— I czego on tam na tym boisku niby szuka, co? — zapytała ignorancko, ale chyba tylko po to żeby Woodrow mógł unieść jakąś kibicowską dumą i jej zaraz wszyściutko opowiedzieć. Bo wbrew pozorom Asena całkiem lubiła jak Tarp gadał, bo on zamiast to robić tak od niechcenia i po prostu to snuł opowieści, a to już była sztuka.
— No w sumie to nie za wiele, bo się złapaliśmy pod takim jednym budynkiem na Pokątnej. Cały płonął i jakiś idiota tam wbiegł, a mnie coś tknęło, żeby tam za nim. No mówiłam ci. No ale zanim ja tam wbiegłam to mnie ten Nott złapał jak sie zagapiłam i potem próbował mi wyperswadować wbieganie, a ty wiesz jak na mnie działa takie coś. Ale jak już stamtąd się wydostałam to jego już nie było. Nie wiem może uciekł, albo ki diabeł… — wzruszyła ramionami i na moment rzuciła okiem w kierunku rozwrzeszczanego stolika i Lukasa. Właśnie, chyba się w tym wszystkim nie dowiedziała o co mu chodziło. Nie wyglądał na człowieka bojaźliwego, ale kto wie… A może jakaś krzywda mu się stała w międzyczasie. To też przecież była opcja.
— Po pierwsze, to ja się z nim wcale tak nie lubię. Po drugie, a po co tobie na te mecze chodzić, co? Jak chcesz chłopaków z miotłami między nogami pooglądać to sobie popatrz na tych od Synów Harpii. W ogóle, jak ci zależy tylko na nim, to powinieneś nieco lepiej uszy czyścić, bo ja to na przykład słyszałam, że on to se czasem dla nich śmiga. Ha, wiedziałeś? Robi show na wyścigach, bo Herczegowi za to lepsza kasa wlatuje.
Blood is rare and sweet as cherry wine