Zdawał sobie sprawę z tego, że nie wszędzie panowała przyjacielska atmosfera. Ba, nie musiał daleko szukać bo w samym Biurze Aurorów nie trudno było znaleźć kogoś kogo się nie lubiło. Dobrze więc było – no może nie wiedzieć, bo za mało znał ludzi tutaj – ale widzieć że wydają się czuć w swoim towarzystwie dobrze. Mówiły o tym ich aury i pewna lekkość, którą dało się zauważyć w ich podejściu.
— Jak mus to mus. Nigdy nie przepadałem za pisaniem czegoś sam, ale stawianie samych parafek? Niemal jak marzenie — uśmiechnął się wesoło do Roberta, pociągając zaraz kolejny łyk swojej kawy. Dobra. Na pewno lepsza niż ta, którą mieli u siebie w biurze aurorów. — Zdążyłem trochę zapomnieć, że byłeś żonaty — przyznał bez bicia. Chyba nawet też nie do końca łapał do tej pory, że była żona Croucha była kuzynką Brenny. — Juliana też znam, ale to chyba oczywiste i faktycznie, to bardzo miły człowiek. Bardzo… ojcowski — a potem Atreus na moment umilkł, koncentrując się na kawie, ale było widać że słowa Roberta wprawiły go w zamyślenie. Czy o tym myślał? Oczywiście. Czy nie chciał Juliana w tym zespole z powodów innych niż te bardzo egoistyczne? Oczywiście. — Zdarzyło mi się. Hestia wydaje mi się świetną brygadzistką, a z nią siły i kompetencje byłyby równo rozłożone. Taka sama ilość aurorów i brygadzistów. Zdarzyło mi się z nią wcześniej pracować, szczególnie podczas Spalonej Nocy i dziewczyna ma potencjał. Potrzeba jej tylko drobnego pchnięcia, a mam wrażenie że gdyby ona i jej ojciec byli nad tym razem, mógłby pojawić się pewien konflikt — głównie odnośnie tego kto ma rację. Atreus też był świadomy że ona sam zastanawiałby się kto ma największą rację, kiedy Bletchley był tak stary. Miałby najwięcej doświadczenia z nich wszystkich. — Ale jeśli go polecasz to mogę się nad tym zastanowić, niemniej jednak chciałem to wszystko trzymać w… powiedzmy że ograniczonym gronie. Mimo wszystko nasz departament jest bardzo obciążony aktualnym nawałem pracy i nie zapowiada się żeby wiele miało się w tym temacie zmienić.