Samhain. 31 października było jak granica w kalendarzu, granica, która mogła bardzo dużo w ich życiu zmienić, albo nie zmienić nic. Wszyscy specjaliści jednak, jak jeden mąż, powtarzali, ze Beltane i Samhain są jak dwie strony tej samej monety, nierozerwalnie ze sobą splecione, wyznaczając dwa skrajne dni na kole roku – i wcale nie dlatego, że w te dni dzień i noc były sobie równe, albo że dzień lub noc były swoim przeciwieństwem w długości trwania, nie. Beltane i Samhain były pomiędzy nimi, dzień lub noc wygrywały, ale nie były punktem przegięcia, lecz to nie o to wcale chodziło. A o granicę pomiędzy światem żywych i światem umarłych. A do którego świata należeli oni? Ewidentnie naładowani energią Limbo, która przysłaniała ich własną (o ile ją w ogóle jeszcze mieli)… Zegar tykał i miał nieubłaganie wybić za osiemnaście dni.
Nie wiedziała, czy Atreus faktycznie przemyślał sobie swoje zachowanie i dlatego przyszedł i zagaił temat, zamiast czekać, czy Brenna coś mu powiedziała po tym, jak rozmawiały najpierw dziewiątego, a później zaraz po akcji w księgarni, czy może czegoś od niej pilnie chciał i wiedział, że inaczej będzie straszna lipa. Była skłonna zaryzykować, więc póki co pozwalała mu mówić, a bombonierkę położyła na biurku przed sobą, nie poświęcając jej teraz uwagi, bo tę w pełni miał Atreus, niezależnie od tego, jak bardzo chciała udawać, że wcale nie.
I prawdopodobnie całe szczęście ugryzła się w język, kiedy już powiedział swoje, bo cisnęło jej się na usta, że w takim razie wniosków było brak, w przeciwieństwie do tego, co przed chwilą powiedział. Zapadło więc milczenie, podczas którego Lestrange na moment tylko przeniosła spojrzenie z Atreusa gdzieś w bok, gdy jej uwagę przykuł jakiś ruch, mając nadzieję, że oni sami nie byli właśnie żadnym centrum zainteresowania, ale szybko skupiła się na powrót na aurorze.
Chciał od niej, by na tacy podała mu rozwiązanie. Nie była pewna, czy wnioski były aż tak trudne, czy nie chciało mu się nad tym głowić, ale skoro już się pofatygował, to mogła mu odpowiedzieć, tak?
Problem w tym, że Victoria nie była osobą, której łatwo było mówić o swoich uczuciach i emocjach, i nie chodziło wcale o oklumencję, a po prostu o to, jaki miała charakter. No i te ostatnie miesiące wcale nie polepszyły sprawy, miała wręcz wrażenie, że ją w pewien sposób pogorszyły.
– Dobrze – powiedziała jednak. – Więc nie traktuj mnie z góry, to po pierwsze. A po drugie, rozumiem znaczenie słów zostaw nas na chwilę samych albo daj nam chwilę sam na sam – i chyba nie bolało powiedzenie czegoś takiego, zamiast wypchnięcie z pomieszczenia i zatrzaśnięcie drzwi przed nosem, jakże lekceważące.