– Zobaczymy. Na pewno lepiej to obejrzeć niż zostawić – odpowiedziała, a kiedy w końcu zobaczyła tę ranę to westchnęła. Nie była żadnym lekarzem, medykiem czy pielęgniarką. Umiała tyle, żeby móc sobie poradzić w warunkach polowych no i oględziny takiej rany były czasem przydatne by ocenić, z kim lub (częściej) czym mieli do czynienia, ale to… To wyglądało po prostu na cięcie – niezbyt precyzyjne, i na pewno nie czyste, ale za to bardzo ostrym narzędziem. Nie wyglądało to jakby było charakterystyczne dla jakiegoś stwora, a głównie dlatego chciała zobaczyć jak to wygląda. Teraz tylko pytanie, czy na tej kosie nie było jakichś zanieczyszczeń czy innego paskudztwa mogącego spaprać tę ranę jeszcze bardziej. Ciekawe czy była używana do koszenia? Czy miewała kontakt z ziemią? Czy stwór po prostu ją nosił dla efektu…? – Miałeś szczęście, że ci jej nie odciął – powiedziała w końcu i wyciągnęła z apteczki jakieś specyfiki na oczyszczenie rany. – To trzeba ucisnąć i zatamować krwawienie. Ale jak się nie polepszy to chyba czeka cię szpital i szycie – powiedziała jeszcze, po czym zabandażowała mu rękę.
– Jest taka możliwość – odparła kobiecie i uśmiechnęła się krótko. Motyw był w tym momencie zagadką; czy robiło to całe miasteczko, czy ktoś konkretny…? Ewidentnie coś było na rzeczy, a po tym, co opowiadali. Victoria podejrzewała teraz, że może chodzić albo o jakiś rytuał, albo o tło religijne, a może o jedno i drugie, tyle, że nadal nie miała pojęcia, z czym mają do czynienia (oprócz tego, że ze strachem na wróble popylającym po polu z kosą).
– Dokładnie – dodała jeszcze na koniec, bo nieznajomi, których wyratowali przed pewną śmiercią, chyba już dokładnie zrozumieli, z kim mają do czynienia.
– Możemy zobaczyć czy jest tu gdzieś w okolicy wypożyczalnia samochodów, jeśli chcesz – odparła, marszcząc brwi. Wiedziała, jak mocno Chris był związany z tym samochodem, traktował go niemal jak członka rodziny, Victoria nie rozumiała tej więzi, ale z drugiej strony wcale nie musiała jej rozumieć, wystarczyło, że ją akceptowała. – Jak nie, no to zostaje twój plan, tak – zgodziła się, bo nie mieli raczej lepszego pomysłu, a przynajmniej nie w tej chwili. – Ciekawe co na tego wielkoluda zadziała, skoro srebro nic mu nie zrobiło – zamyśliła się i oparła głowę o oparcie fotela. – Rana tego Briana też nic nie mówiła. To po prostu rana po cięciu, takim niezbyt czystym bo to jednak kosa, a nie żadne zadbane ostrze. Pewnie się trochę stępiła. Zastanawiam się nad tą datą i tym jak traktowali ich mieszkańcy. Myślisz, że to ma podłoże religijne? Składają mu jakieś ofiary? Z uwielbienia czy ze strachu? – ostatecznie po prostu zapatrzyła się na Christophera. – Zostajemy tu na noc? Przydałoby się przejrzeć nasze książki, może coś mamy – a może nie i faktycznie czekał ich telefon… – Też mi się wydaje, że poluje w nocy. Może trzeba sobie obejrzeć to pole w dzień – dodała jeszcze.