- Czyli tak właściwie jest prawdopodobne też to, że może wcale już nie chcą Cię zabić, a zajmują się kimś innym. - jeśli nie pamiętali jaka była przyczyna, być może mogli mu odpuścić. Starała się szukać pozytywów, chociaż sama wiedziała, że czasem można było być bardzo zaślepionym chęcią zemsty, nawet jeśli ona nie miała najmniejszego sensu. Można było nie pamiętać podstaw, nie pamiętać niesnaski, a tylko i wyłącznie osobę, która przez moment sprawiła, że poczuliśmy się niekomfortowo i to wystarczało. Cóż, póki co jednak nie wyglądało to tak źle, skoro Benjy nadal żył, najwyraźniej jego oponenci nie mieli zbyt wielkiej siły przebicia, albo umiejętności.
Nie do końca potrafiła sobie też wyobrazić, jak to jest mieć wrogów, bo sama nigdy nie była na tyle interesująca, aby ktoś chciał się jej pozbyć. No, może nie to, że nie była na tyle interesująca… bardziej chodziło o ostrożność, starała się podejmować decyzje, które miały nie doprowadzić jej do grobu, bo w sumie wcale jej się do niego nie spieszyło. Wiedziała, że nie wszyscy mieli szansę na to, by kierować się podobnym podejściem, każdy człowiek był inny i niósł na swoich ramionach zupełnie inne brzemię.
Uśmiechnęła się, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. - Wiesz, tylko ja tak naprawdę nigdy nie chciałam Cię zabić, więc nie do końca wiem, czy to powinno się liczyć. - Fakt, bywały momenty, gdy miała ochotę go rozszarpać, wydrapać mu oczy, czy coś, jednak pewnie nigdy by tego nie zrobiła, bo jej życie bez niego było zdecydowanie zbyt nudne, więc musiała się powstrzymywać, aby mieć jeszcze jakąś rozrywkę. Nie dało się jednak nie zauważyć, że zdarzało jej się strzelać w niego piorunami z oczu, czego się jednak nie robiło, aby oszukać samego siebie. Miała do niego sentyment, czy jej się to podobało, czy nie. Nigdy nie pozwoliłaby go skrzywdzić, no chyba, że sama wbijała mu właśnie jakąś szpileczkę, ale na pewno nie zamierzała pozwolić na to komuś innemu.
Po raz kolejny bardzo łatwo im było zacząć gdybać. Od zawsze zdarzało im się rozważać scenariusze, które nigdy miały się nie wydarzyć, najwyraźniej to nie miało się zmienić pewnie nigdy. - Fakt, to brzmi koszmarnie, aleee zawsze jak już będziesz miał pałac i wielbłądy to będziesz mógł zacząć wprowadzać swoje roszczenia, coś zmienić, wiesz jak jest, każdy władca może wybrać sobie swój własny sposób na życie. - Starała się znaleźć jakiś pozytyw w tej bajce. Skoro dostałby księżniczkę, stał się jej mężem, to chyba byłby jakimś księciem, czy królem, a Ci byli na tyle majętni, że mogli robić, co tylko im się podobało… no, może nie do końca, ale właśnie zawsze można było doprowadzić do jakichś zmian, być może udałoby mu się wprowadzić własną wizję królestwa i mógłby robić wszystko, na co miałby ochotę.
- Skoro tak mówisz, to nie będę Ci wpychać na siłę tego pałacu, wielbłądów i księżniczek, w sumie akurat Ty naprawdę masz w tym pewne doświadczenie, wiesz, co jest dla Ciebie najlepsze. - Doskonale przecież zdawała sobie sprawę z tego, jak wyglądała jego historia. Gdyby chciał siedzieć w pałacu i mieć jakąś arystokratkę za żonę, to nie uciekłby od tego ponad dekadę temu. Zawsze był ponad tym, dusiło go takie życie.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. - Wyglądał na szczęśliwego, nie powinna więc tego negować. Nie zastanawiała się jaki procent jego szczęścia wynikał z tego, że ona znajdowała się obok, bardziej wydawało jej się, że była tymczasowym dodatkiem, chwilową odskocznią, jednak nie miała nic przeciwko temu, bo tez tego chciała. Bawiła się z nim wyjątkowo dobrze, tak właściwie to nie pamiętała, kiedy i ona sama była równie szczęśliwa. Wolała jednak nie rozkładać tego na części pierwsze, bo doskonale wiedziała, że powodowała to jego obecność, dobrze było mieć Benjy'ego u swojego boku, móc mu mówić o wszystkim, pokazać mu to, czego nie pokazywała nikomu innemu. Nie oceniał jej, nie lekceważył, po prostu był i najwyraźniej nie miała jak do tej pory pojęcia, jak to jest mieć kogoś takiego przy sobie. Było to naprawdę miłą odmianą, której nie wiedziała, że potrzebuje. Odpuszczała, przestawała analizować, pozwalała sobie na zdecydowanie więcej.
