08.06.2026, 20:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2026, 16:45 przez Erik Longbottom.)
— Ta, do niedawna utrzymywanie pozorów było po prostu czymś, co wypadało robić. Teraz zasady się zmieniają — mruknął, wypuszczając głośno powietrze przez usta.
Czy aby na pewno to jemu przyjdzie rozbić szybkę, żeby ratować pozycję rodziny? Z jednej strony w duchu liczył, że wszystko rozejdzie się po kościach i status quo zostanie zachowany z minimalną skazą na reputacji rodu, ale z drugiej… Okoliczności mogą ich popchnąć ku naprawdę nieprzewidzianym decyzjom. I zawrotnym tempie, w jakim trzeba będzie je wykonać. Kto wie, czy będzie jedynym, który rzuci się do młotka? Może uprzedzi go dziadek i matka? Albo ojciec? A może to Brennie przyjdzie stłuc szkło? Erik westchnął cicho.
— Miejmy nadzieję, że nie skończy się to dla nas czymś wyjątkowo drastycznym.
Raczej nie powstrzymają machiny związanej z szukaniem dla nich odpowiednich partnerów, ale może chociaż będą mieli w tym wszystkim coś do powiedzenia. Bądź co bądź, nie sprowadzili tych wszystkich problemów na siebie umyślnie. Owszem, działali w Zakonie, ale kto wpadłby na pomysł, że atak przyjdzie z aż tak mało oczekiwanej strony? Już bym się prędzej spodziewał noża w brzuch i zaklęcia w głowę, skomentował bezgłośnie.
— To może być ślepy trop, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi — stwierdził na wzmiankę o testach zwierzęcych fal w wykonaniu Brenny i Heather. — Kto wie, może dzięki temu, kiedyś nazwą to ”metodą Longbottom”. Całkiem niezły sposób, żeby zapewnić ci nieśmiertelność na kartach historii.
Lepiej tak, niż broniąc do upadłego Ministerstwa Magii razem z Moodym, pomyślał przelotnie, przypominając sobie te przeklęte wizje z jednej z poprzednich misji Zakonu Feniksa. Pokręcił gwałtownie głową, odsuwając od siebie te wspomnienie. Kryzys związany z tą konkretną wyspą mieli już na szczęście ze sobą: nie było sensu nadmiernie się na nim skupiać… Bez względu na to, jak realistyczny nie był to scenariusz. Przytulił mocno siostrę. ”Będę tutaj”. Gdyby nie obecna sytuacja, brzmiałoby to prawie jak rzucone na odczepne, ale teraz… Te słowa wiele za sobą ciągnęły, toteż Erik tym bardziej doceniał, że Brenna była gotowa być blisko niego.
— Możemy zaczynać, jeśli jesteś gotowa — oznajmił Erik, poprawiając się na siedzeniu. — Powinienem zrobić coś konkretnego? Jakoś się… nastroić? Jak ty to robisz?
Nie miał pojęcia, od czego konkretnie Brenna będzie chciała zacząć. Chodziło o jakieś techniki relaksacyjne pokroju świadomego oddychania, aby wprowadzić umysł w odpowiedni stan rozluźnienia? A może Brenna zamierzała bombardować go komunikatami parapsychicznymi, dopóki jego umysł nie przyzwyczai się do tego, jak rozbrzmiewają w jego głowie? A może będzie musiał się po prostu bardzo mocno skupić, patrząc na czoło jej czoło i próbując przekazać jej jakąś wiadomość?
Na szczęście Longbottom nie musiał długo zastanawiać się nad szczegółami pierwszego etapu właściwego szkolenia; zanim w ruch weszły brennowe fale, dziewczyna wytłumaczyła mu wszystko jeszcze raz krok po kroku. Bądź co bądź, raczej żadne z nich nie chciało, aby wspólne ćwiczenia poszły do kosza tylko dlatego, że Erik ominął pierwszy - możliwe najistotniejszy - krok, czyż nie? Kiedy mężczyzna już załapał, co powinien zrobić w pierwszej kolejności, rodzeństwo przeszło do właściwego szkolenia.
