W głębi duszy był jej bardzo wdzięczny za to, że po powrocie do pracy próbowała go zajmować. I tak łapał się wszystkiego czego mógł, ale przynajmniej miał w tym towarzystwo, które jakoś pomagało rozchodzić wszystkie niesprawiedliwości, które zjadały go od środka. Brakowało mu Florence, tak cholernie i w jakiś nieskończony wręcz sposób, a świadomość że ta pustka nigdy nie wypełni się i nie zniknie, była momentami zwyczajnie zbyt przytłaczająca. Wolałby już, żeby spłonął każdy jeden dom, który mieli w posiadaniu rodzinnie, na czele z ich ukrytą kamienicą. Każde ukryte przejście, zagadka i tajemnice, które Bulstrode'owie zbierali przez lata.
To akurat, czemu Ministerstwo samo z siebie się nie zabrało za robienie takiej grupy, to było bardzo dobre pytanie. Atreus, chyba nieco zarażony paranoją Brenny, trochę zakładał że wynikało to z konfliktu interesów. Ktoś gdzieś takie pomysły blokował, albo skutecznie podcinał środki, które można by na coś takiego przeznaczyć. Harper sama z resztą powiedziała, że daje mu zielone światło, ale musiałby załatwić wszystko od podstaw, w tym odpowiednie fundusze.
— Jasne. Normalne zadania, normalna praca też. Biuro raczej nie ma na tyle środków, by całkowicie nas odstawić do pracy nad tym. Jeszcze mielibyśmy za dużo wolnego czasu — uśmiechnął się kwaśno. — Przyznaję to ze smutkiem, ale chodzi mi tu bardziej o wiedzę z zakresu run, historii magii, numerologii, astronomii i takich tam. Akurat to nie znajduje się w curriculum bycia aurorem czy brygadzistą. Więc jeśli zajdzie taka potrzeba to i tak będzie trzeba wziąć kogoś do konsultacji. Czy chętni do pomocy, no to zobaczymy. Ale jeśli potrzebni nie będą to nie chcę ich aż tak angażować. Strasznie długo zajmują się niektórymi sprawami.