Słowa Brenny były smutną, ponurą wręcz prawdą, z której Bulstrode zdawał sobie sprawę. W Ministerstwie ścierały się ze sobą dwie siły i niestety, ta która stała po stronie Śmierciożerców zwyczajnie wygrywała. Nie wątpił tez w to, że wynikało to z faktu że pewnie wielu z nich miało pieniądze i koneksje, które z łatwością mogły popierać wartości za którymi stali. Przepychali rzeczy siłą, a prawo i jego biurokracja stały mimowolnie po ich stronie, głównie dlatego że wiele rzeczy zajmowało tak cholernie dużo czasu.
— Szkoda dziewczyny. Mam tylko nadzieję, że na jej ciotce nie odbije się to aż tak bardzo, bo wydawały mi się być ze sobą blisko — westchnął, całkiem szczerze podsumowując całą tę sytuację. Josephine wydawała mu się odrobinę naiwna, skoro przystała na pomysły Raphaelii, ale może nie wszyscy zawsze musieli myśleć o tym co najgorszego mogło się stać. Ba, i on nie był tutaj przesadnie dobrym przykładem, ale nawet jeśli koncentrował się w głównej mierze na tu i teraz, szczególnie jako aurowidz, to i tak do niektórych rzeczy podchodził we wręcz wyrachowany sposób.
— W sumie kto wie, może nic się nie stanie. W sensie bo to jest przed, co nie? A nie topi się ich w sam sabat — więc może tym razem nie miały przynosić pecha. Zarzekała się że ich nie tknie, ale w sumie on nie miał aż takiego zacięcia, jakby faktycznie nie bał się że mógł sparzyć się kolejny raz. To był tylko wianek, jakie więc istniało prawdopodobieństwo, ze znowu coś pójdzie źle akurat z wiankiem? — Serio? Zainteresuję się tym w takim razie w najbliższym czasie.
Czymkolwiek oczywiście te szaty stagnacji były. Teraz jednak miał na głowie inne problemy, na przykład chińskie salony tatuażu z Vincentem. Prychnął na to rozbawiony, bo sobie wyobrażał że Prewett skończył całą przygodę z jakimś głupim chińskim tekstem na plecach. Albo lepiej, nad dupą.
— Przedstawiłem to Harper jako międzypartamentową jednostkę. W sumie do bardziej między biurową, bo większość osób o których myślałem, jest z naszego departamentu, ale do tego chciałem jakieś stałe osoby chociażby z Departamentu Tajemnic jeśli potrzebna jest do czegoś ekspertyza. Wiem, Departament Tajemnic, ale czasem mają jakąś tam wiedzę tajemną. Zobaczymy. W każdym razie, prawda jest taka, że przez Biuro Brygady Uderzeń przechodzi bardzo dużo zgłoszeń — poruszył się, unosząc z miejsca i odstawiając swój kubek na niski stolik obok kanapy. Pochylił się w stronę Brenny, skracając nieco odległość i wyciągając do niej rękę, zapraszając do zrobienia tego samego. — Jest to miejsce do którego w pierwszej kolejności wpada… w sumie wszystko. I do tej pory zdarzało nam się pracować razem na zdecydowanie czarnoksięskimi sprawami — nawet nie próbował w tym momencie bawić się w to całe uważanie, że aurorzy byli lepsi niż brygadziści. Oczywiście, tak było, ale nie był na tyle próżny by odnosić się do tego w tym momencie. — Mogę ci powiedzieć, kogo mam na myśli do wspólnej pracy, jeśli się martwisz o… eee… swoich kolegów z zajęć hobbystycznych. Victoria, Hestia od was, z brygady. Do tego Robert Crouch, który będzie się zajmował dokumentacją, ale też sprawami które będą wychodziły od nas do Wizengamotu, a do tego chodziła mi po głowie Prudence Bletchley. Znasz? Antropolog — wyliczył kolejne osoby, o których do tej pory myślał. Nie były to duże liczby, ale idealnie dla niewielkiego zespołu. — Chciałem, żeby to była tajna grupa, o której wiedzą tylko najważniejsze osoby, ale nad tym dopiero będę pracował. Co ty na to?