– Żeby to było przebranie, to musieliby sobie siedziedziec na ramionach. To było za duże… – mruknęła w odpowiedzi. Ale może to był półolbrzym? Nie pomyślała o tym w pierwszej chwili, ale taka ewentualność też istniała, natomiast zostawiła to dla siebie. – Jest to oczywiście możliwe, ale bieg w takich warunkach nie byłby zbyt gładki – dodała, pozwalając by te słowa opadły i wybrzmiały.
Nie dziwił ją ich strach. To było zapewne pierwsze spotkanie z czymś, co zaburzało ich światopogląd tak mocno i to nie w łagodny sposób, tylko z mocnym pierdolnięciem. Okruchy tego ich świata zapewne chrzęściłyby teraz pod ich butami, gdyby po nich przejść.
Nie, zgłoszenie niczego by tutaj nie pomogło. A w najgorszym wypadku tylko by im utrudniło sprawę. Victoria spojrzała na profil Christophera i widziała, jak wiele siły wkłada w to, żeby się ugryźć w język, jak przewraca oczami, albo jak powstrzymuje te wszystkie westchnięcia. Wymagało to od niego ogromnej siły woli, na co Victoria też tylko przygryzła usta, by czegoś nie powiedzieć. Uśmiechnęła się do Chrisa bardzo delikatne, gdy już się nie powstrzymał i wymamrotał to ostatnie – że pewnie do zmroku.
– No cóż, ten strach był duży, mogliśmy trafić w materiał, ale nie wydaje mi się. To też łatwiejszy cel – ona przecież nie biegła, mogła całkiem nieźle przycelować i była przekonana, że trafiła. – Pokaż mi tę rękę, całkiem nieźle sobie radzę z opatrywaniem ran – powiedziała do Briana w końcu po chwili ciszy, kiedy parka ewidentnie modliła w głowę to co się dopiero wydarzyło i co tutaj padło.
– Kim wy właściwie jesteście? – Brian chyba zaczął łączyć wątki i przestały mu się zgadzać rzeczy, strach na wróble z wielką kosą, dwójka nieznajomych na drodze, która akurat miała broń, gadający jakieś dziwne rzeczy.
– Prywatnymi detektywami – odpowiedziała mu bez zająknięcia i uśmiechnęła się krzywo odwrócona do nich bokiem. – W tym rejonie zaginęło za dużo ludzi, by to uznać za przypadek. Zawsze para, zawsze w tym okresie w roku – mówiła dalej, zanim którekolwiek postanowi jej przerwać. – Pasujecie do schematu. I chyba siedzicie na moich notatkach, sami możecie zobaczyć – to jest na tych pozbieranych wycinkach z gazet i odręcznej notatce zrobionej na szybko. – Poważnie mówię, lepiej zająć się tą raną.