28.06.2026, 11:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2026, 11:03 przez Millie Moody.)
Milles mówiła. Milles obserwowała w swój własny pojebany, bardzo chaotyczny sposób, w jaki szukający rozbieganymi złotymi oczyma poszukują złotego rozbieganego po przestrzeni znicza.
Był lepsze dni, były gorsze. Dziś była zbyt podekscytowana wizytą Alastora, by móc zatrzymać falę entuzjazmu rozpierającą jej pierś, a ta energia znajdowała uzewnętrznienie w porwanym istnieniu: chaotycznych gestach, myślach, które nie potrafiły znaleźć jednego sensownego koryta i tych paru niewielkich pomostów, aby druga osoba mogła wziąć wdech i powiedzieć cokolwiek.
Teraz natomiast ten niespokojny duch zawiesił się na książce i nie - nie była ona w żaden sposób przeklęta. Była po prostu interesująca. Dopiero pytanie brata ocknęło ją z tego stanu, rozlewając po skupionej przez ten unikatowy moment twarzy szeroki uśmiech wyraźnego szczęścia, jakim było niepodzielne zawłaszczanie go na dłużej niż trzy minuty przebywanie w towarzystwie Alastora.
– Zobacz jakie mają kretyńskie miny… – pokazała na poważne zdjęcia poważnych ludzi, którzy w tym domu umierali się i rodzili. – Były tu takie gadające obrazy, próbowałam z jednym się dogadać, ale gorzej mi idzie dogadać się z obrazami niż z ludźmi. – Ucichła i spoważniała gwałtownie uciekając spojrzeniem gdzieś w głąb biblioteki w której przed dwoma miesiącami też miała spotkanie z bratem. Z wieloma braćmi. Boginy były szalenie kreatywne w tym szaleństwie, które się tutaj zadziało. – Wiesz ja… – zaczęła mówić, gdy z przeciwległej alejki regałów gruchnęły kolejne książki, które postanowiły z łoskotem wyskakiwać z półek i uderzać o siebie w karykaturalnej wojnie domowej. – Poltergeist? – zapytała Alastora odkładając gdziekolwiek album i ruszając do drugiej alejki z własną różdżką w dłoni.
Był lepsze dni, były gorsze. Dziś była zbyt podekscytowana wizytą Alastora, by móc zatrzymać falę entuzjazmu rozpierającą jej pierś, a ta energia znajdowała uzewnętrznienie w porwanym istnieniu: chaotycznych gestach, myślach, które nie potrafiły znaleźć jednego sensownego koryta i tych paru niewielkich pomostów, aby druga osoba mogła wziąć wdech i powiedzieć cokolwiek.
Teraz natomiast ten niespokojny duch zawiesił się na książce i nie - nie była ona w żaden sposób przeklęta. Była po prostu interesująca. Dopiero pytanie brata ocknęło ją z tego stanu, rozlewając po skupionej przez ten unikatowy moment twarzy szeroki uśmiech wyraźnego szczęścia, jakim było niepodzielne zawłaszczanie go na dłużej niż trzy minuty przebywanie w towarzystwie Alastora.
– Zobacz jakie mają kretyńskie miny… – pokazała na poważne zdjęcia poważnych ludzi, którzy w tym domu umierali się i rodzili. – Były tu takie gadające obrazy, próbowałam z jednym się dogadać, ale gorzej mi idzie dogadać się z obrazami niż z ludźmi. – Ucichła i spoważniała gwałtownie uciekając spojrzeniem gdzieś w głąb biblioteki w której przed dwoma miesiącami też miała spotkanie z bratem. Z wieloma braćmi. Boginy były szalenie kreatywne w tym szaleństwie, które się tutaj zadziało. – Wiesz ja… – zaczęła mówić, gdy z przeciwległej alejki regałów gruchnęły kolejne książki, które postanowiły z łoskotem wyskakiwać z półek i uderzać o siebie w karykaturalnej wojnie domowej. – Poltergeist? – zapytała Alastora odkładając gdziekolwiek album i ruszając do drugiej alejki z własną różdżką w dłoni.