13.06.2026, 23:58 ✶
Gorąca woda otoczyła ich ciała w miękkim oraz kojącym uścisku. Zapach soli kwiatowych unosił się gęstą mgłą. Mona usiadła naprzeciwko niego, zanurzając się powoli aż po ramiona. Falujące ogniste loki przylgnęły do szyi, mokre już na brzegach. Krople spłynęły po jej przedramieniu, gdy uniosła dłoń i przeczesała palcami jego ciemne włosy, odgarniając mokre kosmyki z czoła.
— To niesprawiedliwe. Nie wiem, co to znaczy. Parę dni temu też mi coś cytowałeś… Jakiś wiersz? Skąd… skąd mam wiedzieć… — zamilkła. Sama zgubiła wątek, który próbowała uchwycić. Wszystkie zmysły zaczęły ją zawodzić. Zapach jego skóry mieszał się z aromatem kwiatów. Wzrok nieustannie wracał do linii szyi. Słyszała oddech tak blisko siebie, że czuła go na własnej skórze.
Pochyliła się i musnęła ustami obojczyk. Jej usta podążyły tym razem za dotykiem. Pocałunki spadły ponownie na żuchwę, potem na jego klatkę piersiową. Każdy był nasycony bezsłownym uwielbieniem. Przesunęła się bliżej do miejsca, w którym szyja łączyła się z ramieniem. Językiem odnalazła tam tętno i przywarła do mężczyzny.
— Tyle lat cię kochałam. Bez nadziei, że kiedykolwiek będziesz mój. Chcę cię zadowolić — oddech Mony wymieszał się z westchnieniem, a kiedy się oderwała, jej usta znalazły jego wargi. Słowa wypłynęły stłumione prosto między ich złączone usta. Smakowała resztkami bezalkoholowego cabernetu. Z kolei gorąc rozlewający się po ciele nie miał już nic wspólnego z temperaturą wody, było silniejsze — słodkie i oszałamiające. Nie potrafiła już nawet rozdzielić szczęścia od tęsknoty, ulgi od pragnienia.
— To niesprawiedliwe. Nie wiem, co to znaczy. Parę dni temu też mi coś cytowałeś… Jakiś wiersz? Skąd… skąd mam wiedzieć… — zamilkła. Sama zgubiła wątek, który próbowała uchwycić. Wszystkie zmysły zaczęły ją zawodzić. Zapach jego skóry mieszał się z aromatem kwiatów. Wzrok nieustannie wracał do linii szyi. Słyszała oddech tak blisko siebie, że czuła go na własnej skórze.
Pochyliła się i musnęła ustami obojczyk. Jej usta podążyły tym razem za dotykiem. Pocałunki spadły ponownie na żuchwę, potem na jego klatkę piersiową. Każdy był nasycony bezsłownym uwielbieniem. Przesunęła się bliżej do miejsca, w którym szyja łączyła się z ramieniem. Językiem odnalazła tam tętno i przywarła do mężczyzny.
— Tyle lat cię kochałam. Bez nadziei, że kiedykolwiek będziesz mój. Chcę cię zadowolić — oddech Mony wymieszał się z westchnieniem, a kiedy się oderwała, jej usta znalazły jego wargi. Słowa wypłynęły stłumione prosto między ich złączone usta. Smakowała resztkami bezalkoholowego cabernetu. Z kolei gorąc rozlewający się po ciele nie miał już nic wspólnego z temperaturą wody, było silniejsze — słodkie i oszałamiające. Nie potrafiła już nawet rozdzielić szczęścia od tęsknoty, ulgi od pragnienia.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception