05.06.2026, 07:49 ✶
Kremowa koperta, zalakowana niewielką fioletową, woskową pieczęcią trafiła do adresata ze szponów niewielkiej i bardzo zaaferowanej płomykówki. Po dostarczeniu jeszcze chwilkę oblatywała lokum, jakby czegoś szukała nim udała się w drogę powrotną.
Drogi Henryku,
Cieszę się, że po ostatnich wydarzeniach szybko wracasz do pełni sił i z właściwym sobie zapałem zabierasz się do pracy nad tekstem. Polecam następnym razem, prócz kawy uraczyć się mocniejszą strawą.
Odpowiadając na Twoje pytanie – tak, wyrażam zgodę na wymienienie mojego nazwiska w zapowiadanym artykule. Ufam, że wydarzenia i ich kontekst przedstawisz z odpowiednią rzetelnością, która nie zaszkodzi reputacji uczestnikom wydarzeń.
Jeśli zaś chodzi o same wydarzenia w Dunwich, mój prasowy komentarz przedstawia się następująco:
Magiczna energia w samej osadzie początkowo nie wydawała się specjalna. Oczywiście niepokojącym był fakt nieistnienia adresu korespondencji Poppy, czy też historia kataklizmu sprzed stuleci, ale poza tym aura była złudnie neutralna. Z mojej perspektywy mieliśmy tam do czynienia z dawną magiczną istotą, która prawdopodobnie została wybudzona z letargu przez ostatnie, gwałtowne niepokoje w naszym kraju. Istota ta, zbyt nieświadoma lub zbyt zuchwała sięgnęła po coś co jej nie przynależało.
To, co zastaliśmy w domu rybaka oraz na szczycie nienaturalnej, wezwanej z odmętów latarni, było bezpośrednią konsekwencją tego bezprawnego dążenia. Dążenia te nie mogły pozostać bez właściwej odpowiedzi. Dzięki naszej wspólnej i zdecydowanej interwencji, owa istota została właściwie i mam nadzieję ostatecznie rozliczona. Niestety zgrabionych przez nią istnień nie udało się odzyskać, ale można mieć nadzieję, że nie pozostały zniewolone.
Życzę Ci powodzenia przy redagowaniu artykułu. Liczę na to, że Twój tekst ukaże się w „Proroku” w należytym, stonowanym tonie, na jaki ta sprawa zasługuje.
Londyn, 10 października 1972 r.
Drogi Henryku,
Cieszę się, że po ostatnich wydarzeniach szybko wracasz do pełni sił i z właściwym sobie zapałem zabierasz się do pracy nad tekstem. Polecam następnym razem, prócz kawy uraczyć się mocniejszą strawą.
Odpowiadając na Twoje pytanie – tak, wyrażam zgodę na wymienienie mojego nazwiska w zapowiadanym artykule. Ufam, że wydarzenia i ich kontekst przedstawisz z odpowiednią rzetelnością, która nie zaszkodzi reputacji uczestnikom wydarzeń.
Jeśli zaś chodzi o same wydarzenia w Dunwich, mój prasowy komentarz przedstawia się następująco:
Magiczna energia w samej osadzie początkowo nie wydawała się specjalna. Oczywiście niepokojącym był fakt nieistnienia adresu korespondencji Poppy, czy też historia kataklizmu sprzed stuleci, ale poza tym aura była złudnie neutralna. Z mojej perspektywy mieliśmy tam do czynienia z dawną magiczną istotą, która prawdopodobnie została wybudzona z letargu przez ostatnie, gwałtowne niepokoje w naszym kraju. Istota ta, zbyt nieświadoma lub zbyt zuchwała sięgnęła po coś co jej nie przynależało.
To, co zastaliśmy w domu rybaka oraz na szczycie nienaturalnej, wezwanej z odmętów latarni, było bezpośrednią konsekwencją tego bezprawnego dążenia. Dążenia te nie mogły pozostać bez właściwej odpowiedzi. Dzięki naszej wspólnej i zdecydowanej interwencji, owa istota została właściwie i mam nadzieję ostatecznie rozliczona. Niestety zgrabionych przez nią istnień nie udało się odzyskać, ale można mieć nadzieję, że nie pozostały zniewolone.
Życzę Ci powodzenia przy redagowaniu artykułu. Liczę na to, że Twój tekst ukaże się w „Proroku” w należytym, stonowanym tonie, na jaki ta sprawa zasługuje.
Z poważaniem,
Ceolsige Burke