29.05.2026, 18:37 ✶
Jakieś trzy czy cztery miesiące temu nie byłoby mowy, aby chociaż zasugerowała mu coś takiego: nie należała do osób rzucających się w pewne sprawy na główkę, a nawet jeżeli bywała emocjonalna, dawno nauczyła się brać pod uwagę to, jak jej poczynania mogą wpłynąć na innych. Nie żeby to chroniło ją przed popełnianiem błędów albo robieniem głupot, co to to nie.
Przez moment wpatrywała się w zawartość filiżanki, jakby spodziewała się znaleźć w herbacie albo fusach na dnie naczynia wszystkie odpowiedzi lub zastanawiała, czy czegoś do niej nie nasypano, zanim wreszcie upiła łyk i spojrzała na Atreusa.
– Jakbym im pomagała, to dopiero byłby zwrot akcji. Musiałabym chyba wtedy rozważyć ścieżkę zawodową, teatr The Globe stałby przede mną otworem – stwierdziła, trochę żartobliwie, chociaż jej to akurat śmiać się nie chciało. Brenna niekoniecznie uważała się za szczególnie praworządną, ale na temat działalności terrorystycznej śmierciożerców i mordowaniu niewinnych ludzi na prawo i lewo miała bardzo mocne poglądy, i zasługiwałaby chyba za tak świetną grę aktorską na co najmniej mugolskiego Oscara. Jakoś on chyba trochę lepiej wpisywał się w… profil, jakiego można by spodziewać się po szaleńcach w szlafrokach.
Po prawdzie chyba nie podejrzewała Atreusa o bycie śmierciożercą, ale na pewno przynajmniej na początku zastanawiała się, czy niektórym z nich nie pomagał. Jakoś nigdy nie umiała sobie wyobrazić, aby biegał po Londynie rzucając avadami w przypadkowe osoby, ale ciężko było… nie myśleć nad tym, ile wiedział… gdy widziało się, jak był blisko choćby ze Stanleyem i Anthonym. A czy inni jego koledzy, jak taki Rosier, nie mogli być w coś zaangażowani?
– W sumie to chyba nie oczekuję, że powiesz coś mądrego. Po prostu… Głupio byłoby o tym milczeć? – westchnęła w końcu. Robiła różne rzeczy. A o jeszcze innych wiedziała: jak choćby o tym, że Raphaela Avery prawdopodobnie stała się ostatecznie ofiarą mrocznego zaklęcia Malfoya. – Trochę tak. Ale po prawdzie mam zwyczajnie czasem talent do pojawiania się w złym miejscu o złym czasie. Albo w dobrym miejscu o dobrym czasie, zależy jak spojrzeć. Na przykład jednego ranka powiedziałam Victorii, że zabieram ją, żeby jej pokazać siedlisko jednorożców w Zakazanym Lesie. Znalazłyśmy jednorożce. I przy okazji paru kłusowników, którzy akurat próbowali je złapać. A potem wyszły z tego różne rzeczy, włącznie z tatuowaniem twojego wuja i uciekaniem przed smokiem - oświadczyła ze śmiertelną powagą, w pełni świadoma, że brzmiało to absolutnie niedorzecznie, a przecież było stuprocentową prawdą.
Przez moment wpatrywała się w zawartość filiżanki, jakby spodziewała się znaleźć w herbacie albo fusach na dnie naczynia wszystkie odpowiedzi lub zastanawiała, czy czegoś do niej nie nasypano, zanim wreszcie upiła łyk i spojrzała na Atreusa.
– Jakbym im pomagała, to dopiero byłby zwrot akcji. Musiałabym chyba wtedy rozważyć ścieżkę zawodową, teatr The Globe stałby przede mną otworem – stwierdziła, trochę żartobliwie, chociaż jej to akurat śmiać się nie chciało. Brenna niekoniecznie uważała się za szczególnie praworządną, ale na temat działalności terrorystycznej śmierciożerców i mordowaniu niewinnych ludzi na prawo i lewo miała bardzo mocne poglądy, i zasługiwałaby chyba za tak świetną grę aktorską na co najmniej mugolskiego Oscara. Jakoś on chyba trochę lepiej wpisywał się w… profil, jakiego można by spodziewać się po szaleńcach w szlafrokach.
Po prawdzie chyba nie podejrzewała Atreusa o bycie śmierciożercą, ale na pewno przynajmniej na początku zastanawiała się, czy niektórym z nich nie pomagał. Jakoś nigdy nie umiała sobie wyobrazić, aby biegał po Londynie rzucając avadami w przypadkowe osoby, ale ciężko było… nie myśleć nad tym, ile wiedział… gdy widziało się, jak był blisko choćby ze Stanleyem i Anthonym. A czy inni jego koledzy, jak taki Rosier, nie mogli być w coś zaangażowani?
– W sumie to chyba nie oczekuję, że powiesz coś mądrego. Po prostu… Głupio byłoby o tym milczeć? – westchnęła w końcu. Robiła różne rzeczy. A o jeszcze innych wiedziała: jak choćby o tym, że Raphaela Avery prawdopodobnie stała się ostatecznie ofiarą mrocznego zaklęcia Malfoya. – Trochę tak. Ale po prawdzie mam zwyczajnie czasem talent do pojawiania się w złym miejscu o złym czasie. Albo w dobrym miejscu o dobrym czasie, zależy jak spojrzeć. Na przykład jednego ranka powiedziałam Victorii, że zabieram ją, żeby jej pokazać siedlisko jednorożców w Zakazanym Lesie. Znalazłyśmy jednorożce. I przy okazji paru kłusowników, którzy akurat próbowali je złapać. A potem wyszły z tego różne rzeczy, włącznie z tatuowaniem twojego wuja i uciekaniem przed smokiem - oświadczyła ze śmiertelną powagą, w pełni świadoma, że brzmiało to absolutnie niedorzecznie, a przecież było stuprocentową prawdą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.