiqów dyplomatek i dyplomatów z linii Michaela Benedicta - ojca obojga, dziadka Linnei i Rowana. Ich spojrzenia, pełne wyniosłości i pobłażliwej pogardy dla kolejnych pokoleń, zdawały się śledzić każdy ruch przy stole. Między nimi połyskiwały tafle luster w ciężkich, orzechowych ramach, odbijając blask świec tak, że sala wydawała się jeszcze większa, jeszcze bardziej pusta. Z wysokich okien rozciągał się widok na pogrążone w jesiennym mroku ogrody i majaczący bliżej horyzontu przeklęty wisielczy las. Czarne sylwetki cisów i buków kołysały się leniwie na wietrze, a srebrzysta mgła snuła się nisko nad trawnikami niczym duchy dawnych właścicieli posiadłości, których nazwisko bardzo szybko wywietrzało z pamięci Anthony'ego te 20 lat temu…

Pośrodku tej monumentalnej przestrzeni ustawiono pojedynczy stół – absurdalnie długi jak na zaledwie sześć osób. Polerowany heban odbijał światło świec niczym tafla spokojnej wody, a biegnący przez jego środek obrus utkany z egipskiego lnu był tak biały, że wydawał się świecić własnym blaskiem. Zamiast przesadnych dekoracji znalazły się na nim nawiązujące do tradycji kompozycje z jesiennych gałęzi, ciemnoczerwonych róż, złotych liści dębu i granatów o popękanych skórkach, między którymi płonęły niskie świece w kielichach z górskiego kryształu.

Srebrna zastawa nosiła herb Shafiqów, a ślubną porcelanę wykonano przed laty specjalnie na ślub Anthony'ego i Edith – cienką niemal jak skorupka jajka, zdobioną delikatnymi złotymi żyłkami przypominającymi pustynne wydmy oglądane z lotu ptaka. Każdy kieliszek był inny, dobrany do konkretnego trunku, każdy sztuciec idealnie wyważony. Wergiliusz, domowy skrzat ubrany skromniej niż zazwyczaj, przesuwał się bezszelestnie pomiędzy krzesłami, znikając, zanim wzrok zdążył zatrzymać się na nich choćby przez chwilę.

Kolacja była równie ostentacyjna jak sama sala.

Na początek podano aksamitny krem z pieczonej dyni piżmowej, doprawiony szafranem z magicznych szklarni w Maroku i zwieńczony pianką z koziego sera oraz prażonym olejem z pestek dyni. Na powierzchni zupy unosiły się cienkie płatki jadalnego złota, a obok spoczywał maleńki rogalik z ciasta francuskiego nadziewany musem z leśnych grzybów i czarnej trufli. Później pojawiły się przepiórki, lecz nie zwyczajne – każdą nadziano purée z pieczonych kasztanów, konfiturą z żurawiny i foie gras, a następnie glazurowano redukcją z wieloletniego miodu pitnego. Spoczywały na porcelanowych półmiskach w otoczeniu miniaturowych karmelizowanych fig, młodych marchewek w miodzie wrzosowym i purpurowych liści cykorii. Paszteciki z dziczyzną przypominały raczej dzieła sztuki niż wypiek. Cienkie, maślane ciasto opleciono wzorem z listków, a w środku znajdował się farsz z mięsa jelenia, borowików, suszonych moreli i orzechów laskowych, doprawiony porto dojrzewającym dłużej, niż dzieci Jackie chodziły po tym świecie.  Na półmiskach znalazły się również medaliony z sarniny, podawane z sosem z czarnych porzeczek i czerwonego wina, cienko krojona pieczona kuropatwa oraz plastry długo dojrzewającej szynki z dzika.

Do każdego dania dobierano osobny trunek. Najpierw wytrawny cydr z wieloletnich sadów Somerset, później burgund dojrzewający od dwóch dekad w piwnicach francuskiej ambasady czarodziejów, następnie gęsty miód pitny podawany w złotych kielichach wysadzanych bursztynami, a dla dzieci czekała aromatyczna herbata z lipy, dzikiej róży i szafranu, której zapach mieszał się z wonią palonego drewna dochodzącą z ogromnego, rozpalonego na okoliczność kolacji kominka.

Anthony poświęcił pół minuty na docenienie wkładu Lovegooda i Wergiliusza w kształt tego stołu, ale zaraz po tym przestał zwracać uwagę jakkkolwiek na jego barokowy przesyt. Wychował się pośród podobnych kolacji. Wiedział, że każda z tych potraw była równie starannie przygotowana, jak rozmowy, które miały się przy niej odbyć. W bogatych czystokrwistych rodzinach, w magicznych elitach, jedzenie nigdy nie było tylko jedzeniem. Było demonstracją pozycji. Manifestem sukcesu. Przypomnieniem, że jeśli świat wokół płonął, oni wciąż mogli pozwolić sobie na złoto na zupie. On mógł. Bardzo liczył na to, że ten przepych zamknie usta jego ukochanym rodzicom.

Bardzo się przeliczył.

Matka odłożyła srebrną łyżkę z takim westchnieniem, jakby sam smak kremu z dyni nie był w stanie wynagrodzić jej największego życiowego rozczarowania. Nie poczekała nawet do deserów. Bardzo liczył na to, że poczeka chociaż do deseru, aby swoim jadem zatruwać pieczone jabłka faszerowane marcepanem.

– Jackie przynajmniej miała przyzwoitość wyjść za mąż – zauważyła, zerkając ponad kieliszkiem na córkę. – Wprawdzie los okazał się okrutny, ale Basil zostawił po sobie dwoje pięknych dzieci. – Linea i Rowan natychmiast spuścili wzrok na talerze. – A Anthony… – ciągnęła Anabelle z tym samym spokojem, z jakim można było komentować pogodę. – Anthony najpierw poślubił zepsutą krew, a później najwyraźniej postanowił poślubić własne biuro.

Anthony z fałszywym spokojem przeciął mięso przepiórki. Ostrze sunęło przez delikatne mięso bez najmniejszego oporu, gdy kroił sobie półcalowy kawałek, możliwie łatwy do przełknięcia mimo zaciśniętego gardła.

Czyj to w ogóle był pomysł? – pozwolił sobie na hipotetyczne pytanie, a potem spróbował dotknąć w swojej głowie jakiegokolwiek innego tematu, każdy jednak zdawał się być równie bolesny, co kwestie związane z jego życiem osobistym. Być może powinien posłać Jackie smutne spojrzenie zbitego pieska i prosić o wybawienie z opresji, ale był zbyt dumny, by to zrobić. Być może powinien zmienić temat, ale każdy, każdy temat prowadził do dwóch ulubionych tematów państwa Shafiqów. Dzieci i awansu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2201), Jacqueline Greengrass (1511)




Wiadomości w tym wątku
[Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change - przez Anthony Shafiq - 15.09.2025, 14:57
RE: [Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change - przez Jacqueline Greengrass - 20.02.2026, 04:06
RE: [Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change - przez Anthony Shafiq - 16.03.2026, 22:48
RE: [Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change - przez Jacqueline Greengrass - 26.05.2026, 01:07
RE: [Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change - przez Anthony Shafiq - 01.07.2026, 16:59
RE: [Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change - przez Jacqueline Greengrass - 21.09.2026, 01:28
RE: [Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change - przez Anthony Shafiq - 25.09.2026, 20:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa