28.06.2026, 13:44 ✶
Z @Bertti Bott i @Alastor Moody drze się na środku sali, a potem idzie z resztą do prywatnej loży gdzie już nie słychać jej rozentuzjazmowanego pokrzykiwania
Dwóch rosłych facetów i ona - melodia życia, gdy jak cień od czasu Hogwartu przemieszczała się z bratem, łapiąc każdą wolną jego chwilę, jeśli udało jej się ją złapać. On i Bertie byli kiedyś nierozłączni, a ona była na tyle mała, żeby nikt jej nie przeganiał. I umiała być cicho, choć może nie dzisiaj w dniu, który był tak ważny nie tylko dla Bertiego ale i dla całej trójki. Potrzebowali jak wody tych dobrych momentów. Tych momentów spokoju. Zwłaszcza po śmierci Caina, śmierci Florence… potrzebowali łapać się tęczowych okruchów nadziei bardziej niż kiedykolwiek.
Ciężka dłoń brata na głowie była najprzyjemniejszym powitaniem, osadzeniem w ziemi i przypomnieniem że nie jest dla niego niechcianym elementem krajobrazu. Niestety (albo stety) żywe srebro miało to do siebie, że gdy tylko ręki zabrakło, to trajkotanie się rozpoczęło:
– Jest tak obłędnie jest doskonale ile ludzi w ogóle Bertie kurwa zajebiście tu jest od dziś wpadam tu totalnie codziennie na lunch to jest oficjalnie moje najulubieńsze miejsce w Londynie! – wypluwała z siebie pospiesznie słowa, jakby w obawie, że zaraz jeden i drugi będą musieli gdzieś pójść. Jej uwaga była skupiona w całości na nich, więc jak tylko Bott wspomniał o tym, że nie widzi Thomasa rozejrzała się zdziwiona: – Myślałam, że jest tuż za mną… Może wpadł na swoją siskę. Albo Liszka. Albo oboje. Ja jebie tylu jest tu ludzi, ale czad co wylosowałeś to dropsy? – Zapytała Alastora, gdy ten zdecydował się na najlepszy hazard na świecie. Gdyby mogła zeżarłaby całą zawartość koszyczka na raz. Jej psychiatra wciąż próbował dobrać optymalny skład eliksirów pod jej stan, cóż to dla niej kilka magicznych słodkości? – Wyglądają jak mugolskie tabletki na kaszel! Ugh sorka, już no… – przeprosiła od razu, bo może to byłaby czarna reklama, a chciała przecież, żeby Bottowa restaurancja okazała się Wielkim Kurwa Sukcesem – Całkiem Legitne Absolutnie Magiczne Landryny - dodała więc o wiele głośniej, na wypadek gdyby ktoś poważnie się przejął słowem "mugolskie" w publicznej przestrzeni. – Co się po nich dzieje? Konar płonie? – zapytała i zarechotała od razu na własny jakże wyborny żart. I już miała wygłosić też dodatkowy niewybredny komentarz na temat bezczelnej kradzieży jej własnych cukiereczków, ale równie szybko się utkała obietnicą dostania lepszego łakocia. – Raptuśnik mój ulubiony! Ale czad, ale czad KOCHAM TO MIEJSCE! – nie mogła opanować ekscytacji, trochę bardzo nie zwracając uwagi, że lada moment kelnerzy nie będą chcieli jej wydać alkoholu w obawie o to, że jest niepełnoletnia.
Mimo wszystko pokornie podążyła za pozostałą dwójką do loży, gdzie zaklęcie wyciszające absolutnym przypadkiem zapewniało komfort przebywania na fecie bardziej nawet otoczeniu niż tej trójce.
– Gosz Bottus ja Cię tak przepraszam, że nie wyrobiłam się z tym dolińskim pejzażem, ale sam rozumiesz, że chcę Ci go zakląć tak jak teraz ogarniam magię tych obrazów i chcę żeby on był super wyjebiście relaksacyjny dla wszystkich co na niego spojrzą, nawet tych czystokrwistych pajaców, co w życiu nie zaciągali się jeziornym mułem o poranku. – Przeprosiła wylewnie a potem… a potem zeżarła bezę i zaczęła rosnąć w oczach. I mężnieć…