28.06.2026, 12:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2026, 10:48 przez Keyleth Nico Yako.)
Rzuciła mu niepewne spojrzenie, bo Lewis był chodzącą obietnicą darmowego obiadu i nie chciała go przecież obrazić w żaden sposób, a wyszło na to że obraziła go dwa razy. Zrobiła więc charakterystyczną minę wyrażającą ropuszą nadymkę i nie powiedziała już nic więcej, żeby się nie pogrążać. Znaczy… nie powiedziała przez pół minuty.
– Fuja wino? Przecież to nie jedzenie, nie możesz robić z wina zupy to nie ma sensu przecież! – nawet darmowy obiad miał swoje granice, które kiedyś zdawały się Key nieosiągalne tylko po to, żeby teraz zobaczyła je przylepione prosto w twarz. – Jeśli dasz mi kaszę z jakąkolwiek sensowną zupą to Ci wypłuczę każdą miskę świata! – dodała o wiele bardziej rezolutnie, bo zdarzało jej się pracować w mesie podczas swoich podróży. Praca w kuchni oznaczała, że człowiek nie był głodny. Zawsze coś spadało ze stołu. Celowo bądź przypadkowo.
– Jestem Nico. – odpowiedziała z przekonaniem posługując się swym jakże mądrym pseudonimem artystycznym wszystkich wcieleń metamorfomagicznych. – Miło Cię poznać Lewis. Jak się masz? – formułka z podręcznika wysmyknęła jej się szybciej niż by sobie tego życzyła. Nawet głos przybrała taki akademicki, angielskim, którego nie poznajesz na ulicy a w ławkach szkół. Bardzo szybko wyprzedziła swoją klasę w tym przedmiocie i z czasem pomagała nauczycielce przy młodziakach, bo nie ma lepszej nauki niż uczenie innych. Tyle że teraz to mogło zabrzmieć całkiem nienaturalnie. Cóż jednak było naturalne w świecie, który był wypchany po uszy różnorodnością? Keyleth z resztą nie poświęcała odrobiny myśli tej karykaturalnej wpadce, pogrążona w marzeniu o sosie… – a może sos grzybowy? Albo taki o… taki z jagnięciną… W ogóle robiłeś kiedyś Shepherd's Pie? ZAWSZE chciałam tego spróbować. Chociaż ani jedno ani drugie nie podpada za bardzo pod zupę, prawda? – zmartwiła się – Ile misek będę musiała wypłukać, żebyś zrobił mi Shepherd's Pie? – rozpoczęła twarde negocjacje, w ogóle nie będąc w pozycji do takowych. Cholerka, mogła sobie zrobić dzisiaj ciało tak o dwie głowy wyższe!
– Fuja wino? Przecież to nie jedzenie, nie możesz robić z wina zupy to nie ma sensu przecież! – nawet darmowy obiad miał swoje granice, które kiedyś zdawały się Key nieosiągalne tylko po to, żeby teraz zobaczyła je przylepione prosto w twarz. – Jeśli dasz mi kaszę z jakąkolwiek sensowną zupą to Ci wypłuczę każdą miskę świata! – dodała o wiele bardziej rezolutnie, bo zdarzało jej się pracować w mesie podczas swoich podróży. Praca w kuchni oznaczała, że człowiek nie był głodny. Zawsze coś spadało ze stołu. Celowo bądź przypadkowo.
– Jestem Nico. – odpowiedziała z przekonaniem posługując się swym jakże mądrym pseudonimem artystycznym wszystkich wcieleń metamorfomagicznych. – Miło Cię poznać Lewis. Jak się masz? – formułka z podręcznika wysmyknęła jej się szybciej niż by sobie tego życzyła. Nawet głos przybrała taki akademicki, angielskim, którego nie poznajesz na ulicy a w ławkach szkół. Bardzo szybko wyprzedziła swoją klasę w tym przedmiocie i z czasem pomagała nauczycielce przy młodziakach, bo nie ma lepszej nauki niż uczenie innych. Tyle że teraz to mogło zabrzmieć całkiem nienaturalnie. Cóż jednak było naturalne w świecie, który był wypchany po uszy różnorodnością? Keyleth z resztą nie poświęcała odrobiny myśli tej karykaturalnej wpadce, pogrążona w marzeniu o sosie… – a może sos grzybowy? Albo taki o… taki z jagnięciną… W ogóle robiłeś kiedyś Shepherd's Pie? ZAWSZE chciałam tego spróbować. Chociaż ani jedno ani drugie nie podpada za bardzo pod zupę, prawda? – zmartwiła się – Ile misek będę musiała wypłukać, żebyś zrobił mi Shepherd's Pie? – rozpoczęła twarde negocjacje, w ogóle nie będąc w pozycji do takowych. Cholerka, mogła sobie zrobić dzisiaj ciało tak o dwie głowy wyższe!