14.06.2026, 21:08 ✶
– Gdyby nie zdołał jej wyprowadzić stamtąd na czas, na pewno dla nikogo nie byłoby to zabawne. Dla niej i dla wuja zresztą i tak nie było – przyznał Rosier, który mógł się z tego śmiać głównie dlatego, że nie szło o niego i reputacja rodziny nie ucierpiała. Pewnie chichotałby, gdyby któryś z kolegów wyznawał miłość przypadkowej dziewczynie albo komuś, kogo zwykle nie cierpiał. Ale na pewno nie śmiałby się, gdyby sam zrobił coś takiego na oczach kogoś, na kim mu zależało. Był też podwójnie skłonny to przyznawać, bo przez tę całą zapiekankę nagle poczuł falę sympatii wobec wujka i jego starań, by księgowość Domu Mody funkcjonowała należycie. – W każdym razie… patrząc na to w ten sposób masz pewnie rację.
Chociaż miał wrażenie, że to też mocno zależało. Ale wolał nawet się nie zastanawiać: wystarczyło, że w głowie zaświtał mu obraz Cressidy Avery z kociołkiem amortencji.
– Przeraziło mnie to, bo wyobraziłem sobie… pewną gwałtowną blondynkę z dostępem do tego eliksiru – wyjaśnił, nie rzucił jednak nazwiska na głos. Niby nie wyglądało na to, aby ktokolwiek zwracał na nich uwagę, ale wolał nie obmawiać kogoś z rodziny Averych w zatłoczonej restauracji, po której wciąż przemieszczali się ludzie. – Jeśli dobrze pamiętam, zaczęło się dzień przed Walentynkami, ale w Walentynki osiągnęło apogeum. W tamtym roku święto zakochanych było szczególnie szalone.
Ostatecznie zazwyczaj po prostu oznaczało kilka złamanych serc, dwie albo trzy nowe pary, których powstania nikt nie oczekiwał oraz walkę o stoliki w herbaciarni i w Trzech Miotłach w Hogsmeade. I parę zaskoczeń, gdy okazywało się, że dużo osób wpadało na to, że wieża astronomiczna to świetne miejsce do spotkań. Chris poszedł na parę walentynkowych randek – na piątym, szóstym i siódmym roku, bo byłoby wręcz wtedy już wstydem spędzać ten dzień samemu – chociaż po prawdzie po latach pamiętał tylko tę ostatnią i tylko dlatego, że spotykał się z tamtą dziewczyną przez ładnych kilka miesięcy, zanim opuścił Hogwart.
– Zastanawiam się, w jaką klientelę będzie celował… ale zakładam, że raczej w tych ze średnią sakiewką, skoro w ramach promocji wydaje menu degustacyjne za darmo – powiedział dość cicho, gdy Victoria już wzięła kawałek zapiekanki, rozprawiając się z resztą. Porcje nie były wielkie, więc poszło to sprawnie. – Nie wiem jeszcze, jak smakują, ale wyglądają doskonale – przyznał jeszcze, dostrzegając, że kelner ku nim zmierza: zwłaszcza trifle z wielką górą bitej śmietany na warstwach wydawało się bardzo eleganckie. Tarta jednak zapachniała naprawdę bosko, gdy już ją przed nim postawiono.
Chociaż miał wrażenie, że to też mocno zależało. Ale wolał nawet się nie zastanawiać: wystarczyło, że w głowie zaświtał mu obraz Cressidy Avery z kociołkiem amortencji.
– Przeraziło mnie to, bo wyobraziłem sobie… pewną gwałtowną blondynkę z dostępem do tego eliksiru – wyjaśnił, nie rzucił jednak nazwiska na głos. Niby nie wyglądało na to, aby ktokolwiek zwracał na nich uwagę, ale wolał nie obmawiać kogoś z rodziny Averych w zatłoczonej restauracji, po której wciąż przemieszczali się ludzie. – Jeśli dobrze pamiętam, zaczęło się dzień przed Walentynkami, ale w Walentynki osiągnęło apogeum. W tamtym roku święto zakochanych było szczególnie szalone.
Ostatecznie zazwyczaj po prostu oznaczało kilka złamanych serc, dwie albo trzy nowe pary, których powstania nikt nie oczekiwał oraz walkę o stoliki w herbaciarni i w Trzech Miotłach w Hogsmeade. I parę zaskoczeń, gdy okazywało się, że dużo osób wpadało na to, że wieża astronomiczna to świetne miejsce do spotkań. Chris poszedł na parę walentynkowych randek – na piątym, szóstym i siódmym roku, bo byłoby wręcz wtedy już wstydem spędzać ten dzień samemu – chociaż po prawdzie po latach pamiętał tylko tę ostatnią i tylko dlatego, że spotykał się z tamtą dziewczyną przez ładnych kilka miesięcy, zanim opuścił Hogwart.
– Zastanawiam się, w jaką klientelę będzie celował… ale zakładam, że raczej w tych ze średnią sakiewką, skoro w ramach promocji wydaje menu degustacyjne za darmo – powiedział dość cicho, gdy Victoria już wzięła kawałek zapiekanki, rozprawiając się z resztą. Porcje nie były wielkie, więc poszło to sprawnie. – Nie wiem jeszcze, jak smakują, ale wyglądają doskonale – przyznał jeszcze, dostrzegając, że kelner ku nim zmierza: zwłaszcza trifle z wielką górą bitej śmietany na warstwach wydawało się bardzo eleganckie. Tarta jednak zapachniała naprawdę bosko, gdy już ją przed nim postawiono.