13.06.2026, 22:05 ✶
Słowa, całkowicie nie na miejscu łagodne i zachęcające, pojawiły się nie wiadomo skąd, jakby zawsze je znał. Kołysząca melodia niemal uśpiła jego czujność.
Niemal, bo kątem oka dostrzegł…
Ruch na granicy pola widzenia.
Łańcuch?
Śpiew zamarł Hannibalowi na ustach, zanim jednak chłopak zdążył jakkolwiek zareagować, został zmieciony zaskakująco silnym uderzeniem.Jego krzyk zakończył się głuchym jękiem, kiedy zderzenie z powierzchnią ołtarza wybiło mu powietrze z płuc.
Był teraz zdecydowanie bliżej potwornych śpiewaczek, niż kiedykolwiek by tego chciał. Rybi zapach zaatakował go z całą mocą.
O nie, o nie, o nie, wkurzyliśmy ją i jest tuż obok mnie!
Cudownym zrządzeniem losu (a może własnej odruchowej koordynacji) wciąż miał w dłoniach zarówno kija bejsbolowy, jak i różdżkę. Trudno jednak było się gramolić z pleców z pełnymi rękami, więc zdecydował się upuścić pierwszy z przedmiotów na podłogę.
- Nnghh! - z jękiem - tyleż bólu, co paniki - przetoczył się na bok i na kolana. Zerwał się do biegu, chcąc uciec jak najdalej od atakującego stwora, nie zważając już na kałuże, przeskakując nad mackami i zaczarowanym łańcuchem.
I wtedy dostrzegł ciało.
- Ceo! - krzyknął ochryple. Skręcił wpół kroku i przypadł do powalonej czarownicy. Nie wyglądała dobrze, ale na widok jej otwartych oczu i zdecydowanie wciąż unoszonej oddechem klatki piersiowej, kolana ugięły się pod nim z ulgi. Skoro też oberwała, to inni…
Z różdżką w gotowości rozejrzał się wokół. Trelawney był na swoim miejscu, ale nigdzie nie widział Hestii.
- Hestia?! - zawołał, nawet nie próbując ukryć paniki w głosie.
Zwrócił się z powrotem ku rannej.
- Co ci jest, możesz wstać? Musimy spieprzać zanim nas dosięgnie… - wciąż byli niebezpiecznie blisko podrygującego cielska. Hannibal spróbował dźwignąć Ceo, by wyciągnąć ją w stronę wyjścia z pieczary, ale zanim to się stało, na sekundę zamarł, wpatrując się w tę wynaturzoną plątaninę macek i ogonów, a także, wbrew sobie, w pozostałości zaklętych w abominację kobiet.
- Ja pierdolę, ona tańczy… - sapnął w osłupieniu.
Kiedy jedna z macek plasnęła niepokojąco blisko, a rozchlapane przez nią krople wody uderzyły go w twarz, drgnął i wzmocnił chwyt na ciele Burke. Musieli za wszelką cenę znaleźć się poza zasięgiem.
Czemu nie widział Hestii, gdzie była Hestia?
Niemal, bo kątem oka dostrzegł…
Ruch na granicy pola widzenia.
Łańcuch?
Śpiew zamarł Hannibalowi na ustach, zanim jednak chłopak zdążył jakkolwiek zareagować, został zmieciony zaskakująco silnym uderzeniem.Jego krzyk zakończył się głuchym jękiem, kiedy zderzenie z powierzchnią ołtarza wybiło mu powietrze z płuc.
Był teraz zdecydowanie bliżej potwornych śpiewaczek, niż kiedykolwiek by tego chciał. Rybi zapach zaatakował go z całą mocą.
O nie, o nie, o nie, wkurzyliśmy ją i jest tuż obok mnie!
Cudownym zrządzeniem losu (a może własnej odruchowej koordynacji) wciąż miał w dłoniach zarówno kija bejsbolowy, jak i różdżkę. Trudno jednak było się gramolić z pleców z pełnymi rękami, więc zdecydował się upuścić pierwszy z przedmiotów na podłogę.
- Nnghh! - z jękiem - tyleż bólu, co paniki - przetoczył się na bok i na kolana. Zerwał się do biegu, chcąc uciec jak najdalej od atakującego stwora, nie zważając już na kałuże, przeskakując nad mackami i zaczarowanym łańcuchem.
I wtedy dostrzegł ciało.
- Ceo! - krzyknął ochryple. Skręcił wpół kroku i przypadł do powalonej czarownicy. Nie wyglądała dobrze, ale na widok jej otwartych oczu i zdecydowanie wciąż unoszonej oddechem klatki piersiowej, kolana ugięły się pod nim z ulgi. Skoro też oberwała, to inni…
Z różdżką w gotowości rozejrzał się wokół. Trelawney był na swoim miejscu, ale nigdzie nie widział Hestii.
- Hestia?! - zawołał, nawet nie próbując ukryć paniki w głosie.
Zwrócił się z powrotem ku rannej.
- Co ci jest, możesz wstać? Musimy spieprzać zanim nas dosięgnie… - wciąż byli niebezpiecznie blisko podrygującego cielska. Hannibal spróbował dźwignąć Ceo, by wyciągnąć ją w stronę wyjścia z pieczary, ale zanim to się stało, na sekundę zamarł, wpatrując się w tę wynaturzoną plątaninę macek i ogonów, a także, wbrew sobie, w pozostałości zaklętych w abominację kobiet.
- Ja pierdolę, ona tańczy… - sapnął w osłupieniu.
Kiedy jedna z macek plasnęła niepokojąco blisko, a rozchlapane przez nią krople wody uderzyły go w twarz, drgnął i wzmocnił chwyt na ciele Burke. Musieli za wszelką cenę znaleźć się poza zasięgiem.
Czemu nie widział Hestii, gdzie była Hestia?
Aktywność fizyczna - wynoszę/wyprowadzam/wyciągam Ceolsige za nogę z pola rażenia
Rzut PO 1d100 - 28
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Aktywność fizyczna - gdyby się nie udało, próbuję do skutku!
Rzut PO 1d100 - 5
Akcja nieudana
Akcja nieudana