08.06.2026, 23:18 ✶
Spotkanie z matką Heather nie powinno go przerażać. W końcu znał kobietę od lat; już od czasów szkolnych spędzał wraz z Charliem u Woodów sporo czasu. A jednak w obliczu stosunkowo niedawnych zaręczyn i tych wszystkich artykułów, które na przełomie wiosny i lata pojawiły się w prasie… Cóż, zastanawiało go nieco, co kobieta myślała na jego temat. Nie był tylko pewien, czy chciał konfrontować tę ciekawość w rzeczywistości. Miał za to ze sobą świetną tarczę w formie prezentu.
— M-m-mogłem przynieść jeszcze j-jakieś k-k-kwiaty — wystękał chłopak, wspinając się niezgrabnie po schodach prowadzących do segmentu mieszkalnego nad sklepem sportowym Woodów. — A-albo, no nie wiem… C-cokolwiek oprócz eliksirów?
Przycisnął mocniej do piersi skrzyneczkę, w której znajdowało się 12 pojedynczych porcji mikstur regenerujących. Cameron eksperymentował ostatnimi czasy z różnymi smakami, toteż przyniósł ze sobą sześć wariantów: jabłkowy, winogronowy, wiśniowy, pomarańczowy, gruszkowy i bananowy. Osobiście uważał, że ten ostatni był najgorszy. Wtedy eliksir faktycznie smakował jak lekarstwo.
— M-myślisz, że będą smakować twoim rodzicom? — zapytał z troską. — Ch-chciałem, żeby to było coś takiego… No wiesz. Od nas.
Biorąc pod uwagę, że Elizabeth Wood dalej aktywnie grała na boisku, to zestaw magicznych napitków powinien się jej przydać. Albo jej mężowi, jeśli będzie wyjątkowo zarobiony. Miał nadzieję, że faktycznie uda im się je wypróbować w najbliższej przyszłości. Był wyjątkowo zadowolony z tych mieszanek, głównie przez to, że przygotował je w zaciszu ich własnego mieszkania. Wprawdzie lokum miało swoje mankamenty, ale miało jedną i to niezaprzeczalną zaletę: rozmiar.
W swoim pokoju u rodziców Lupin miał ten komfort, że nie ruszając się z miejsca, mógł podlać praktycznie każdą roślinę w pomieszczeniu, ale w OIOMie roślinki miały dużo więcej miejsca dla siebie. A sam Cameron miał więcej miejsca na szlifowanie swoich zdolności alchemicznych. I efekty były… zadowalające. Gdyby tylko udało mu się przyoszczędzić trochę kasy na sprowadzenie do pracowni stołu alchemicznego z prawdziwego zdarzenia…
— Dzień dobry! — zawołał dużo ciszej niż Heather, ściskając mocniej jej rękę, rozglądając się bacznie na boki. Zawsze dobrze czuł się u Woodów, toteż nie stresował się zbytnio w tej przestrzeni. — Myślisz, że wyszłaby n-n-niedługo po tym, j-jak cię z-zaprosiła?
Wzrok Camerona mimowolnie powędrował w stronę pokoju dziewczyny.
— D-dużo rzeczy tu zostawiłaś? — spytał z ciekawością, wykręcając szyję, jakby przez lekko uchylone drzwi mógł prześwietlić całe wnętrze.
— M-m-mogłem przynieść jeszcze j-jakieś k-k-kwiaty — wystękał chłopak, wspinając się niezgrabnie po schodach prowadzących do segmentu mieszkalnego nad sklepem sportowym Woodów. — A-albo, no nie wiem… C-cokolwiek oprócz eliksirów?
Przycisnął mocniej do piersi skrzyneczkę, w której znajdowało się 12 pojedynczych porcji mikstur regenerujących. Cameron eksperymentował ostatnimi czasy z różnymi smakami, toteż przyniósł ze sobą sześć wariantów: jabłkowy, winogronowy, wiśniowy, pomarańczowy, gruszkowy i bananowy. Osobiście uważał, że ten ostatni był najgorszy. Wtedy eliksir faktycznie smakował jak lekarstwo.
— M-myślisz, że będą smakować twoim rodzicom? — zapytał z troską. — Ch-chciałem, żeby to było coś takiego… No wiesz. Od nas.
Biorąc pod uwagę, że Elizabeth Wood dalej aktywnie grała na boisku, to zestaw magicznych napitków powinien się jej przydać. Albo jej mężowi, jeśli będzie wyjątkowo zarobiony. Miał nadzieję, że faktycznie uda im się je wypróbować w najbliższej przyszłości. Był wyjątkowo zadowolony z tych mieszanek, głównie przez to, że przygotował je w zaciszu ich własnego mieszkania. Wprawdzie lokum miało swoje mankamenty, ale miało jedną i to niezaprzeczalną zaletę: rozmiar.
W swoim pokoju u rodziców Lupin miał ten komfort, że nie ruszając się z miejsca, mógł podlać praktycznie każdą roślinę w pomieszczeniu, ale w OIOMie roślinki miały dużo więcej miejsca dla siebie. A sam Cameron miał więcej miejsca na szlifowanie swoich zdolności alchemicznych. I efekty były… zadowalające. Gdyby tylko udało mu się przyoszczędzić trochę kasy na sprowadzenie do pracowni stołu alchemicznego z prawdziwego zdarzenia…
— Dzień dobry! — zawołał dużo ciszej niż Heather, ściskając mocniej jej rękę, rozglądając się bacznie na boki. Zawsze dobrze czuł się u Woodów, toteż nie stresował się zbytnio w tej przestrzeni. — Myślisz, że wyszłaby n-n-niedługo po tym, j-jak cię z-zaprosiła?
Wzrok Camerona mimowolnie powędrował w stronę pokoju dziewczyny.
— D-dużo rzeczy tu zostawiłaś? — spytał z ciekawością, wykręcając szyję, jakby przez lekko uchylone drzwi mógł prześwietlić całe wnętrze.