- Czyli jakby istniał to jestem ponad księżniczkami, fantastycznie, nie mam się czym martwić. - Teraz już czuła się zupełnie bezpiecznie na swoim stanowisku. Nie, żeby oczekiwała, że będzie stawiał ją na piedestale, bo przecież doskonale zdawała sobie sprawę na czym miał polegać ich układ, był tymczasowy, chwilowy, miał określony termin ważności, a jednak mimo to gdzieś tam w środku chciałaby, żeby zawsze o niej pamiętał, tak jak ona miała pamiętać jego, niezmiennie od dawien dawna.
- Z tym mogłabym się nie zgodzić, bo w sumie zawsze możesz odmienić wizję księcia, stworzyć zupełnie nową. - Oczywiście, że do typowego księcia było mu daleko, jednak nikt nie mówił o tym, że nie mógł być odpowiedzialny za odczarowanie takiego wizerunku.
Już miała zamiar się odezwać, tyle, że dostrzegła jego uniesioną dłoń, co spowodowało, że pozwoliła mu dokończyć myśl - niech mu będzie, była nową, lepszą wersją siebie w ich relacji, kiedyś pewnie nie ruszyłoby jej to wcale. - Cóż, pewnie bym się skusiła, ale Ameryka Łacińska jest za daleko… - Jasne, bo chodziło tylko o odległość. - Zresztą, my też prowadzimy wielogodzinne rozmowy, niekoniecznie o teorii magii, ale z kim innym mogłabym dyskutować tyle godzin na temat rzeczy, które nigdy się nie wydarzą, hmm? - Tak, doskonale wiedziała do czego zmierzał. Nie wydawało jej się, aby ktoś potrafił ją zainteresować równie mocno, co on. Od zawsze ich do siebie ciągnęło, ich zainteresowania mogły być różne, tak samo jak charaktery, ale jednak od zawsze mieli do siebie sentyment, to on miał mieć specjalne miejsce w jej hierarchii, chociaż nigdy właściwie tego nie systematyzowała. Benjy był dla niej istotny i tyle, nikt nie mógł go wygryźć z tego miejsca.
- Ale nie będziemy się teraz tym przejmować, dobrze? - Być może było to nieco skomplikowane, nie mogło być inaczej, znaleźli się w dość nietypowej sytuacji, doskonale zdawali sobie sprawę jak to wygląda, mieli z tego wyciągnąć chwilę wytchnienia, trochę zabawy, wykorzystać ten czas jak najlepiej i tylko to było istotne, nie było sensu skupiać się na komplikacjach, te czasem się pojawiali. Grunt, że wiedzieli z kim chcą spędzić ten czas, nic innego nie było istotne.
- Zupełnie, nie było w tym nawet odrobiny świadomości. - Dodała jeszcze, bo faktycznie to nie do końca było w jej stylu, ale przy nim najwyraźniej działała nieco inaczej niż miała w zwyczaju. Musiała do tego przywyknąć, w sumie kiedyś też tak to wyglądało, gdy był obok zupełnie się nie kontrolowała.
Zauważyła to, że zawiesił na niej swoje spojrzenie, widziała, że patrzył na jej usta, tak właściwie to nie miałaby nic przeciwko temu, żeby na moment zapomnieli o całym świecie, zasługiwali na to, zresztą mieli sporo do nadrobienia, a czas ich naglił bo przecież niedługo miał stąd wyjechać, warto byłoby więc się odpowiednio sobą nacieszyć. Niestety sowa przerwała im ten obiecujący wieczór, a koperta nadal tkwiła w dłoni jej tymczasowego chłopaka. Wypadałoby więc ją otworzyć, kto wie, co znajdowało się w środku.
- Im szybciej to sprawdzimy, tym szybciej będziemy mieli czas dla siebie, i jasne, jak będą to formularze z ministerstwa to je przejmuję. - Próbowała znaleźć w tym jakiś pozytyw, powinni zajrzeć do środka, sprawdzić, co się tam znajdowało i zająć się tym jutro. Raczej nie powinno to być nic naglącego, chociaż, czy inaczej sowa przyleciałby tutaj o tej porze i w taką pogodę, starała się jednak myśleć całkiem optymistycznie, co nie do końca było do niej podobne.
Benjy otworzył list. Prue wpatrywała się w niego przez chwilę, później zawartość koperty wysypała się na blat. Widziała jak jego mimika się zmienia, widziała tę nagłą irytację, może nawet bardziej wkurwienie, była w stanie wyczytać to z jego twarzy. Właśnie dlatego niemalże od razu zerknęła na to, co zobaczył. W przeciwieństwie do Benjy'ego ona zamilkła, zrobiła się bledsza. Faktycznie czuła, że ktoś ją obserwował przez cały dzień, ale myślała, że działo się to tylko we śnie, we śnie, w którym była ze swoim chłopakiem. Najwyraźniej to wcale nie było takie proste, bo na fotografiach znajdowali się oni, razem i osobno. Ktoś ich obserwował. Nie do końca wiedziała, co powinna powiedzieć, nie spodziewała się tego, że w kopercie znajdzie się coś takiego.
- Poczekaj… - Nie mogła pozwolić mu na to, aby zaczął szukać nadawcy listu, jeszcze nie teraz, nie w taką pogodę. Musieli to wszystko przemyśleć i przegadać, przynajmniej zdaniem Prue - mogło być to ciężkie, bo Benjy działał zupełnie inaczej.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control