13.06.2026, 16:11 ✶
Kiedy miało się za sobą tak wiele lat spędzonych w Biurze Aurorów, odstająca od wcześniejszej mimika od razu rzucała się w oczy, nawet kiedy się tego nie chciało. No bo nie przyszedł tutaj przecież pracować i mierzyć innych spojrzeniem Pana Alastora Moody'ego, tylko spędzić czas z siostrą – jaka szkoda, że Pan Alastor i Alek byli jednym bytem i to nierozłącznym! Dostrzegł jej nerwowość, nie zareagował jednak w sposób, który mógłby zasugerować, że wymaga od niej konkretnej reakcji lub wyjaśnienia nagłej zmiany swojego zachowania. Alastor wychodził w końcu z założenia, że nie musiał wiedzieć wszystkiego. Miała prawo do tajemnic i niedopowiedzeń, póki nie zamierzała zrobić czegoś, co drastycznie zmieni jej życie lub ich relację. Sam, mimo szczerych chęci zmiany tego stanu rzeczy, o coraz intensywniejszej i trwałej relacji z Eden jej nie powiedział – musiał więc pogodzić się z tym, że jakaś część ich żyć nie musi wybuchać i zmuszać ich do wylewności za każdym razem, kiedy łapali się za ręce.
Miło patrzyło się na nią, kiedy żyła poza tym wszystkim. Kiedy była wolna. Wreszcie wolna – po tym co ją spotkało w tej Kniei i odebrało tak wiele radości – może nie wydawała się w pełni żywa i szczęśliwa, ale starała się. Rzeczywistości nie dało się trwale zmienić czymś innym niż chęciami i regularnością. Więc staranie się nie było dla niego udawaniem. Było pierwszym krokiem ku promieniom słońca mającym otulić zmęczoną twarz. Szkoda tylko, że przy nawijaniu jak katarynka gubili wiele wątków – urywał je, kiedy Millie zmieniała temat, bo zwyczajnie nie był w stanie za tym nadążyć.
– Mogę się rozejrzeć, chociaż po prawdzie… wierzę osądowi ludzi, z którymi się trzymamy – powiedział, napinając się w charakterystyczny sposób. Ten, który sugerował mentalny powrót w objęcia pracy. Wracała głęboka czujność, wraz z nią zmieniał się sposób, w jaki patrzył na otoczenie. No bo oczywiście, że temu osądowi ufał, ale ludzie pozostawali tylko ludźmi. Jemu też zdarzało się mylić. – A to co trzymam to co? – Pytanie rzucił wciąż zaciskając palce na okładce, żeby się nie wyrwała z tego uścisku i nie pognała pod sufit, bo znając jego szczęście chwilę po tym jebnie kogoś w głowę. Przyjrzał się grzbietowi, czy nie było tam skrzydeł, które mógłby oberwać, albo runy… Nic. Więc teoretycznie jego zaklęcie powinno zadziałać i nie czuł wcale, aby się ten przedmiot wyrywał. – I wiesz co? Właściwie, to byłoby mi miło, gdybym dostał jakieś odbitki z tych urodzin, żeby sobie powiesić w nowym mieszkaniu. Wiesz, takie żeby się wszyscy uśmiechali i żeby… żeby Cain był. – Zacisnął na moment usta.
Przez cały ten czas szedł z różdżką uniesioną w górze, uważnie badając to, co miał przed sobą w poszukiwaniu dziwactw wszelakich.
– Wyglądają jak co?
@Millie Moody
Miło patrzyło się na nią, kiedy żyła poza tym wszystkim. Kiedy była wolna. Wreszcie wolna – po tym co ją spotkało w tej Kniei i odebrało tak wiele radości – może nie wydawała się w pełni żywa i szczęśliwa, ale starała się. Rzeczywistości nie dało się trwale zmienić czymś innym niż chęciami i regularnością. Więc staranie się nie było dla niego udawaniem. Było pierwszym krokiem ku promieniom słońca mającym otulić zmęczoną twarz. Szkoda tylko, że przy nawijaniu jak katarynka gubili wiele wątków – urywał je, kiedy Millie zmieniała temat, bo zwyczajnie nie był w stanie za tym nadążyć.
– Mogę się rozejrzeć, chociaż po prawdzie… wierzę osądowi ludzi, z którymi się trzymamy – powiedział, napinając się w charakterystyczny sposób. Ten, który sugerował mentalny powrót w objęcia pracy. Wracała głęboka czujność, wraz z nią zmieniał się sposób, w jaki patrzył na otoczenie. No bo oczywiście, że temu osądowi ufał, ale ludzie pozostawali tylko ludźmi. Jemu też zdarzało się mylić. – A to co trzymam to co? – Pytanie rzucił wciąż zaciskając palce na okładce, żeby się nie wyrwała z tego uścisku i nie pognała pod sufit, bo znając jego szczęście chwilę po tym jebnie kogoś w głowę. Przyjrzał się grzbietowi, czy nie było tam skrzydeł, które mógłby oberwać, albo runy… Nic. Więc teoretycznie jego zaklęcie powinno zadziałać i nie czuł wcale, aby się ten przedmiot wyrywał. – I wiesz co? Właściwie, to byłoby mi miło, gdybym dostał jakieś odbitki z tych urodzin, żeby sobie powiesić w nowym mieszkaniu. Wiesz, takie żeby się wszyscy uśmiechali i żeby… żeby Cain był. – Zacisnął na moment usta.
Przez cały ten czas szedł z różdżką uniesioną w górze, uważnie badając to, co miał przed sobą w poszukiwaniu dziwactw wszelakich.
– Wyglądają jak co?
@Millie Moody
fear is the mind-killer.