30.05.2026, 13:31 ✶
Ekstaza Merlina okazała się triumfem nie tylko natury organizacyjnej, lecz i artystycznej. W przeciwieństwie do licznych przedsięwzięć dobroczynnych, które nierzadko wymagały mozolnego zabiegania o uwagę londyńskiej socjety, o Ekstazie mówiono już na wiele tygodni przed premierą. Problem polegał na tym że kobieta nie pojęła ze sztuki prawie niczego. Oczywiście, posiadała własne przemyślenia, jednakże podejrzewała, że wypowiedzenie ich na głos mogłoby przyprawić twórcę spektaklu bądź kuzynów o autentyczne omdlenie. Największe zmieszanie budził w niej bicz. Mona nie potrafiła zrozumieć, w jaki sposób ktokolwiek mógł odnajdywać przyjemność w brutalności cielesnych uniesień.
Wówczas myślała o Icarusie. Rumieniec natychmiast zakwitał na jej policzkach szkarłatnie, a miedziane loki kołysały się wokół jej twarzy, kiedy próbowała przez kilka godzin skutecznie zająć pracą umysł, nie pozostawiając miejsca na myśli, których wolałaby uniknąć.
Klucz przekręcił się w zamku z cichym kliknięciem. Mona uchyliła drzwi i weszła do środka, popychając je lekko barkiem, gdyż prawa strona jej ciała od dawna nie była już tak posłuszna, jak przed laty. Na ramieniu ciążyła jej torba wypchana dokumentami, a wraz z nią cały ciężar długiego dnia spędzonego pośród ministerialnych korytarzy i niekończących się dyskusji nad ograniczeniami w handlu jajami smoków chińskich. Sprawa była pilna… i śmiertelnie nużąca. Pomijając fakt, że zaspała po wczorajszym wydarzeniu, pędziła przecież jeszcze na złamanie karku do rezerwatu, gdzie jeden z pracowników przyjął młodego żmijoptaka, wymagającego znacznie więcej uwagi niż sugerowałyby jego rozmiary.
Zrzuciła torbę na podłogę, pozbyła się butów, przeciągnęła się. Proteza chrupnęła w proteście. Musiała ją zdjąć, naoliwić, może wziąć gorącą kąpiel i…
— Arglwydd fy nghalon, seren fy nos, próbujesz mnie uwieść?
Uśmiech, który posłała Icarusowi, należał wyłącznie do niego.
Wówczas myślała o Icarusie. Rumieniec natychmiast zakwitał na jej policzkach szkarłatnie, a miedziane loki kołysały się wokół jej twarzy, kiedy próbowała przez kilka godzin skutecznie zająć pracą umysł, nie pozostawiając miejsca na myśli, których wolałaby uniknąć.
Klucz przekręcił się w zamku z cichym kliknięciem. Mona uchyliła drzwi i weszła do środka, popychając je lekko barkiem, gdyż prawa strona jej ciała od dawna nie była już tak posłuszna, jak przed laty. Na ramieniu ciążyła jej torba wypchana dokumentami, a wraz z nią cały ciężar długiego dnia spędzonego pośród ministerialnych korytarzy i niekończących się dyskusji nad ograniczeniami w handlu jajami smoków chińskich. Sprawa była pilna… i śmiertelnie nużąca. Pomijając fakt, że zaspała po wczorajszym wydarzeniu, pędziła przecież jeszcze na złamanie karku do rezerwatu, gdzie jeden z pracowników przyjął młodego żmijoptaka, wymagającego znacznie więcej uwagi niż sugerowałyby jego rozmiary.
Zrzuciła torbę na podłogę, pozbyła się butów, przeciągnęła się. Proteza chrupnęła w proteście. Musiała ją zdjąć, naoliwić, może wziąć gorącą kąpiel i…
— Arglwydd fy nghalon, seren fy nos, próbujesz mnie uwieść?
Uśmiech, który posłała Icarusowi, należał wyłącznie do niego.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception