06.06.2026, 22:36 ✶
Nie był pewien, czy w ogóle by się tak bardzo przejmował Bottem, gdyby nie to, że sława cukiernika wyprzedzała jego samego, a Lucienne kochała słodkości.
Zawsze dobrze było mieć z takim śmiertelnym dobre kontakty, szczególnie, że ten tu okaz zdawał się bardzo żywotny, a pieniądze i status oraz absolutny brak zaangażowania politycznego (hehe) czynił go całkiem pewnym koniem do obstawiania jeśli chodzi o długość nici, nim okrutna Atropos sięgnęłaby po swoje nożyce.
Bertie Bott jednak był opornym umysłem i Gabriel nie chciał wróżyć z fusów, czy wynikało to z siły charakteru czy z pewnej prostoty, z którą podchodził do życia, a przez to i pragmatyzmem, który chronił go przed magią zauroczeń.
Powiedzieć tyle, że efekt był zadowalający ale… nie satysfakcjonujący. Przebywający z transu artysta zdawał się mieć wspomniany trans tak lekki, że zaraz, za moment za jedną chwilę mógłby się zeń wybudzić. A to nie wróżyło… aż tak skutecznego sukcesu.
Cholera jasna
Nie przeklął jakoś za bardzo. Ostatecznie był kiedyś lekarzem i umiał zachować spokój i twarz w nawet najcięższych przypadkach.
Wahadełko z grawerowaną różą pozwalało skupić się i jemu, gdy manipulował delikatnie różdżką, chłodną mgłą dotykając wspomnień w poszukiwaniu TEGO NAJWAŻNIEJSZEGO. Mógłby zaimplementować coś więcej, ale nie było na to czasu, a trans… trans był tak obrzydliwie lekki.
Westchnął i w końcu po przyblokowaniu wspomnienia do którego doprowadził go umęczony blondyn, stopniowo wyprowadził go z transu, by opaść na krzesło stojące obok niego. To przez ten pokój. Wynajęte, ciasne pomieszczenie nie dawało poczucia bezpieczeństwa niezbędnego żeby ofiara znaczy ee pacjent odpowiednio głęboko przyjął leczenie.
Mimo wszystko uśmiechnął się do Botta i poklepał go po ramieniu.
– Ciężki przypadek, mocne są te cholerstwa strasznie, Wam się narobiło w tej Anglii nie ma co. Ale widzę, że masz mocnego ducha, którego takie chore zabawy nie złamią i chwała Ci za to Bott, bo Twoje wyroby niosą światło nadziei ze sobą. – zwłaszcza nadzieję Gabriela na zostanie jego stałym i bezpośrednim klientem. Przez moment zastanowił się czy równie optymistycznie smakuje jego krew, ale szybko odsunął od siebie tą myśl, bo w końcu był profesjonalistą.
– Wszystko powinno być dobrze zapieczętowanie, a niechciane słowa nie powinny się więcej przydarzać, ale.. będziemy musieli niestety powtórzyć sesję, zastosować taką dawkę przypominającą. Wiele czynników ma wpływ na jakość transu i podejrzewam, że nasza prowizorka może… cóż, działać po prostu prowizorycznie. A tu potrzeba rozwiązania na lata, ba! Na całe życie – uśmiechnął się zapewniająco i uspokajająco – To rutynowe działanie, abyś miał pewność mój drogi. Powiedz mi… jak się czujesz?
Oczywiście Gabriel mógł po prostu wyjść z wprawy, hipnotyzując w ostatnim czasie w celach rozrywkowych albo spożywczych, albo… obu. Pomaganie ludziom. Mogło mu wejść w nawyk, ale stare psy rzadko uczyły się nowych sztuczek. Chociaż patrząc na jego ostatnie tygodnie w Anglii, jemu szło wybornie.
Zawsze dobrze było mieć z takim śmiertelnym dobre kontakty, szczególnie, że ten tu okaz zdawał się bardzo żywotny, a pieniądze i status oraz absolutny brak zaangażowania politycznego (hehe) czynił go całkiem pewnym koniem do obstawiania jeśli chodzi o długość nici, nim okrutna Atropos sięgnęłaby po swoje nożyce.
Bertie Bott jednak był opornym umysłem i Gabriel nie chciał wróżyć z fusów, czy wynikało to z siły charakteru czy z pewnej prostoty, z którą podchodził do życia, a przez to i pragmatyzmem, który chronił go przed magią zauroczeń.
Powiedzieć tyle, że efekt był zadowalający ale… nie satysfakcjonujący. Przebywający z transu artysta zdawał się mieć wspomniany trans tak lekki, że zaraz, za moment za jedną chwilę mógłby się zeń wybudzić. A to nie wróżyło… aż tak skutecznego sukcesu.
Cholera jasna
Nie przeklął jakoś za bardzo. Ostatecznie był kiedyś lekarzem i umiał zachować spokój i twarz w nawet najcięższych przypadkach.
Wahadełko z grawerowaną różą pozwalało skupić się i jemu, gdy manipulował delikatnie różdżką, chłodną mgłą dotykając wspomnień w poszukiwaniu TEGO NAJWAŻNIEJSZEGO. Mógłby zaimplementować coś więcej, ale nie było na to czasu, a trans… trans był tak obrzydliwie lekki.
Westchnął i w końcu po przyblokowaniu wspomnienia do którego doprowadził go umęczony blondyn, stopniowo wyprowadził go z transu, by opaść na krzesło stojące obok niego. To przez ten pokój. Wynajęte, ciasne pomieszczenie nie dawało poczucia bezpieczeństwa niezbędnego żeby ofiara znaczy ee pacjent odpowiednio głęboko przyjął leczenie.
Mimo wszystko uśmiechnął się do Botta i poklepał go po ramieniu.
– Ciężki przypadek, mocne są te cholerstwa strasznie, Wam się narobiło w tej Anglii nie ma co. Ale widzę, że masz mocnego ducha, którego takie chore zabawy nie złamią i chwała Ci za to Bott, bo Twoje wyroby niosą światło nadziei ze sobą. – zwłaszcza nadzieję Gabriela na zostanie jego stałym i bezpośrednim klientem. Przez moment zastanowił się czy równie optymistycznie smakuje jego krew, ale szybko odsunął od siebie tą myśl, bo w końcu był profesjonalistą.
– Wszystko powinno być dobrze zapieczętowanie, a niechciane słowa nie powinny się więcej przydarzać, ale.. będziemy musieli niestety powtórzyć sesję, zastosować taką dawkę przypominającą. Wiele czynników ma wpływ na jakość transu i podejrzewam, że nasza prowizorka może… cóż, działać po prostu prowizorycznie. A tu potrzeba rozwiązania na lata, ba! Na całe życie – uśmiechnął się zapewniająco i uspokajająco – To rutynowe działanie, abyś miał pewność mój drogi. Powiedz mi… jak się czujesz?
Oczywiście Gabriel mógł po prostu wyjść z wprawy, hipnotyzując w ostatnim czasie w celach rozrywkowych albo spożywczych, albo… obu. Pomaganie ludziom. Mogło mu wejść w nawyk, ale stare psy rzadko uczyły się nowych sztuczek. Chociaż patrząc na jego ostatnie tygodnie w Anglii, jemu szło wybornie.