26.05.2026, 11:11 ✶
Dzyń dobry.
Zwracam się do miłościwie panujących w związku z tą kwestią (tzn. znalezienia sposobu na pozbycie się klątwy).
Jak najbardziej rozumiem, że potrzebuję do tego klątwołamacza. Ale chciałabym przedstawić plan, który wymyśliłam i w sumie dopytać czy to ma w ogóle sens/czy nie mam za mało (i trzeba rozbudować)/czy nie przeginam z wymaganiami jakie sobie stawiam.
Plan składa on się z kilku kroków, które rozgrywałabym na przestrzeni tego/przyszego kwartału (mając świadomość, że pozbycie się wielopokoleniowej klątwy nie jest zabawą na jeden wieczór) - biorąc pod uwagę ważne ustalenia ze zmianą wilgowrona w kolektę koło 15 listopada.
1. Badanie samego maledictusa:
- we Włoszech (w związku ze zmianami w genetykach, które zostały dla mojej postaci ustalone) - myślałam tak o 2-3 sesjach, gdzie Lorien dowiaduje się o istnieniu kolekt, mitologii i samej klątwie.
- w bibliotece Maeve. Wszystko na razie tak stricte teoretyczne - nos w książki, ruiny itp.
2. Jak już będę mieć podkładkę z wiedzą co w niej siedzi, myślałam o sesjach (kilku, ale nie umiem dookreślić ile byłoby odpowiednich - oczywiście najwięcej z klątwołamaczem) i listach z:
- klątwołamaczem - bo to klątwa i trzeba ją złamać
- medykiem - kontrola lekarska, co by Lorki fizycznie nie wykończył maledictus jak go spróbuje wypędzić
- hipnotyzerem (przepracowanie tego) / legilimentką (wyciągnięcie wspomnień, które są silnie związane z maledictusem, w celu może jakiegoś osłabienia go?)
- posiadaczem przewagi pieczętowanie - żeby dziada zamknąć w jakimś artefakcie (+ ewentualnie ktoś kto mi artefakt wykona).
Zebrałabym ekipę, poogrywała sesje, zastanawiam się jednak czy będę potrzebować również interwencji MG (jeśli tak to w jakim zakresie).
Bardzo ładnie proszę o informację czy w ogóle ma sens to ruszać.
Zwracam się do miłościwie panujących w związku z tą kwestią (tzn. znalezienia sposobu na pozbycie się klątwy).
Jak najbardziej rozumiem, że potrzebuję do tego klątwołamacza. Ale chciałabym przedstawić plan, który wymyśliłam i w sumie dopytać czy to ma w ogóle sens/czy nie mam za mało (i trzeba rozbudować)/czy nie przeginam z wymaganiami jakie sobie stawiam.
Plan składa on się z kilku kroków, które rozgrywałabym na przestrzeni tego/przyszego kwartału (mając świadomość, że pozbycie się wielopokoleniowej klątwy nie jest zabawą na jeden wieczór) - biorąc pod uwagę ważne ustalenia ze zmianą wilgowrona w kolektę koło 15 listopada.
1. Badanie samego maledictusa:
- we Włoszech (w związku ze zmianami w genetykach, które zostały dla mojej postaci ustalone) - myślałam tak o 2-3 sesjach, gdzie Lorien dowiaduje się o istnieniu kolekt, mitologii i samej klątwie.
- w bibliotece Maeve. Wszystko na razie tak stricte teoretyczne - nos w książki, ruiny itp.
2. Jak już będę mieć podkładkę z wiedzą co w niej siedzi, myślałam o sesjach (kilku, ale nie umiem dookreślić ile byłoby odpowiednich - oczywiście najwięcej z klątwołamaczem) i listach z:
- klątwołamaczem - bo to klątwa i trzeba ją złamać
- medykiem - kontrola lekarska, co by Lorki fizycznie nie wykończył maledictus jak go spróbuje wypędzić
- hipnotyzerem (przepracowanie tego) / legilimentką (wyciągnięcie wspomnień, które są silnie związane z maledictusem, w celu może jakiegoś osłabienia go?)
- posiadaczem przewagi pieczętowanie - żeby dziada zamknąć w jakimś artefakcie (+ ewentualnie ktoś kto mi artefakt wykona).
Zebrałabym ekipę, poogrywała sesje, zastanawiam się jednak czy będę potrzebować również interwencji MG (jeśli tak to w jakim zakresie).
Bardzo ładnie proszę o informację czy w ogóle ma sens to ruszać.