Droga prowadząca na nowo do łaźni była wręcz banalnie łatwa, szczególnie kiedy człowiek zdawał się całkowicie wyrwać się z działania cytrynówki, która skończyła żałośnie rozbita na kafelkach, kiedy wcześniej zeszli po schodkach z Basilem. Szkoda tylko, że dotarcie pod drzwi nie wydawało się przesadnie pokrzepiające, bo te może nie stały otworem, ale okazały się całkiem łatwe do otwarcia. Banalnie wręcz. Rowle przyjrzał się mechanizmowi nie tyle okiem znawcy, bo się na mechanizmach zwyczajnie nie znał, ale chciał sprawdzić czy drzwi w ogóle dało się na powrót zamknąć – w końcu wcześniej musieli je wywarzyć, żeby wydostać się z solankowej groty.
Nie ważne jaki był wynik tych pobieżnych oględzin, zaraz uchylił je nieco i początkowo nasłuchiwał tylko. Odpowiedziało mu ciche plumkanie wody, co faktycznie można było uznać za ciekawe, szczególnie że jeszcze chwilę temu mieli tutaj chmury dławiącego gazu i szamoczące się monstrum. Otworzył drzwi szerzej i powoli, ostrożnie ruszył w dół. Schodek po schodku, krok za krokiem, chcąc rozeznać się w sytuacji panującej w grocie. Drzwi starał się zostawić za sobą nieco uchylone, w razie gdyby wciąż w powietrzu były nieprzyjemne opary, a kiedy schodził w dół starał się pochylać, tak by szybciej mógł rozejrzeć się po sali. Nie zszedł też na sam dół, zatrzymując się w momencie, kiedy miał ogląd na całe pomieszczenie (nawet jeśli miał na tych schodach do tego kucnąć).
Akcja nieudana
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast