03.06.2026, 09:49 ✶
Nie spodziewał się, że ta cała przygoda w Dunwich zrobi na Hestii takie wrażenie. Przez moment nawet poczuł się dumny. Było z czego. A i samo to, że go skomplementowała, sprawiało, że robiło się mu wyjątkowo miło. Może dlatego, że jej zdanie było dla niego najzwyczajniej ważne. Jednak jednocześnie nie był pewny, czy jego wkład w uratowanie Dunwich był znowu taki wielki. Przecież nie zrobiłby tego bez Brynji i Ceolsige.
Jego policzki pokrył rumieniec. Nie potrafił przyjmować komplementów. Instynktownie chwycił za aparat wiszący na jego szyi. Czasami, kiedy się stresował, zdarzało się mu przekręcać obiektyw w jedną czy drugą stronę.
– Żebyś widziała, jak wtedy mi szło czarowanie. Połowa zaklęć to była kompletna porażka – zaśmiał się. – Nie byłbym wow, gdyby nie było wow osób obok mnie. Brynji i Ceolsige Burke. Ale to chyba normalne. Nie ma osób samowystarczalnych. A też myślałem wtedy o ucieczce. Ale rzeczy działy się tak szybko, że nie było na to czasu. Klątwa uwięziła Brynję i musiałem ją ratować.
Coś poruszyło się w nim na słowa Hestii o tym, że ktoś mógłby być smutny, gdyby zginął w Dunwich czy gdziekolwiek indziej. Był taki czas, gdy myślał, że już nie istniały takie osoby. Że jakby nagle coś mu się stało, nikt by mu nie pomógł.
– Ale… ale dziękuję – zawahał się na chwilę, po czym spojrzał na Hestię. – Po powrocie z Dunwich byliśmy w jednej cukierni na Horyzontalnej. Możemy kiedyś tam się wybrać – wypowiedział te słowa trochę zbyt szybko i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, jak one zabrzmiały. – Oczywiście jeśli byś miała ochotę.
Drzewa pomarańczowe szumiały dookoła nich, kurz ze ścieżki unosił się lekko przy każdym kroku. W oddali Henry zobaczył swego rodzaju punkt widokowy. Ławeczkę położoną na małym wzgórzu, otoczoną roślinnością i, co najważniejsze, pustą.
– To wygląda na dobre miejsce, żeby coś naszkicować, nie wydaje ci się? – wskazał w tamtą stronę.
Jego policzki pokrył rumieniec. Nie potrafił przyjmować komplementów. Instynktownie chwycił za aparat wiszący na jego szyi. Czasami, kiedy się stresował, zdarzało się mu przekręcać obiektyw w jedną czy drugą stronę.
– Żebyś widziała, jak wtedy mi szło czarowanie. Połowa zaklęć to była kompletna porażka – zaśmiał się. – Nie byłbym wow, gdyby nie było wow osób obok mnie. Brynji i Ceolsige Burke. Ale to chyba normalne. Nie ma osób samowystarczalnych. A też myślałem wtedy o ucieczce. Ale rzeczy działy się tak szybko, że nie było na to czasu. Klątwa uwięziła Brynję i musiałem ją ratować.
Coś poruszyło się w nim na słowa Hestii o tym, że ktoś mógłby być smutny, gdyby zginął w Dunwich czy gdziekolwiek indziej. Był taki czas, gdy myślał, że już nie istniały takie osoby. Że jakby nagle coś mu się stało, nikt by mu nie pomógł.
– Ale… ale dziękuję – zawahał się na chwilę, po czym spojrzał na Hestię. – Po powrocie z Dunwich byliśmy w jednej cukierni na Horyzontalnej. Możemy kiedyś tam się wybrać – wypowiedział te słowa trochę zbyt szybko i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, jak one zabrzmiały. – Oczywiście jeśli byś miała ochotę.
Drzewa pomarańczowe szumiały dookoła nich, kurz ze ścieżki unosił się lekko przy każdym kroku. W oddali Henry zobaczył swego rodzaju punkt widokowy. Ławeczkę położoną na małym wzgórzu, otoczoną roślinnością i, co najważniejsze, pustą.
– To wygląda na dobre miejsce, żeby coś naszkicować, nie wydaje ci się? – wskazał w tamtą stronę.
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.