Savaš był głęboko przekonany, że kiedy jeden różdżkarz wchodzi do lasu, wszystkie drzewa zaczynają pocić się stresową rosą. Kiedy jednak pojawia się ich aż dwójka, sytuacja stawała się znacznie poważniejsza. Korzonki drżały w panice, liście szeptały między sobą w przerażeniu, a młode gałązki żegnały się z przyszłością. Było to bardzo podobne do losu karpi przed Wigilią, z tą jedyną różnicą, że w przypadku różdżkarzy zakupy potrafiły być rozciągnięte na całe dekady. Drzewka mogły mieć swoje plany na przyszłość, przeżyć większość swojego życia w błogiej nieświadomości, by pewnego dnia odkryć, że od trzydziestu lat było oceniane przedmiotowo. Najpierw dobierał się taki jeden z drugim do pnia, zaglądał pod korę, a dopiero potem interesował się, ile ma słoi. Leśna tragedia. Gdzie był leśniczy?
Na wzmiankę o zasłanianiu twarzy szalem najpierw poczuł ulgę, która rozlała się po nim przyjemnym ciepłem, gdy dowiedział się, że Septima przyszła sama. Nie wiedział nawet, jak powinien byłby zachować się w obecności Garricka. Sama wizja takiego spotkania wprawiała go w zakłopotanie. Gdyby ukłonił się i przywitał zgodnie z zasadami dobrego wychowania, mogłoby wyglądać to podejrzanie. Tatko zapewne nie byłby zachwycony, widząc syna okazującego podobne względy konkurencji. Z drugiej strony nie potrafiłby też odgrywać chłodu wobec Septimy tylko dlatego, że wymagały tego sytuacj. Już na samo wyobrażenie takiej sytuacji robiło mu się przykroi i pozostawiało w nim uczucie winy, jakby zawiódł kogoś niezależnie od tego, którą drogę by wybrał. Potem jednak usłyszał o szalu. I wtedy cała ulga wyparowała. Myśl przyszła natychmiastowo i zniszczyła cały optymizm. To z pewnością dlatego, że tak paskudnie śmierdział. Przecież miał dziś nikogo nie spotkać. Nie użył maści różanej. Nie natarł skóry olejkiem. Nie wypił nawet odrobiny eliksiru z księżycowej rosy. Wyszedł do lasu przekonany, że jedynymi świadkami jego obecności będą drzewa i ptaki na niebie. Wstyd zacisnął mu gardło. Poczuł swędzenie w nosie, zwiastujące łzy. Na szczęście krew płynęła w nim zbyt wolno, by zdradzić go rumieńcem. Zamiast tego wykonał dziwaczny krok w bok, obrócił się na pięcie i ustawił pod wiatr. Potem poprawił pozycję jeszcze raz. I jeszcze odrobinę. Absolutnie dziwacznie i podejrzanie. Prawdopodobnie nie zmieniało to absolutnie nic. Septima potraktowała go przecież łagodnie. Być może nawet nie miała na myśli niczego związanego z jego zapachem. Ale Savaš od dawna przywykł interpretować cudze słowa przez pryzmat własnych lęków. Zwłaszcza tych, których najbardziej się wstydził. A odór rozkładającej się tkanki należał do nich bezsprzecznie. Na co dzień potrafił jakoś z tym żyć. Ze wszystkich ludzi na świecie właśnie przed nią najmniej chciał być żałosny. Nie poryczał się, bo ta okolica była za mała na jeszcze jedną Babę.
- Przestań. Bo jeszcze polubi bardziej Ciebie, niż mnie. I tak nie mam zbyt wielu przyjaciół… Dokończył sobie w myślach. Właściwie z chęcią przedstawiłby je sobie jako swoje dwie najlepsze przyjaciółki. Ale co jeśli potem uznają, że jest im nie potrzebny? Że właściwie to się lepiej się bawią same? Mogło tak być! Z pewnością. Septima miała tak śliczne suknie, że guziki też musiała mieć lepsze niż on. Uśmiechnął się jednak niby przezornie, bo pocieszające było, że Timmy w odruchu chciała być miła dla Baby. Bardzo ładnie z jej strony.
Savaš nie odpowiedział od razu. Zmarszczył lekko brwi i wsłuchał się w las, dokładnie tak jak zrobiła to wcześniej Septima. Problem polegał na tym, że nie do końca wiedział, o czym mówiła. Niepokój był dla niego stanem tak naturalnym, że niemal przestał go zauważać. Notorycznie obawiał się czegoś. Matki. Ojca. Własnej przyszłości. Własnej przeszłości. Ludzi. Samotności. Tego, że ktoś spojrzy na niego zbyt długo. Albo przeciwnie, że nie spojrzy wcale. Nawet teraz część jego uwagi zajmowało rozważanie, czy przypadkiem nie śmierdzi bardziej niż zwykle.
A jednak…
Zaczął przeglądać w pamięci ostatnie tygodnie. Może faktycznie coś w tym było. - Po pożarach wiele stworzeń straciło swoje kryjówki. Powiedział ciszej, bardziej do własnych myśli niż do Septimy. Jego spojrzenie powędrowało ku ciemniejszej stronie lasy. - Widziałem więcej migracji niż zwykle. Zwłaszcza mniejszych zwierząt. Część przeniosła się tutaj z innych terenów. Inne ciągle szukają nowych miejsc.