Stwierdzenie, że się domyślał, było całkiem trafne, chociaż to wcale też nie było tak, że te wszystkie domysły i gdybania przesadnie zajmowały mu głowę. Dużo zadziałała tutaj więź, która połączyła ich podczas Beltane, a która sprawiła że regularnie żołądek wywracał mu się do góry nogami, kiedy Brenna robiła bogowie wiedzą co. W pewnym momencie chyba zwyczajnie zaczął wpisywać to w jej jestestwo, a kiedy złamali wreszcie wiążącą ich więź przy pomocy klątwołamacza - nie musiał się już tym przejmować tak naprawdę. Bo nie ważne czy próbowałby coś z tym zrobić, czy też nie, zdążył się nauczyć że Longbottom i tak zawsze robiła co chciała i nie było takiej siły na niebie i ziemi, która byłaby w stanie zmienić jej zdanie w pewnych kwestiach.
Nigdy też chyba jakoś przesadnie nie posądzał jej o to, że mogłaby stać po stronie Czarnego Pana, nawet w pełni świadomy jej dziwnych eskapad, które jednocześnie pozostawały nierejestrowane w grafikach Brygady Uderzeniowej. Za bardzo była na to... nawet nie porządna, ale całe to gadanie o transparencie na jej pogrzebie chyba ostatecznie przypieczętowało jego zdanie o niej.
Kiedy więc rozsiedli się na kanapie, a Brenna zaczęła mówić, Atreus zajął się swoją herbatą. Usiadł krzywo, w kącie między oparciem i podłokietnikiem, wciskając się tam w półleżącej pozycji, mieszając w kubku saszetką uwiązaną do sznurka. Przyglądał się przy tym to czarownicy, to samej herbacie, jakie obie te rzeczy zajmowały go po równo.
- Gdybyś to powiedziała z trzy miesiące temu to bym się może nawet zaśmiał albo zapytał, czy na pewno nie pomagasz smutnym panom w czarnych szlafrokach - prychnął. - Tak też sobie myślę, że nawet nie wiem co ci mądrego mogę powiedzieć. To bardzo szlachetne z twojej strony? Każdy musi mieć jakieś hobby? - topił i wyciągał tego herbacianego szczura, z wyraźnym zastanowieniem. Naprawdę brakowało mu słów, a takie wyznania, cóż, może nie były ciężkie, ale na pewno skomplikowane. - Dlatego mnie tak skręcało w lecie, prawda?