Noga mu się podwinęła i momentalnie dało się wyczuć zmianę atmosfery. No cóż bywa, a on bardzo próbował w tym momencie nie wydać z siebie zmęczonego westchnięcia, szczególnie kiedy jeden z wiewiórek gwałtownie powstrzymał swoją koleżankę przed wzniesieniem toastu. Atreus też się uśmiechnął.
— Namiary? Dobra myśl — szkoda tylko że chujowa jak barszcz. Gdyby faktycznie miał jakiś biznes to by się w głowę popukał, kiedy on im proponował biznes życia, a oni do niego że oddzwonią i nie zostawią swojego numeru telefonu. — Ale ale, widzę że mamy tutaj karty. Piękna rzecz, taka rozgrywka. No dobrze to w takim razie powiecie na partyjkę, jeśli nie macie mnie jeszcze dość? Jeśli wygram, dacie mi do siebie kontakt, na przyszłe biznesy. Jeśli wy wygracie, zrobimy po waszemu i zostawię do siebie, nie chcąc od was nic więcej. Oczywiście, wszystko oprócz pieniędzy, bo jak tu nie grać o pieniądze. Co powiecie na… mam jeszcze te żetony którymi płaciło się na waszym stoisku — spojrzał na nich w znaczący sposób, bo jednej mieli przy sobie mugolki. — Te złote — galeonowe. — Co powiecie na to jak wyłożę… hm, powiedzmy trzydzieści?