25.06.2026, 21:29 ✶
Dægberht również nie miał pojęcia czy się spóźniał. Czas nigdy nie był jego najlepszym przyjacielem – bo jak mógłby się nim stać, kiedy po drodze do miejsc spotkań czekało na niego tak wiele przedziwnych rzeczy wartych doświadczenia i opowiedzenia o nich, nawet jeśli oznaczało to nieco sfrustrowane mrużenie oczu przez zaniedbanego rozmówcę? Jeśli Septima była ćmą, Dægberht przyjął dziś (i nie tylko dziś) formę światła wabiącego ją w zasięg swoich promieni.
Wszystko w nim zdawało się być zaprojektowane tak, aby przyciągać uwagę. Był kimś pięknym w sposób ciężki do ujęcia słowami – niektóre rzeczy i osoby należało ujrzeć na własne oczy – tak, żeby móc poczuć ich aurę parzącą z intensywnością, jakby stało się zbyt blisko ognia. To była paskudna, londyńska jesień, a jednak jemu udawało się wyłapać dokładnie tyle resztek ciepła cudem przedzierającego się zza gęstych chmur, aby zwracać uwagę kołysaniem tafli włosów, delikatnym blaskiem opalonej skóry i biżuterii. Nie dało się jednak ukryć tego, iż nawet najsmaczniejsze słodycze w nadmiarze stawały się zwyczajnie mdłe – Flint jednak wydawał się być na to odporny. Piękno i pewność siebie stawały się puste i gorzkie, definiowało się je jako arogancję i zuchwałość w chwilach, kiedy brakło w człowieku esencji, jakiej jemu bogini nie poskąpiła – uczciwości. Czasami… czasami Flint był aż zbyt szczery i zbyt uparty. Godnie tonowało to jego urodę – rzadko który człowiek pozwalał sobie na coś niestosownego, kiedy ktoś zgasił go jak peta i jeszcze zdołał to zrymować.
– Lepszy jest chleb przy spokojnym sercu niż bogactwo pełne niepokoju – rzucił po arabsku, zbliżając się do niej z oddali. Szedł wzdłuż linii brzegowej, machając do niej ręką, żeby jej nie wystraszyć i miał ku temu bardzo dobre powody. – Uważaj na siebie Timmy, niedawno kilka osób wciągnęła tu pod wodę syrena. Nie wiem co prawda co miałaby robić w mieście, ale w knajpie portowej jednego wieczoru gadali tylko o tym. Nie czekałaś zbyt długo…? – Nie dodał nic o sprawach, które go zajęły, ani że szedł tu slalomem. Pewne rzeczy należało przemilczeć.
Zmierzył ją wzrokiem, próbując ocenić, czy się podniesie w górę i pozwoli objąć się na powitanie, czy powinien jednak zrównać ich wysokość dosiadając się. Prawdę mówiąc, nie miał preferencji. Bardziej niż tym gdzie będą siedzieć przejmował się tym, co miało zostać pomiędzy nimi powiedziane.
@Septima Ollivander
Wszystko w nim zdawało się być zaprojektowane tak, aby przyciągać uwagę. Był kimś pięknym w sposób ciężki do ujęcia słowami – niektóre rzeczy i osoby należało ujrzeć na własne oczy – tak, żeby móc poczuć ich aurę parzącą z intensywnością, jakby stało się zbyt blisko ognia. To była paskudna, londyńska jesień, a jednak jemu udawało się wyłapać dokładnie tyle resztek ciepła cudem przedzierającego się zza gęstych chmur, aby zwracać uwagę kołysaniem tafli włosów, delikatnym blaskiem opalonej skóry i biżuterii. Nie dało się jednak ukryć tego, iż nawet najsmaczniejsze słodycze w nadmiarze stawały się zwyczajnie mdłe – Flint jednak wydawał się być na to odporny. Piękno i pewność siebie stawały się puste i gorzkie, definiowało się je jako arogancję i zuchwałość w chwilach, kiedy brakło w człowieku esencji, jakiej jemu bogini nie poskąpiła – uczciwości. Czasami… czasami Flint był aż zbyt szczery i zbyt uparty. Godnie tonowało to jego urodę – rzadko który człowiek pozwalał sobie na coś niestosownego, kiedy ktoś zgasił go jak peta i jeszcze zdołał to zrymować.
– Lepszy jest chleb przy spokojnym sercu niż bogactwo pełne niepokoju – rzucił po arabsku, zbliżając się do niej z oddali. Szedł wzdłuż linii brzegowej, machając do niej ręką, żeby jej nie wystraszyć i miał ku temu bardzo dobre powody. – Uważaj na siebie Timmy, niedawno kilka osób wciągnęła tu pod wodę syrena. Nie wiem co prawda co miałaby robić w mieście, ale w knajpie portowej jednego wieczoru gadali tylko o tym. Nie czekałaś zbyt długo…? – Nie dodał nic o sprawach, które go zajęły, ani że szedł tu slalomem. Pewne rzeczy należało przemilczeć.
Zmierzył ją wzrokiem, próbując ocenić, czy się podniesie w górę i pozwoli objąć się na powitanie, czy powinien jednak zrównać ich wysokość dosiadając się. Prawdę mówiąc, nie miał preferencji. Bardziej niż tym gdzie będą siedzieć przejmował się tym, co miało zostać pomiędzy nimi powiedziane.
@Septima Ollivander
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr