14.06.2026, 15:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 15:15 przez Mona Rowle.)
Mona wypatrywała ciemnej sylwetki wuja na tle szarzejącego nieba, gdy nagle powietrze nad jej głową rozdarł cienki, przerażony skrzek.
— Vergilu? — podniosła wzrok i poznała smoczognika niewiele większego od dużego psa, który krążył nad nią w nerwowych pętlach, jego długi ogon ciągnął za sobą ślad iskier. Gadzie paciorki świeciły jasnym żarem. Splunął w niebo językiem ognia, rozbłysnął pomarańczową łuną na tle fioletowego zmierzchu, a potem z impetem przeleciał w dół w stronę jeziora, zataczając koło i patrząc na nią wyczekująco. Smoczognik nie próbował walczyć, a oświetlić. Pokazać coś, co ukrywało się w ciemności jeziora.
Gdzie był w takim razie Seisyll Rowle? Serce kobiety zabiło gwałtownie jakby ktoś ścisnął je w lodowatej pięści. W związku z tym, zsunęła się szybko po ostatnim fragmencie ścieżki, potknęła, odzyskała równowagę, pobiegła dalej. Szata plątała jej się pod nogami. Nie miała różdżki w ręku, gdzie była różdżka? Dotarła do brzegu i zamarła. Na drewnianym molu nie było nikogo.
— Wuju! — krzyknęła Mona, jej głos pękł na pół oraz roztrzaskał się o skały. Lewa ręka wbiła się w kieszeń szaty — różdżka, musiała mieć różdżkę — nie, czekaj, chwyciła za kołnierz. Pociągnęła z całej siły. Szata zsunęła się z ramion po plecach, zostawiając ją w samej koszuli, spodniach i butach. Następne słowa połknęła już woda, kiedy kobieta wpadła do niej z całym impetem rozpędu. Temperatura chwyciła ją natychmiast, ścisnęła płuca, zdławiła krzyk, który nie zdążył opuścić ust.
Otworzyła oczy, kiedy mętna toń pożarła ostatnie promienie dnia. Między zielonkawymi smugami światła wirowały drobiny mułu poruszone jej skokiem. Rowle z całej siły odepchnęła się nogami i popłynęła przed siebie.
Syrena była blisko. Mona widziała wyraźnie blade ciało pod wodą, srebrzyste włosy falujące wokół głowy jak aureola topielnicy, dłonie o palcach zbyt długich zakończonech pazurami przezroczystymi jak szkło. I te oczy! Te czarne, puste oczy, które patrzyły na Seisylla z głodu.
Nie myśląc wiele, uniosła zdrową rękę i posłała zaklęcie, które przyszło jej do głowy jako pierwsze.
Przewaga: magia bezróżdżkowa
2k na trasmutację, a niech glony splatają się i tworzą celowe pętle, tj. w tym przypadku szyi syreny
3k na pływanie (???)
W płucach zaczynało brakować powietrza. Z dłoni wytrysnął podmuch słabszy niż powinien. Woda zmarszczyła się. Seisyll nie walczył. Dlaczego się nie poruszał?! Nie! Nie oddam cię, pomyślała. W końcu dosięgnęła materiału jego ubrania. Z całej siły wsunęła ramię pod jego bark i odepchnęła się nogami od dna, które ledwie wyczuwała stopami.
— Vergilu? — podniosła wzrok i poznała smoczognika niewiele większego od dużego psa, który krążył nad nią w nerwowych pętlach, jego długi ogon ciągnął za sobą ślad iskier. Gadzie paciorki świeciły jasnym żarem. Splunął w niebo językiem ognia, rozbłysnął pomarańczową łuną na tle fioletowego zmierzchu, a potem z impetem przeleciał w dół w stronę jeziora, zataczając koło i patrząc na nią wyczekująco. Smoczognik nie próbował walczyć, a oświetlić. Pokazać coś, co ukrywało się w ciemności jeziora.
Gdzie był w takim razie Seisyll Rowle? Serce kobiety zabiło gwałtownie jakby ktoś ścisnął je w lodowatej pięści. W związku z tym, zsunęła się szybko po ostatnim fragmencie ścieżki, potknęła, odzyskała równowagę, pobiegła dalej. Szata plątała jej się pod nogami. Nie miała różdżki w ręku, gdzie była różdżka? Dotarła do brzegu i zamarła. Na drewnianym molu nie było nikogo.
— Wuju! — krzyknęła Mona, jej głos pękł na pół oraz roztrzaskał się o skały. Lewa ręka wbiła się w kieszeń szaty — różdżka, musiała mieć różdżkę — nie, czekaj, chwyciła za kołnierz. Pociągnęła z całej siły. Szata zsunęła się z ramion po plecach, zostawiając ją w samej koszuli, spodniach i butach. Następne słowa połknęła już woda, kiedy kobieta wpadła do niej z całym impetem rozpędu. Temperatura chwyciła ją natychmiast, ścisnęła płuca, zdławiła krzyk, który nie zdążył opuścić ust.
Otworzyła oczy, kiedy mętna toń pożarła ostatnie promienie dnia. Między zielonkawymi smugami światła wirowały drobiny mułu poruszone jej skokiem. Rowle z całej siły odepchnęła się nogami i popłynęła przed siebie.
Syrena była blisko. Mona widziała wyraźnie blade ciało pod wodą, srebrzyste włosy falujące wokół głowy jak aureola topielnicy, dłonie o palcach zbyt długich zakończonech pazurami przezroczystymi jak szkło. I te oczy! Te czarne, puste oczy, które patrzyły na Seisylla z głodu.
Nie myśląc wiele, uniosła zdrową rękę i posłała zaklęcie, które przyszło jej do głowy jako pierwsze.
Przewaga: magia bezróżdżkowa
2k na trasmutację, a niech glony splatają się i tworzą celowe pętle, tj. w tym przypadku szyi syreny
Rzut N 1d100 - 5
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 43
Słaby sukces...
Słaby sukces...
3k na pływanie (???)
Rzut Z 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
W płucach zaczynało brakować powietrza. Z dłoni wytrysnął podmuch słabszy niż powinien. Woda zmarszczyła się. Seisyll nie walczył. Dlaczego się nie poruszał?! Nie! Nie oddam cię, pomyślała. W końcu dosięgnęła materiału jego ubrania. Z całej siły wsunęła ramię pod jego bark i odepchnęła się nogami od dna, które ledwie wyczuwała stopami.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception