08.06.2026, 14:34 ✶
Woody nie mógłby potępić Aseny za wprowadzanie chaosu do jej własnego pokoju. Jej pokój to jej pokój. Mogła tam sobie robić, co jej się tylko podoba. Niech i bez okien śpi, jak ma życzenie. Sam był zresztą niemożliwym zbieraczem śmieci, które nie zawsze do wnętrz pasowały… taki już był charakter Rejwachu, że pozszywano go z wielu dziwnych elementów… ludzkich i nieożywionych.
Pan Tarpaulin nie rozpoznawał laseczek, z którymi spotkał się Zenon — a takie przynajmniej sprawiał wrażenie na zewnątrz. Nora była mu bowiem doskonale znana, lecz przy publice dla świętego spokoju wygodniej było sobie zbyt serdecznie w oczy nie spoglądać. Panienki numer dwa zupełnie nie poznawał, ale była niebrzydka. No ewidentnie dobrze się Kozioł z pannicami ustawił.
— No jak ci mówię, że kojarzę — wrócił zniecierpliwiony do Aseny. — To jest ten szukający, Senka. Słuchaj… — I miał coś powiedzieć, ale zaczęła pleść o tym, ile to z Lukasem Nottem po barach się nie szlaja. — Wiesz ty co…! — żachnął się stary. — Nie chcę nawet słyszeć, w jakich barach. — Odchylił się na krześle, unosząc ręce w obronnym geście, który miał mu oszczędzić jej dalszego paplania. Za wiele! Basta! Jeszcze usłyszałby nazwę, której usłyszeć nie chciał w tych przemiłych okolicznościach. — I co ty z nim na tej spalonej?
Naburmuszył się rzecz jasna na żarty, żeby podroczyć się z Greybackówną.
Tymczasem podeszła do nich kelnerka. Woody zamówienie część główną wziął se jednako do Aseny. Wymienił tylko trifle na tartę jabłkową, a nalewkę na piwko. Jak przystało na chłopa w wieku średnim, obsługującą ich dziewczynę obrzucił żenującym dowcipkowaniem — no pani to ma dzisiaj tyle roboty, usiądzie może sobie z nami na chwilę. Jakoś nie chciała, w odpowiedzi na co pan Tarpaulin jej okazał wiele zrozumienia. On również włożył rękę w tajemniczy kosz i wyciągnął sobie z niego słodycz. Podziękował ślicznie pani (a może ślicznej pani) — i już jak się odwrócił do Aseny, humor od razu miał lepszy.
— No to słuchaj. — Rozparł się na krześle wygodnie. — Tak się z Nottem lubicie, to ja czekam darmowych biletów na następny mecz. Potrzepoczesz rzęsami i na pewno staremu zorganizujesz, co? Może nawet lożę, ha?
!Słodycze Bertiego
Pan Tarpaulin nie rozpoznawał laseczek, z którymi spotkał się Zenon — a takie przynajmniej sprawiał wrażenie na zewnątrz. Nora była mu bowiem doskonale znana, lecz przy publice dla świętego spokoju wygodniej było sobie zbyt serdecznie w oczy nie spoglądać. Panienki numer dwa zupełnie nie poznawał, ale była niebrzydka. No ewidentnie dobrze się Kozioł z pannicami ustawił.
— No jak ci mówię, że kojarzę — wrócił zniecierpliwiony do Aseny. — To jest ten szukający, Senka. Słuchaj… — I miał coś powiedzieć, ale zaczęła pleść o tym, ile to z Lukasem Nottem po barach się nie szlaja. — Wiesz ty co…! — żachnął się stary. — Nie chcę nawet słyszeć, w jakich barach. — Odchylił się na krześle, unosząc ręce w obronnym geście, który miał mu oszczędzić jej dalszego paplania. Za wiele! Basta! Jeszcze usłyszałby nazwę, której usłyszeć nie chciał w tych przemiłych okolicznościach. — I co ty z nim na tej spalonej?
Naburmuszył się rzecz jasna na żarty, żeby podroczyć się z Greybackówną.
Tymczasem podeszła do nich kelnerka. Woody zamówienie część główną wziął se jednako do Aseny. Wymienił tylko trifle na tartę jabłkową, a nalewkę na piwko. Jak przystało na chłopa w wieku średnim, obsługującą ich dziewczynę obrzucił żenującym dowcipkowaniem — no pani to ma dzisiaj tyle roboty, usiądzie może sobie z nami na chwilę. Jakoś nie chciała, w odpowiedzi na co pan Tarpaulin jej okazał wiele zrozumienia. On również włożył rękę w tajemniczy kosz i wyciągnął sobie z niego słodycz. Podziękował ślicznie pani (a może ślicznej pani) — i już jak się odwrócił do Aseny, humor od razu miał lepszy.
— No to słuchaj. — Rozparł się na krześle wygodnie. — Tak się z Nottem lubicie, to ja czekam darmowych biletów na następny mecz. Potrzepoczesz rzęsami i na pewno staremu zorganizujesz, co? Może nawet lożę, ha?
!Słodycze Bertiego
piw0 to moje paliwo