W momencie, gdy jej oklumencja była na miejscu, a on nie próbował jej sforsować, byli na tym samym poziomie w rozmowie. Żadne nie miało informacji o tej drugiej stronie, których normalnie by nie miało. Wiedział więc o jej emocjach dokładnie tyle, ile o jego emocjach wiedziała ona i dokładnie taka sytuacja jej pasowała. Tak przecież wyglądała rozmowa innych ludzi nie posiadających aurowidzenia czy czytania nici, trzeba było czytać z tonu, mowy ciała i mimiki, żadnych wytrychów, żadnego przejścia na skróty. Znali się już na tyle długo, że łatwo było zgadnąć, jakby zareagowała, gdyby w tej konkretnej chwili próbował naruszyć jej prywatność… Co innego było w trakcie akcji, w terenie, tam była w stanie przymknąć na to oko, albo gdy ćwiczyli (nawet podczas sesji raportowej). Ale nie teraz. Nie w trakcie prywatnej rozmowy, w której przyszedł „przeprosić”.
– I takie tam – powtórzyła za nim głucho, lekko mrużąc oczy, ale wcale nie dlatego, że dosięgnął je uśmiech. Wypchnięcie za drzwi i ich zatrzaśnięcie to była jedna część problemu. – Nie robisz mi łaski rozmawiając ze mną – dodała wspaniałomyślnie, pijąc do kolejnej cudownej zagrywki Bulstrode’a, którą udało mu się wtedy odwalić w ciągu dwóch minut. Bo tak, dokładnie o to chodziło, i jak na co dzień Victoria żyła wedle zasady, że nie lubi się musieć domyślać i raczej stosowała to również na siebie, mówiąc innym wprost, o co jej chodzi, tak potrafiła być lekką hipokrytką, jeśli się obraziła (i wydawało jej się oczywistym za co dokładnie).
Patrzyła na niego uważnie i nie odsunęła się, kiedy się nachylił, ściszając głos. Znowu przez chwilę milczała, pogodzona z tym, że Bulstrode może weźmie, a może i nie weźmie sobie do serca tego jej focha i rzeczy, jakie mu w związku z tym powiedziała, ale to potrzebowało czasu. On, żeby to przetrawić i ona, żeby jej przeszło, bo nawet jeśli się do niego odzywała (a bombonierka z pewnością trochę ją zmiękczy), to nie była osobą, która potrafiła w sekundę o wszystkim zapomnieć i udawać, że nic się nie stało. Była na to zbyt dumna.
W końcu się jednak odezwała.
– W porządku – powiedziała, po czym odłożyła w końcu pióro i przesunęła pergamin, na którym jeszcze przed chwilą pisała, przełożyła bombonierkę w inne miejsce, które mniej naruszało jej biurkowe feng shui, po czym z gracją odsunęła krzesło i wstała, gotowa wyjść.
Zakładała, że to coś ważnego i związanego z pracą. Coś, co wymagało przyspieszenia ich standardowych uników po kłótni, stąd ta bombonierka. Na takie coś gotowa była odsunąć te swoje fochy.