— Nie chcę umniejszać twoim dokonaniom aktorskim, ale biorąc pod uwagę jak idzie nam ściganie tych drani, to chyba nie potrzeba zbyt wiele żeby pozostać niezauważonym — prychnął, ni to rozbawiony, ni to z jakimś gorzkim brzmieniem. Niestety, ale prawda była taka, że nie ważne jakich bestialstw dopuszczali się słudzy Czarnego Pana, jakimś sposobem przed Wizengamoten stanęła garstka nich. Reszta z jakiegoś powodu wciąż pozostawała nieuchwytna i, co najbardziej go drażniło, bezkarna.
To czy, Atreus nie pomagał jakimś śmierciożercom, to natomiast była bardzo ciekawa kwestia i trafne pytanie. Pytanie, które ostatnimi czasy sam zadawał sobie, spoglądając rano w łazienkowe lustro, jakby jego odbicie miało w tym temacie nieco więcej wiedzy niż on sam. Bardzo starannie wypracował w sobie tendencje do odwracania spojrzenia od tego, co było dla niego niewygodne, ale dla każdego przychodził chyba jakiś moment, w którym musiał zacząć kwestionować swoje otoczenie. Ile razy pomógł swojemu koledze, którego rodzina obnosiła się z wyższością czystości krwi i pogardą czy wrogością do mugoli? Ile razy przyłożył rękę do czegoś takiego pośrednio, nie do końca świadomy konsekwencji jakie miały jego działania?
— Czasem ci tej umiejętności zazdroszczę, czasem ją przeklinałem — mruknął, mając oczywiście na myśli to co działo się w lecie. Ale jako osoba, którą ciągnęło do bycia w centrum wydarzeń, uwagi i jakiejkolwiek akcji, faktycznie czasem zazdrościł jej tych tendencji. — Tatuowaniem mojego wuja? — uniósł brwi w zdziwieniu i potrzebował naprawdę długiej chwili, żeby połączyć kropki z tym co mówiła. Kiedy słyszał wuj, pierwsze co przychodziło mu do głowy to Gregory, a potem przychodziło zrozumienie, że pewnie rozchodziło się o Vincenta. Tak, on pasował do tego o wiele lepiej. — Błagam, nie nazywaj go tak, bo jeszcze zacznę myśleć że to Gregory lata po salonach tatuażu — to natomiast było wizją poza możliwością jego rozumowania. — W sumie jak tak już jesteśmy przy poważnych tematach i poplecznikach Czarnego Pana, a także twoim pociągu do niebezpieczeństwa, to mam dla ciebie… nazwijmy to propozycją? Gadałem już o tym z Harper i dała mi zielone światło, więc lecimy – chciałem skonstruować grupę zadaniową w Biurze Aurorów. Jednostkę, która nie pochylałaby się tylko nad czarnoksiężnikami ogółem, ale w szczególności koncentrowała na działalności śmierciożerców. Poczynając od Spalonej Nocy, przez wszystkie zgłoszenia które po niej nadeszły. Pisałabyś się na coś takiego?