Bycie na tym samym poziomie, podczas prowadzenia z kimś rozmowy – to wydawało się Atreusowi niemal nienaturalne. W momencie kiedy innych uczono otwierać szerzej oczy i przypatrywać się z uwagą światu, który znajdował się dookoła, on musiał do tego dołożyć naukę, żeby to jedno konkretne oko zamykać. To dopiero była sztuka. Widzenie aur innych ludzi to było jedno, ale dostrzeganie ich w momencie wyliczonym i w pełni świadomym, to było ci innego. Nawet teraz, kiedy był już dorosłym człowiekiem, to w momencie kiedy dookoła działy się niewygodne dla niego sytuacje, coś czasem wpadało w poślizg, jakby omsknąwszy się nieporęcznie i próbowało dostrzec wszystko w znajomych barwach.
Atreus uśmiechnął się na jej kolejne słowa, ale zrobił to sztywno i w wyraźnie wymuszony sposób, jakby będąc w pełni świadomym że jeśli nie to, to zaraz jej tutaj napyskuje i tyle będzie z całej rozmowy. Mógłby odpowiedzieć, że ona też mu łaski nie robiła, no aż go skręcało w środku, ale zamiast tego pojawiło się pytanie o dalszą rozmowę. Całe szczęście się zgodziła, bo by poszedł jeszcze coś rozjebać, a w pracy przecież nie wypadało.
— No więc myślałem sobie po Spalonej Nocy, po tym całym bałaganie i w ogóle… — zaczął, kiedy drzwi do pomieszczenia zamknęły się już za nimi. — I wpadłem na taki pomysł, żeby powstała w Biurze Aurorów grupa zadaniowa. Nasza praca polega na łapaniu czarnoksiężników, ale prawda jest taka że nie każdy z nich jest śmierciożercą, a ci… kurwa, ci nabruździli nam chyba trochę ósmego września. Ja, ty, Brenna, Hestia Bletchley. Rozmawiałem z Robertem Crouchem i on będzie się wszystkim zajmował od strony czysto prawnej, rozpraw, no i dokumentacji. A i jeszcze ktoś z antropologów. Myślałem też o jakimś sprawdzonym Niewymownym, ale to później i tylko na konsultacje. Moody dała zielone światło, więc co ty na to?