– Samotni? Pff, bardzo szalenie zajęci. Pracą – poprawiła go Miles czując jak czerwienią się jej uszy.
Zaraz jak to było? Jak to było? Jak to kurwa było?
Wczoraj była w tym całym Dziurawym Kotle jakaś makabryczna katastrofa. Za dużo wińska. Moody wciąż miała za złe Prewettowi, że ich zostawił i Figgowi że był jebanym Dalej Lamą, którego NIE DAŁO SIĘ KURWA SPROWOKOWAĆ niczym, za co kochała nienawidziła go coraz bardziej, szarpiąc się w tym wszystkim ze sobą w głowie, ale też z nimi poza głową.
I wczoraj była katastrofa a dzisiaj chciała żeby było kurwa miło. Żeby wszystkim na planszy przypomnieć, że są tylko, ale też i aż bardzo dobrymi przyjaciółmi.
Dobrymi.
Przyjaciółmi.
Basilius zaproponował pocieranie z drugiej strony i w chaosie, rzeczywiście pociągnęła złączony medal do siebie bardziej, pocierając go z drugiej strony, przez moment jeszcze żałując że miała taki głupi pomysł. A potem Basilius powiedział o gryzieniu, więc pokornie otworzyła usta, aby przegryźć medale tylko że problem był taki, że podniosła wzrok na lampiących się na siebie facetów z którymi przespała (platonicznie) słodko większość wrześniowych nocy i którzy wyglądali tak jakby zaraz mieli zamiar się przelizać. Bez niej!
Pierdołowate pierdoły. Jeszcze tego by było, żeby wykluczyli ją z takiego momentu. Złapała za medal zaborczo, a wstążki napięły się ostrzegawczo. Samotni. Ona im da samotni.
Nim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć pociągnęła ich do siebie na kolizyjnym, a dziwaczny wieloosobowy całus skradziony w tych okolicznościach wydawał się jak słodki krem na wskazującym palcu, gdy obok na wielkiej ponad metrowej blasze leżała piękna świeżo przygotowana karpatka.
– To… – czoła całej trójki nadal się stykały, co byłoby bardzo niewygodną pozą, gdyby nie fakt, że sytuacja niosła zupełnie odmienne napięcie – To nie jest mój trzeci prezent jakby co – wydukała przez zaciśnięte gardło, ewidentnie wkurwiona (?) Miles, która zdawało się zapomniała, że cały czas kurczowo trzyma złocisty połączony medal przy sobie.
Zaraz jak to było? Jak to było? Jak to kurwa było?
Wczoraj była w tym całym Dziurawym Kotle jakaś makabryczna katastrofa. Za dużo wińska. Moody wciąż miała za złe Prewettowi, że ich zostawił i Figgowi że był jebanym Dalej Lamą, którego NIE DAŁO SIĘ KURWA SPROWOKOWAĆ niczym, za co kochała nienawidziła go coraz bardziej, szarpiąc się w tym wszystkim ze sobą w głowie, ale też z nimi poza głową.
I wczoraj była katastrofa a dzisiaj chciała żeby było kurwa miło. Żeby wszystkim na planszy przypomnieć, że są tylko, ale też i aż bardzo dobrymi przyjaciółmi.
Dobrymi.
Przyjaciółmi.
Basilius zaproponował pocieranie z drugiej strony i w chaosie, rzeczywiście pociągnęła złączony medal do siebie bardziej, pocierając go z drugiej strony, przez moment jeszcze żałując że miała taki głupi pomysł. A potem Basilius powiedział o gryzieniu, więc pokornie otworzyła usta, aby przegryźć medale tylko że problem był taki, że podniosła wzrok na lampiących się na siebie facetów z którymi przespała (platonicznie) słodko większość wrześniowych nocy i którzy wyglądali tak jakby zaraz mieli zamiar się przelizać. Bez niej!
Pierdołowate pierdoły. Jeszcze tego by było, żeby wykluczyli ją z takiego momentu. Złapała za medal zaborczo, a wstążki napięły się ostrzegawczo. Samotni. Ona im da samotni.
Nim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć pociągnęła ich do siebie na kolizyjnym, a dziwaczny wieloosobowy całus skradziony w tych okolicznościach wydawał się jak słodki krem na wskazującym palcu, gdy obok na wielkiej ponad metrowej blasze leżała piękna świeżo przygotowana karpatka.
– To… – czoła całej trójki nadal się stykały, co byłoby bardzo niewygodną pozą, gdyby nie fakt, że sytuacja niosła zupełnie odmienne napięcie – To nie jest mój trzeci prezent jakby co – wydukała przez zaciśnięte gardło, ewidentnie wkurwiona (?) Miles, która zdawało się zapomniała, że cały czas kurczowo trzyma złocisty połączony medal przy sobie.