05.06.2026, 00:15 ✶
Nie ważne jakich pokładów żalu nie miał obecnie wobec Anthony'ego, Jonathan musiał przyznać jedno – pomysł na fundację był doskonały. I to chyba frustrowało go jeszcze bardziej. Nie że Anthony miał dobry pomysł, bo to że Anthony miał dobre pomysły (poza pewnym obrażeniem się na niego za niektóre rzeczy), było czymś oczywistym. Nie, problemem było to, że był pod ogromnym wrażeniem szlachetnej ambicji Shafiqa przy tej inicjatywie i chętnie pomógłby mu tak jak tylko się dało, ale przecież ich obecna sytuacja raczej na to nie pozwalała. Bo chociaż oficjalnie ze sobą rozmawiali to… No… Może po prostu ograniczy się do koniecznym podpisów i oferowania mu swoich pieniędzy. Tak, tak będzie najlepiej.
W Dziurawym Kotle pojawił się chwilę po Robercie ubrany w gustowną czerwoną szatę, w którą przebrał się tuż przed wyjściem z domu.
– Witam wszystkich zebranych na tym niewątpliwie owocnym spotkaniu – powiedział, uśmiechając i dodatkowo witając się z każdym kogo gorzej znał osobiście. Gdy jednak napotkał spojrzenie Shafiqa, w brązowych oczach Jonathana mogła na chwilę zabłysnąć iskierka smutku. Na Merlina i jeszcze jutro ta delegacja. A przecież oficjalnie wszystko było w porządku…
– Muszę przyznać, że cieszy mnie niezwykle wasz widok. Tego typu przedsięwzięcia mają szansę na sukces tylko gdy ich organizator jak i uczestnicy są odpowiednimi do tego osobami. A w to że tak jest nie wątpię ani trochę. Mam nadzieję, że nie śpieszycie się za bardzo, bo to również świetna okazja, aby się nieco lepiej poznać. Bertie, co u ciebie?
Usiadł obok Roberta i po chwili uniósł swój kieliszek z winem do góry.
– Za sukces Złotego Jabłka, za nas i za Anthony'ego, który to wszystko genialnie wymyślił – oznajmił upijając nieco czerwonego trunku, jednocześnie zastanawiając się czy nie przesadził w tych pochwałał dla Shafiqa. Na Merlina, jakie to wszystko było obecnie trudne. Próbował się jednak tym za bardzo nie przejmować, a zamiast tego chętnie wdawał się w rozmowę z każdym kto go zaczepił, a gdy przyszło co do czego, to bez żadnego zawahania, ani dopytywania wampirzego prawnika o szczegóły, podpisał dokumenty.
W Dziurawym Kotle pojawił się chwilę po Robercie ubrany w gustowną czerwoną szatę, w którą przebrał się tuż przed wyjściem z domu.
– Witam wszystkich zebranych na tym niewątpliwie owocnym spotkaniu – powiedział, uśmiechając i dodatkowo witając się z każdym kogo gorzej znał osobiście. Gdy jednak napotkał spojrzenie Shafiqa, w brązowych oczach Jonathana mogła na chwilę zabłysnąć iskierka smutku. Na Merlina i jeszcze jutro ta delegacja. A przecież oficjalnie wszystko było w porządku…
– Muszę przyznać, że cieszy mnie niezwykle wasz widok. Tego typu przedsięwzięcia mają szansę na sukces tylko gdy ich organizator jak i uczestnicy są odpowiednimi do tego osobami. A w to że tak jest nie wątpię ani trochę. Mam nadzieję, że nie śpieszycie się za bardzo, bo to również świetna okazja, aby się nieco lepiej poznać. Bertie, co u ciebie?
Usiadł obok Roberta i po chwili uniósł swój kieliszek z winem do góry.
– Za sukces Złotego Jabłka, za nas i za Anthony'ego, który to wszystko genialnie wymyślił – oznajmił upijając nieco czerwonego trunku, jednocześnie zastanawiając się czy nie przesadził w tych pochwałał dla Shafiqa. Na Merlina, jakie to wszystko było obecnie trudne. Próbował się jednak tym za bardzo nie przejmować, a zamiast tego chętnie wdawał się w rozmowę z każdym kto go zaczepił, a gdy przyszło co do czego, to bez żadnego zawahania, ani dopytywania wampirzego prawnika o szczegóły, podpisał dokumenty.