Czy aby na pewno to jemu przyjdzie rozbić szybkę, żeby ratować pozycję rodziny? Z jednej strony w duchu liczył, że wszystko rozejdzie się po kościach i status quo zostanie zachowany z minimalną skazą na reputacji rodu, ale z drugiej… Okoliczności mogą ich popchnąć ku naprawdę nieprzewidzianym decyzjom. I zawrotnym tempie, w jakim trzeba będzie je wykonać. Kto wie, czy będzie jedynym, który rzuci się do młotka? Może uprzedzi go dziadek i matka? Albo ojciec? A może to Brennie przyjdzie stłuc szkło? Erik westchnął cicho.
— Miejmy nadzieję, że nie skończy się to dla nas czymś wyjątkowo drastycznym.
Raczej nie powstrzymają machiny związanej z szukaniem dla nich odpowiednich partnerów, ale może chociaż będą mieli w tym wszystkim coś do powiedzenia. Bądź co bądź, nie sprowadzili tych wszystkich problemów na siebie umyślnie. Owszem, działali w Zakonie, ale kto wpadłby na pomysł, że atak przyjdzie z aż tak mało oczekiwanej strony? Już bym się prędzej spodziewał noża w brzuch i zaklęcia w głowę, skomentował bezgłośnie.
— To może być ślepy trop, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi — stwierdził na wzmiankę o testach zwierzęcych fal w wykonaniu Brenny i Heather. — Kto wie, może dzięki temu, kiedyś nazwą to ”metodą Longbottom”. Całkiem niezły sposób, żeby zapewnić ci nieśmiertelność na kartach historii.
Lepiej tak, niż broniąc do upadłego Ministerstwa Magii razem z Moodym, pomyślał przelotnie, przypominając sobie te przeklęte wizje z jednej z poprzednich misji Zakonu Feniksa. Pokręcił gwałtownie głową, odsuwając od siebie te wspomnienie. Kryzys związany z tą konkretną wyspą mieli już na szczęście ze sobą: nie było sensu nadmiernie się na nim skupiać… Bez względu na to, jak realistyczny nie był to scenariusz. Przytulił mocno siostrę. ”Będę tutaj”. Gdyby nie obecna sytuacja, brzmiałoby to prawie jak rzucone na odczepne, ale teraz… Te słowa wiele za sobą ciągnęły, toteż Erik tym bardziej doceniał, że Brenna była gotowa być blisko niego.
— Możemy zaczynać, jeśli jesteś gotowa — oznajmił Erik, poprawiając się na siedzeniu. — Powinienem zrobić coś konkretnego? Jakoś się… nastroić? Jak ty to robisz?
Nie miał pojęcia, od czego konkretnie Brenna będzie chciała zacząć. Chodziło o jakieś techniki relaksacyjne pokroju świadomego oddychania, aby wprowadzić umysł w odpowiedni stan rozluźnienia? A może Brenna zamierzała bombardować go komunikatami parapsychicznymi, dopóki jego umysł nie przyzwyczai się do tego, jak rozbrzmiewają w jego głowie? A może będzie musiał się po prostu bardzo mocno skupić, patrząc na czoło jej czoło i próbując przekazać jej jakąś wiadomość?
Na szczęście Longbottom nie musiał długo zastanawiać się nad szczegółami pierwszego etapu właściwego szkolenia; zanim w ruch weszły brennowe fale, dziewczyna wytłumaczyła mu wszystko jeszcze raz krok po kroku. Bądź co bądź, raczej żadne z nich nie chciało, aby wspólne ćwiczenia poszły do kosza tylko dlatego, że Erik ominął pierwszy - możliwe najistotniejszy - krok, czyż nie? Kiedy mężczyzna już załapał, co powinien zrobić w pierwszej kolejności, rodzeństwo przeszło do właściwego szkolenia.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